– Dochodzimy do momentu, kiedy prawo w Polsce jest pisane „w ukryciu”, metodą jakichś podchodów. To są zbyt poważne rzeczy i dotykają tych najbardziej bezbronnych osób, czyli dzieci! – mówi Karolina Czerwińska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. Przepisy umożliwiające umieszczanie małoletnich migrantów od 15. roku życia bez opieki w strzeżonych ośrodkach. Obowiązują od początku roku.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Karolina Czerwińska: Mówimy o fundamentalnym naruszeniu praw dziecka. Te przepisy zostały wprowadzone w sposób, jaki w demokracji nie powinien mieć miejsca. Znalazły się w ustawie, której uzasadnienie w żadnym wypadku nie dotyczyło detencji nieletnich, która dotyczyła zupełnie innej materii – głównie digitalizacji procedur pobytowych cudzoziemców.

Podczas prac komisji sejmowej wniesiono poprawkę, dosłownie kilka linijek tekstu, które usunęły zakaz detencji małoletnich bez opieki. Nie było konsultacji społecznych, nie było opinii rzeczników: praw dziecka i praw obywatelskich. Posłowie nie zostali realnie poinformowani, jakie będą skutki tej zmiany. Dla mnie szczególnie wstrząsające było to, jak lakoniczna była ta rozmowa.

– Z zapisu prac komisji wynika, że przewodnicząca zapytała, czy chodzi jedynie o techniczne doprecyzowanie przepisów i lepsze powiązanie ustawy o cudzoziemcach z ustawą o udzielaniu ochrony międzynarodowej. Ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk temu nie zaprzeczył, nie wyjaśnił, że proponowana zmiana w sposób fundamentalny wpływa na sytuację dzieci samotnie migrujących do Polski.

Cała dyskusja, której konsekwencją jest pozbawienie dzieci wolności i prawa do ochrony, zamknęła się w kilku zdaniach. Mogę sobie wyobrazić, że bez dogłębnej znajomości tych ustaw posłom trudno było dostrzec wagę tej zmiany. Tym bardziej oczekiwałabym rzetelności od osoby, która wnosi poprawkę – jasnego powiedzenia, że jej skutkiem będzie możliwość pozbawiania dzieci wolności.

– Wprost powiedziano, że poprawka została zaproponowana przez Straż Graniczną. Uzasadniano ją potrzebą „ochrony” dzieci, m.in. przed handlem ludźmi. Problem w tym, że pozbawienie wolności nigdy nie jest formą ochrony dziecka. To jest logika czysto represyjna, nie opiekuńcza.

To, że do dyskusji nad tymi przepisami nie zostali zaproszeni ani rzecznik praw obywatelskich, ani praw dziecka, powinno budzić jakiś szczególny niepokój, bo dochodzimy do momentu, w którym prawo w Polsce jest pisane „w ukryciu”, metodą jakichś podchodów. To są zbyt poważne rzeczy, dotyczą najbardziej bezbronnych osób, czyli dzieci!

– Mówimy o kilkudziesięciu dzieciach rocznie. To głównie nastolatkowie w wieku 15–17 lat, którzy nie są obywatelami Ukrainy ani krajów UE i wnioskują o ochronę międzynarodową.

Pochodzą m.in. z Somalii, Afganistanu, Demokratycznej Republiki Konga, Mali czy Etiopii. Ich historie są bardzo różne: ucieczka przed wojną, przymusową rekrutacją do wojska, przemocą, prześladowaniami, czasem zerwanie kontaktu z rodziną podczas pushbacków na granicy.

Pamiętam historię chłopaka z Syrii, który trafił do Polski jako szesnastolatek, jeszcze przed upadkiem reżimu Asada. Był ciężko chory i groziło mu wcielenie do armii – jego rodzice wiedzieli, że tego nie przeżyje. Zrobili wszystko, żeby wysłać go do Europy. To było dziecko z kochającego domu, dobrze wykształcone, mówiące po angielsku, bardzo dojrzałe. W placówce opiekuńczej nie tylko nie sprawiał problemów, ale często wspierał innych wychowanków. Takie historie pokazują, że ci młodzi ludzie nie potrzebują zamknięcia i kontroli, tylko opieki, bezpieczeństwa i szansy na normalne życie.

– To jest miejsce izolacji o charakterze quasi-więziennym. Dziecko nie może swobodnie wyjść, ma ograniczony kontakt ze światem, często brak zasięgu, nie może używać telefonów z kamerą. Ma więc też ograniczony dostęp do online’owych komunikatorów umożliwiających kontakt z rodziną. Nie ma realnego dostępu do edukacji – owszem, czasem pojawia się nauczyciel, ale to nie jest nauka, która pozwala kontynuować ścieżkę szkolną, zdawać egzaminy czy myśleć o przyszłości.

