Z dokumentów CBA, do których dotarliśmy, wynika, że pieniądze w kopertach Janusz F. zbierał nie tylko na kampanię samorządową. Rok wcześniej — jak zeznali świadkowie — miał prosić o wsparcie kampanii Andrzeja Dudy.
Janusz F. był prezesem w jednym z dużych państwowych koncernów, a nieformalnie człowiekiem PiS do zadań specjalnych na Podkarpaciu. Poręczał za niego Krzysztof Sobolewski, ówczesny sekretarz generalny PiS czy poseł Piotr Babinetz. Bardzo zaangażował się w przedterminową kampanię na prezydenta Rzeszowa w 2021 r., ale aktywny był też w innych starciach.
Jak wynika z analizy CBA, świadkowie zeznawali, że także w kampanii Andrzeja Dudy zbierał pieniądze „pod stołem”. Była to zbiórka poza oficjalnym kontem komitetu wyborczego.
Droga kampania Andrzeja Dudy
Centralne Biuro Antykorupcyjne zauważa w analizie sporządzonej na potrzeby śledztwa, że siedmioro świadków przyznało, iż zbierano lub próbowano zebrać od nich pieniądze również na inne kampanie wyborcze. Czworo świadków zeznało, że konkretnie chodziło o kampanię prezydencką Andrzeja Dudy.
Świadek z Polskiej Spółki Gazownictwa powiedział śledczym, że dwukrotnie dał pieniądze F. na dwie różne kampanie wyborcze. Przypominał sobie, że jednym razem było to 4 tys., a drugim 5 tys. zł.
Kolejny świadek — zatrudniony w spółce PGE Dystrybucja — opisał, że Janusz F. kontaktował się z nim, gdy trzeba było przekazać pieniądze na kampanie wyborcze czy inne imprezy. Świadek miał dać gotówkę w 2019 r. dwukrotnie. Jak określił, było to między 5 a 10 tys. zł.
Kolejny — pracujący w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa — zeznał, że przed rokiem 2021 przekazał Januszowi F. 4 tys. zł na którąś z kampanii wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Nie pamiętał jednak, o którą dokładnie kampanię chodziło.
Z zeznań świadków można wnioskować, że zbieranie pieniędzy było metodą nie tylko na jedną kampanię wyborczą. Zresztą w drugiej kampanii Andrzeja Dudy było sporo niewyjaśnionych historii. To była bardzo droga kampania, bo kosztowała ponad 28 mln zł, dla porównania kampania Rafała Trzaskowskiego (krótsza, bo zaczęła się po zmianie kandydata KO) kosztowała niewiele ponad 9 mln.
„Mieli wszystko”
Ale jednocześnie na przykład firma, która odpowiadała za kampanię wówczas urzędującego prezydenta, w internecie dostała milion zł od innej firmy, która wzięła pieniądze z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na wsparcie dla startupów. Dla prezydenta pracowały wtedy także TVP i Polskie Radio. Osoby zaangażowane wówczas w kampanię wyborczą kandydata KO mówią, że bardzo możliwe, że taki proceder był prowadzony we wszystkich regionach.
— Oni naprawdę mieli wtedy wszystko po swojej stronie i nie musieli oszczędzać na kampanii czy kombinować, ale może po prostu taki mają model działania? — zastanawia się polityk KO, którego pytamy o to, czy jego zdaniem PiS mogło nielegalnie finansować kampanię.
— Może zwyczajnie robili to, co kampania, ale też możliwe, że ktoś po prostu zrobił sobie z tego biznes — zastrzega nasz rozmówca.
Prokuratura dysponuje zeznaniami w sprawie finansowania kampanii PiS w 2021 r. od ponad trzech lat. Na razie postawiono trzem osobom zarzuty wręczenia łapówki, a nie nielegalnego finansowania partii politycznej.

