Jemeński sojusznik Iranu za pośrednictwem „Newsweeka” wystosował ostrzeżenie dla Donalda Trumpa, gdyby ten zdecydował się spełnić groźby wymierzone w irańskie władze, które od kilku dni tłumią trwające w kraju antyrządowe protesty.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Prezydent USA wielokrotnie podkreślał, że podejmie interwencję, jeżeli okaże się, że irańskie służby bezpieczeństwa dopuściły się zabójstw uczestników antyrządowych protestów. Demonstrację rozpoczęły się dwa tygodnie temu jako wyraz niezadowolenia z fatalnej sytuacji gospodarczej kraju, a następnie przerodziły się w ogólnokrajowe wyzwanie rzucone najwyższemu przywódcy kraju ajatollahowi Alemu Chameneiemu.
Protesty w Iranie. Huti ostrzegają Trumpa
We wtorek, kiedy irańscy urzędnicy zaczęli ogłaszać zakończenie masowych rozruchów, Trump wezwał irańskich patriotów do „kontynuowania protestów” i „zapisywania nazwisk zabójców i oprawców”, którzy — jak zapowiedział — „zapłacą wysoką cenę”. Prezydent USA zadeklarował również zerwanie wszelkich rozmów z przedstawicielami Iranu oraz oznajmił, że „pomoc jest już w drodze”, nie zdradzając jednak dokładnych planów na dalsze działania.
W obliczu nasilających się spekulacji o możliwej operacji wojskowej USA oraz doniesień o tym, że Pentagon przedstawił prezydentowi kilka potencjalnych scenariuszy, źródło z jemeńskiego ruchu Huti (znanego także jako Ansar Allah) przekazało „Newsweekowi”, że ruch „nie zaakceptuje żadnej amerykańskiej ani syjonistycznej agresji przeciwko jakimkolwiek krajom arabskim lub islamskim”.
— Każda nowa syjonistyczno-amerykańska agresja w naszym regionie przyniesie katastrofalne konsekwencje dla samych agresorów — stwierdziło źródło. — Skutki będą zupełnie niezgodne z ich oczekiwaniami i kalkulacjami.
Siła Ansar Allah
Ansar Allah wyłonił się z ruchu odnowy ruchu zajdytów w latach 90. Ruch prowadzony był przez Husseina al-Hutiego aż do jego śmierci z rąk jemeńskich służb w 2004 r. Dekadę później, kiedy Jemenem rządził niepokój będący konsekwencją Arabskiej Wiosny i obalenia wieloletniego prezydenta Alego Abdullaha Saleha, młodszy brat Husseina Abdel-Malik al-Huthi przejął władzę nad Ansar Allah, doprowadził do przejęcia stolicy i skonsolidował władzę na znacznej części północnego Jemenu.
Pomimo wieloletniej, wspieranej przez Arabię Saudyjską kampanii na rzecz sił uznawanego międzynarodowo rządu Jemenu, Ansar Allah kontroluje dziś nawet jedną trzecią terytorium kraju i tym samym rządzi około 80 proc. jego 40-milionowej populacji. Walki w dużej mierze ustały po wynegocjowanym przez ONZ zawieszeniu ognia z kwietnia 2022 r., jednak Ansar Allah po wybuchu wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 r. otworzył nowy front przeciwko Izraelowi oraz statkom oskarżanym o handel z tym państwem.
Od początku konfliktu Ansar Allah był jedną z najbardziej skutecznch frakcji tzw. Osi Oporu. Inne ugrupowania, takie jak libański Hezbollah czy Islamski Ruch Oporu w Iraku, również interweniowały na rzecz palestyńskiego Hamasu, jednak Ansar Allah dotychczas wykazuje się znacznie większą skutecznością. Ofensywne jednostki znajdujące się poza granicami Jemenu doprowadziły w pewnym momencie do spadku handlu prowadzonego przez Kanał Sueski — kluczowy punkt światowych szlaków handlowych — aż o dwie trzecie.