Najważniejsze jednak są skutki psychiczne: te dzieci już wcześniej doświadczyły traumy, a izolacja tylko ją pogłębia. Mówimy o wysokim ryzyku PTSD, depresji, zaburzeń lękowych.

– Nakładają się tu dwa kryzysy: systemu migracyjnego i systemu pieczy zastępczej. Straż Graniczna miała trudności ze znalezieniem miejsc w placówkach, ale zamiast wzmocnić ten system, zdecydowano się go ominąć. A my wiemy z doświadczenia, że kiedy placówki dostają realne wsparcie – tłumaczy, asystentów kulturowych, pomoc prawną – praca z tymi dziećmi przynosi efekty. Dzieci rzadziej uciekają, szybciej się stabilizują, zaczynają się uczyć, integrować. Detencja jest krokiem wstecz.

– Nie mieliśmy takich sygnałów. Pracowali z nimi wspaniali wychowawcy, pracownicy społeczni. Oczywiście, przemoc rówieśnicza może się zdarzyć w każdej placówce, ale zespoły wychowawcze są przygotowane do reagowania. Co więcej, często słyszeliśmy, że praca z dziećmi cudzoziemskimi bywa łatwiejsza – to są dzieci, które bardzo chcą się uczyć, współpracować, które często pochodzą z troskliwych domów. Kluczem jest wsparcie systemowe, a nie izolacja.

– Przede wszystkim Konwencję o prawach dziecka, Europejską Konwencję Praw Człowieka oraz dyrektywę 2013/33/UE, która jasno mówi, że detencja małoletnich bez opieki może być stosowana wyłącznie w absolutnie wyjątkowych okolicznościach. Tutaj mamy do czynienia z rozwiązaniem systemowym, a nie wyjątkowym. Co więcej, dochodzi do dyskryminacji – różne grupy dzieci w Polsce mają różny dostęp do ochrony, co jest sprzeczne z prawem międzynarodowym.

– Tak. Jako Stowarzyszenie Interwencji Prawnej będziemy reprezentować dzieci, które trafią do detencji. W przeszłości wszystkie takie sprawy dotyczące rodzin z dziećmi Polska przed trybunałem przegrywała. Nie ma powodu sądzić, że tym razem będzie inaczej.

– Na ten moment mówimy o pojedynczych przypadkach, bo ustawa działa zaledwie miesiąc. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero początek roku i zima – ta liczba może rosnąć, kiedy się ociepli i liczba migracji wzrośnie, bo taka jest co roku kolej rzeczy.

– Zamiast detencji proponujemy stworzenie kilku wyspecjalizowanych placówek opiekuńczo-wychowawczych przygotowanych do pracy z małoletnimi cudzoziemcami bez opieki. Nie chodzi o zamykanie dzieci w odrębnych instytucjach, ale o wybranie kilku miejsc w Polsce, które miałyby wzmocnione zespoły, dostęp do tłumaczy, asystentów kulturowych i wsparcia organizacji pozarządowych. W takich warunkach dzieci mogą być bezpieczne, chodzić do szkoły, integrować się i odzyskiwać poczucie stabilności – a państwo naprawdę realizuje swój obowiązek ochrony praw dziecka.

– Oczywiście nie poddajemy się, choć na tym etapie w dużej mierze zarządzamy stratami. Z jednej strony koncentrujemy się na działaniach tu i teraz: docieramy do sądów, zwłaszcza tych, które najczęściej wydają decyzje o umieszczaniu dzieci w strzeżonych ośrodkach, i reprezentujemy małoletnich, których te przepisy bezpośrednio dotknęły.

Z drugiej strony prowadzimy działania rzecznicze. Jesteśmy w trakcie zbierania podpisów pod petycją, którą złożymy do sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. Domagamy się dwóch rzeczy: po pierwsze, inicjatywy ustawodawczej, która cofnie skutki tych zmian, a po drugie – wyjaśnienia, w jakim trybie poprawka została wprowadzona i dlaczego nie była przedmiotem konsultacji ani rzetelnej debaty. Równolegle dwanaście organizacji prawnych wystosowało list do najważniejszych przedstawicieli władzy – premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz obecnego ministra spraw wewnętrznych – apelując o pilne podjęcie działań. Liczymy na to, że parlamentarzyści zdecydują się odwrócić przepisy, które uderzają w prawa dzieci.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version