Do propozycji „polskiego SAFE 0 proc.”, przedstawionej przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego nie da się podchodzić merytorycznie. Nie chodzi w niej przecież ani o bezpieczeństwo, ani o pieniądze, ani o polski interes narodowy. Cel jest zupełnie inny.
Wspólna konferencja dwóch nominatów Jarosława Kaczyńskiego to spuścizna po ośmiu latach rządów, w czasie których PiS zawłaszczał bądź niszczył instytucje państwa. Najbardziej spektakularnymi przykładami są Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, ale jest tego znacznie więcej. W spółkach skarbu państwa, ministerstwach, mediach publicznych wciąż pracuje mnóstwo ludzi, którzy wiele PiS zawdzięczają i nie mogą doczekać się powrotu partii Kaczyńskiego do władzy.
W teorii szef NBP powinien za wszelką cenę chronić niezależności banku centralnego. To naprawdę elementarz: jego zadaniem jest dbanie o finanse państwa i stan złotówki, a nie o losy tej czy innej partii politycznej albo wynik wyborów. Samo to, że szef NBP jest wybierany na sześcioletnią kadencję — dłuższą niż kadencja parlamentu — ma go uniezależnić od bieżącej polityki.