W maju, po podpisaniu rozejmu z Donaldem Trumpem, grupa wstrzymała ataki na amerykańskie okręty. W październiku, po zawarciu porozumienia o zawieszeniu broni między Izraelem a Hamasem, zakończyła także ostrzały Izraela oraz statków cywilnych. Pomimo licznych nalotów — tak amerykańskich, jak izraelskich — Ansar Allah wciąż dysponuje znacznymi zdolnościami dowodzenia i kontroli, a także znaczącym arsenałem rakiet i dronów, które według ustaleń ich przeciwników mają pochodzić z Iranu. Iran i Ansar Allah zaprzeczają jednak istnieniu bezpośrednich powiązań wojskowych, pomimo otwartego podkreślania swoich sojuszniczych relacji w ramach Osi Oporu.
Ostrzeżenie dla Trumpa. „Jeśli Bóg pozwoli…”
W momencie, w którym Iran oraz potężny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) skupiają się na kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego, źródło z Ansar Allah w rozmowie z „Newsweekiem” zapewnia, że ruch jest dobrze przygotowany do stawienia czoła wrogom, co wynikać ma z ich religijnej gorliwości.
— To wynika z naszej wiary w Boga i zaufania do niego. Jesteśmy przekonani, że obdarzy nas wielkim zwycięstwem, które przejdzie ludzkie wyobrażenia — opowiada źródło. — Te obietnice znajdują się w świętym Koranie, w który wierzymy całym sercem. Do nadchodzącej bitwy przygotowaliśmy się we wszystkich aspektach, z wielką starannością i determinacją oraz zgodnie z zawartymi w Koranie zaleceniami Boga dotyczącymi przygotowania i gotowości.
— Jesteśmy całkowicie pewni historycznego zwycięstwa, jeśli Bóg na to pozwoli — kontynuuje źródło. — Nie mamy żadnych obaw co do naszych możliwości. Zawierzając Bogu, jesteśmy gotowi stawić czoła każdej agresji, a nawet odnieść wielkie historyczne zwycięstwo.
Wyzwanie dla Donalda Trumpa
Masowe protesty w Iranie źródło z Ansar Allah opisuje jako element celowej operacji prowadzonej przez Trumpa i premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Zgodnie z narracją lansowaną przez władze w Teheranie celem tej operacji ma być osłabienie islamskiej republiki.
Jak twierdzi nasze źródło, podejmowane działania mają stanowić kontynuację szerszego konfliktu w Strefie Gazy, w tym czerwcowej 12-dniowej wojny między Iranem a Izraelem, podczas której Stany Zjednoczone dokonały bezpośrednich ataków na trzy irańskie obiekty nuklearne.
— Nasze ogólne, jasne i niezachwiane przekonanie podzielane przez większość Jemeńczyków i narodów arabskich oraz islamskich jest takie, że sabotaż w Iranie to akt agresji syjonistycznej i amerykańskiej będący przedłużeniem wcześniejszej 12-dniowej agresji na Iran — słyszymy. — To część tej samej bitwy, która od dwóch lat toczy się w Gazie, i nie ma między nimi rozdziału. Takie jest nasze przekonanie, a rzeczywistość to potwierdza.
— Sam Trump stoi za sabotażem w Iranie, podobnie jak zbrodniarze wojenni spośród przywódców izraelskiego wrogiego bytu, którzy również odpowiadają za zamieszki i chaos w kraju — dodaje rozmówca. — Dlatego wszyscy szczerzy i lojalni członkowie naszej wspólnoty będą stać po stronie Islamskiej Republiki Iranu przeciwko każdej agresji.
Choć protesty w Iranie zyskały poparcie Stanów Zjednoczonych, Izreala oraz wielu krajów europejskich, przedstawiciel Ansar Allah utrzymuje, że „poparcie dla Islamskiej Republiki Iranu i sprzeciw wobec agresji na nią są bezprecedensowe”. Za bezprecedensowe uznał także „wewnętrzne poparcie Irańczyków dla ich przywództwa, czego dowodem były transmitowane na żywo, milionowe marsze, które odbyły się wczoraj w całym kraju i rzeczywiście robiły ogromne wrażenie”.
