Człowiek nie jest w stanie wypełnić wszystkich ról i wynikających z nich obowiązków w taki sposób, by usatysfakcjonować wszystkie osoby ze swojej sieci społecznej. Codziennie podejmujemy dziesiątki decyzji, które mogą powodować nakładanie się na siebie różnych obowiązków. I często z tego powodu doświadczamy konfliktu ról. Jak godzić role i ich potrzeby z obowiązkami?
Rola to słowo niejednoznaczne, które kojarzy nam się zarówno z teatrem, jak i codziennym życiem. Każdy z nas przybiera różne role w społecznych przedstawieniach – w rodzinie, w szkole albo w pracy, na spotkaniach towarzyskich, podczas wystąpień publicznych. I w każdej z tych ról różnimy się w wykonywaniu wynikających z niej obowiązków. Niczym aktor, który jednego dnia gra na planie serialu o tematyce wojennej, drugiego kręci sceny komedii romantycznej, a trzeciego występuje na deskach teatru w dramacie. W przypadku życiowych ról przeskakiwanie między obowiązkami nie tylko jest częstsze niż u aktora. Musi także przebiegać płynniej, często bez charakteryzacji i rekwizytów. Nic więc dziwnego, że wielu z nas przydarzają się konflikty ról.
Jak traktujemy swoje role
Pierwsza przyczyna konfliktu ról i obowiązków jest prozaiczna – ponieważ w trakcie życia zwiększa się liczba pełnionych ról, powiększa się również zakres różnych powinności. Dane statystyczne Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy za rok 2014 pokazują, że około 40 proc. studentów podejmuje też pracę zawodową. Wiąże się to z różnymi czynnikami – nie tylko ekonomicznymi, ale też z chęcią wkroczenia na rynek pracy. Jednak z drugiej strony przeciążenie rolami może prowadzić do wypalenia i w konsekwencji unikania obowiązków, które wydają się przytłaczające.
Newsweek Psychologia.
Foto: Materiały prasowe
Choć nie tylko o obowiązki tu chodzi. To, jak podchodzimy do swoich ról, czyli de facto jak je „gramy”, zależy od wielu czynników. Weźmy na przykład role, które płyną ze społecznego statusu kobiety w Polsce w pierwszym kwartale XXI w. Będą to role matki, partnerki/żony, kochanki, córki, synowej, przyjaciółki, pracownicy… Jeśli się im przyjrzymy, to zobaczymy, jak bardzo wzorce wypełniania tych ról, a co z tym związane – również przypisane do nich obowiązki, zmieniały się w ostatnich dziesięcioleciach. Wydaje się, że zderzają się tu dwa światy – ten zanurzony w tradycyjnych wartościach i ten, który, nawet jeśli tych wartości nie odrzuca w pełni, to jednak część z nich wyraźnie kwestionuje. Ten przykład pokazuje, że czasami wymogi otoczenia są sprzeczne z potrzebami, pragnieniami i przekonaniami osoby wypełniającej tę rolę. Co ciekawe, może działać to w dwie strony. Kobieta, która pragnie realizować się zawodowo i szybko po porodzie chce wrócić do pracy, może się spotkać z krytyką rodziny zanurzonej w tradycyjnych wartościach. Natomiast matka, która żyje w środowisku ceniącym samorozwój kobiet i nowoczesny model rodziny, może doświadczyć ostracyzmu społecznego, gdy zdecyduje się zrezygnować ze swojej pracy na rzecz wychowania dziecka.
Człowiek nie jest w stanie wypełnić wszystkich ról i wynikających z nich obowiązków w taki sposób, by usatysfakcjonować wszystkie osoby ze swojej sieci społecznej. Choćby z tego powodu konflikty ról są po prostu czymś naturalnym, a dokonywanie wyborów to nieodzowna część ludzkiego życia – codziennie podejmujemy dziesiątki małych i dużych decyzji, a część z nich dotyczy napięć, jakie tworzą się poprzez nakładające się na siebie obowiązki: uczyć się do sesji czy wziąć dodatkową zmianę w pracy; iść na zebranie do szkoły syna czy umówić się na ostatni wolny termin do lekarza specjalisty; spędzić czas z przyjaciółmi czy zrobić domowe porządki.