Irańscy urzędnicy oraz państwowe media przedstawiały poniedziałkowe demonstracje poparcia dla władz jako dowód wsparcia dla Islamskiej Republiki Iranu, jednak dzień wcześniej nawet związane z rządem media tradycyjne informowały o rzekomo masowych ofiarach w trakcie zamieszek.
Jak poinformowała we wtorek norweska organizacja Iran Human Rights, liczba zabitych demonstrantów wynosi co najmniej 734 osoby, choć w rzeczywistości może być ich więcej. Powołując się na irańskie media państwowe, organizacja podała także, że podczas zamieszek zginęło około 121 przedstawicieli służb bezpieczeństwa, w tym członkowie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Trump, który w zeszłym tygodniu sugerował, że część ofiar mogła zginąć w wyniku paniki wywołanej przez chaotyczne sceny w Iranie, we wtorek powiedział dziennikarzom, że nie jest w stanie podać dokładnej liczby ofiar, choć podejrzewa, że było ich wiele. Prezydent USA odmówił również wyjaśnienia tego, co miał na myśli, gdy w swoim wcześniejszym wpisie w mediach społecznościowych zasugerował nadchodzące wsparcie dla protestujących.
— Będziecie musieli sami to rozgryźć — powiedział.
„Amerykańskie mrzonki i polityka wobec Iranu opierają się na dążeniu do zmiany reżimu, a sankcje, groźby, inspirowanie niepokojów i chaosu to narzędzia, używane, by stworzyć pretekst do interwencji militarnej” — czytamy w oświadczeniu, które irańska misja przy ONZ przesłała „Newsweekowi”, a potem opublikowała w mediach społecznościowych. — „Ten scenariusz już wcześniej poniósł porażkę. Naród irański będzie bronił swojego kraju — i z całą pewnością ten plan poniesie klęskę po raz kolejny”.
Wstrząsy w Jemenie
Abd al-Malik al-Huthi, obecny przywódca Ansar Allah, dotychczas uniknął losu innych liderów ugrupowań Osi Oporu. Nie został zabity w izraelskim nalocie, tak jak były sekretarz generalny Hezbollahu Hassan Nasrallah, ani obalony przez rebeliantów, jak były prezydent Syrii Baszar al-Asad. Jednak na jemeńskich, dotąd zamrożonych, liniach frontu w ostatnich tygodniach znów pojawił się niepokój.
Pod koniec ubiegłego roku wspierana przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i dążąca do utworzenia odrębnego państwa na południu Jemenu Południowa Rada Przejściowa przejęła kluczowe stanowiska rządowe, co doprowadziło do napięć między Abu Zabi a Rijadem. Ruch ten spotkał się jednak z szybką kontrakcją wspieraną przez Saudów, którzy odbili obszary kontrolowane przez separatystów i doprowadzili do rozwiązania Południowej Rady Przejściowej oraz wycofania wojsk ZEA z Jemenu.
Wtedy Ansar Allah z boku przyglądał się dramatycznemu starciu dwóch swoich przeciwników. Teraz, gdy ich własny sojusznik w postaci Iranu pogrążony jest w kryzysie wewnętrznym, przedstawiciel ruchu ostrzega przed próbami wykorzystania tej sytuacji przez inne znajdujące się w regionie kraje, które mogą ponownie próbować podważyć kontrolę ruchu nad znaczną częścią Jemenu.
— Ci w regionie, którzy sprzymierzają się z izraelskimi i amerykańskimi wrogami, poniosą bezprecedensowe straty i gorzko tego pożałują, lecz ich żal będzie już bez znaczenia — zapowiada nasze źródło. — To wszystko to twarde przekonania i absolutne pewności wynikające z niezaprzeczalnych faktów oraz obietnic Koranu.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