Wielogłos ról i „ja”
Z drugiej strony człowiek nie potrzebuje zewnętrznych norm, zakazów, nakazów ani wzorców, by toczyć w sobie różne konflikty. Psycholog E.T. Higgins zauważył, jak różnice między aspektami naszego „ja” mogą wpływać na emocje, motywację i samopoczucie. Jego teoria zakłada, że istnieją trzy główne aspekty „ja” oraz dwa wymiary perspektywy (własna i innych), które mogą prowadzić do rozbieżności i emocjonalnego dyskomfortu. Higgins w ramach teorii wprowadził trzy pojęcia: „ja realne” (to, kim jesteśmy w rzeczywistości, czyli nasze aktualne cechy, zdolności, zachowania i osiągnięcia), „ja idealne” (to, kim chcielibyśmy być, nasze aspiracje, marzenia i ideały) oraz „ja powinnościowe” (to, kim uważamy, że powinniśmy być, aby spełniać obowiązki, oczekiwania i normy społeczne, wiąże się z presją wewnętrzną i zewnętrzną). Rozbieżność między ja realnym a ja idealnym/ja powinnościowym sprawia, że czujemy lęk, poczucie winy i napięcie. Widzimy różnicę między tym, jacy jesteśmy, a czego sami od siebie wymagamy albo wymagają od nas inni. Ten nieprzyjemny stan emocjonalny wcale nie pomaga wykonywać swoich obowiązków.
Ciekawym zjawiskiem w tym obszarze jest zmiana swoich ról, a w zasadzie ich porzucenie albo nadanie sobie nowych. Taką możliwość oferują social media. Na forum internetowym, Facebooku czy Instagramie można być zupełnie kimś innym. Przyjąć nową tożsamość albo ukazywać tylko jej niewielką, specjalnie wyselekcjonowaną część. To kuszące – stworzyć wokół siebie nową sieć społeczną postrzegającą nas nie przez pryzmat tego, jacy jesteśmy naprawdę i jakie role pełnimy, ale poprzez swoistą kreację. Nagle na znaczeniu tracą niezapłacone rachunki, niezrealizowane na poczcie awiza, odwlekana rozmowa z szefem – wszystkie obowiązki i trudy można schować za liczbą lajków i wyświetleń.
Zmiana życiowej ścieżki
Nasze mózgi lubią etykiety i szufladki. Kiedy możemy przyporządkować kogoś do jednej z wielu kategorii, realizujemy domknięcie poznawcze – możemy zakończyć proces przetwarzania danej informacji. Ludzie dążą do zrozumienia i uporządkowania otaczającego ich świata, a w sytuacjach niejasnych, wymagających analizy chcemy szybko podjąć decyzję albo skategoryzować dane, aby uniknąć dyskomfortu związanego z niepewnością. Sami dla siebie też potrzebujemy być spójni. To ważne, aby historia życia składała się w jedną narrację, dlatego nawet pomimo wielogłosów ról i obowiązków człowiek dąży do nadania swojemu życiu sensu i do uzyskania wewnętrznej logiki tworzonych przez siebie historii życia.
Jednak to, co wydaje się bardziej ciekawe, to te przypadki, kiedy człowiek z jakichś powodów decyduje się na porzucenie dotychczasowej tożsamości i reorganizację koncepcji siebie. Syndrom Gauguina, bo tak nazywa się to zjawisko, jest związany z radykalną zmianą życiowej ścieżki, często motywowaną pragnieniem ucieczki od codziennych obowiązków i rutyny. Nazwa pochodzi od nazwiska francuskiego malarza Paula Gauguina, który porzucił rodzinę, stabilne życie i karierę finansisty, aby poświęcić się sztuce. Syndrom ten odnosi się do potrzeby oderwania się od społecznych oczekiwań, obowiązków i narzuconych ról w poszukiwaniu autentycznego „ja” lub spełnienia. Według prof. Piotra Olesia, aby mówić o syndromie Gauguina, musi nastąpić zmiana w zakresie priorytetów życiowych. Nowe działania muszą się opierać na wartościach odmiennych od tych dotychczas wyznawanych, zmiana następuje bez udziału i wsparcia bliskich oraz daje poczucie wolności, zgodności z sobą i sensu istnienia. Nawet jeśli z punktu widzenia obserwatorów zmiana biegu życia może wydawać się nagła i niezrozumiała, zwłaszcza że często prowadzi do pogorszenia sytuacji materialnej, to dla osoby, która jej dokonuje, zmiana ma głęboki sens i uzasadnia ją bolesne poczucie niespełnienia.
Syndrom Gauguina dotyczy głębokiej potrzeby zmiany i zerwania z dotychczasowymi obowiązkami oraz rolami. Choć może być wyrazem samorealizacji, wskazuje też na nierównowagę między oczekiwaniami społecznymi a indywidualnymi potrzebami. Jak ważna jest to równowaga, wskazują choćby mówione pół żartem, pół serio hasła typu „teraz albo nigdy” czy „rzucam wszystko i jadę w Bieszczady”.
Jak znaleźć równowagę?
Gdyby ktoś znalazł odpowiedź na tak zadane pytanie, otrzymałby Nagrodę Nobla. Nad tą odpowiedzią od lat głowią się psychologowie i psychoterapeuci w swoich gabinetach. W czym szukać sensu życia? Jak podążać za swoimi wartościami, a nie oczekiwaniami społecznymi? Jak godzić rolę rodzica, partnera i pracownika? Jak zachować work-life balance? Możemy mnożyć te pytania i przykłNieady, jest ich bowiem tyle, ile osób, które mierzą się z podobnymi dylematami. Nie ma na to złotego środka, a w gabinecie psychoterapeutycznym nie ma ukrytej magicznej różdżki, za pomocą której można rozciągnąć dobę albo zrzucić z siebie presję społecznych oczekiwań.
Jest jednak kilka pytań, które można sobie zadać, aby sprawdzić swoje aktualne potrzeby i priorytety:
Jakie obowiązki w ramach tej roli są aktualnie mniej ważne i mogę je odpuścić?
Jakie zadania mogę delegować albo odłożyć na później?
Czy moje obecne priorytety są zgodne z moimi wartościami i długoterminowymi celami?
Czy którąś z ról pełnię wyłącznie z powodu oczekiwań innych osób?
Jakie sygnały wysyła moje ciało (np. zmęczenie, brak energii, bóle głowy), wskazując na potrzebę zmiany?
Czy moje podejście do obowiązków wynika z perfekcjonizmu lub nierealistycznych oczekiwań wobec siebie?
Jakie aktywności lub hobby pozwalają mi na chwilę odprężenia i odzyskanie energii?
Każdego dnia warto zadawać sobie również pytanie: „Czego potrzebuję?”. Najlepiej zrobić to kilkukrotnie w ciągu dnia, w losowych momentach, po to, by uczyć siebie nawyku zwracania uwagi na swoje potrzeby. Nie zawsze będzie można zrealizować potrzebę od razu, czasami trzeba będzie ją odroczyć. Jednak sama świadomość tego, co się w danej chwili z nami dzieje, jest pomocna w zachowaniu równowagi oraz szukaniu rozwiązań wspierających pełnienie każdej z ról. Kiedy wszystkie kontrolki w samochodzie wściekle świecą lub migają, samochód ma wiele niezaspokojonych potrzeb i przydałaby się wizyta u mechanika. Podobnie jest z naszymi ciałami – one też zapalają nam kontrolki ostrzegawcze, gdy coś się z nami dzieje. Lepiej tego nie ignorować, bo koszty „życia na oparach” mogą być wysokie. Aktorzy na scenie też odpoczywają od swoich ról.
Kinga Bartkowiak — psycholożka szkoląca się w szkole psychoterapii poznawczo-behawioralnej. Pracuje na Oddziale Podwójnej Diagnozy i Leczenia Uzależnień w CM HCP w Poznaniu oraz w poradni psychologicznej. Na Instagramie działa pod szyldem @ozdrowiupsychicznym
Kulisy pałacu
Foto: Newsweek
