-
Trwająca od dekady tajemnica zaginięcia MH370 wciąż budzi emocje na całym świecie.
-
Wznowione zostaną poszukiwania wraku boeinga zaginionego nad Oceanem Indyjskim, za które Malezja zapłaci tylko w przypadku sukcesu.
-
Rodziny pasażerów wciąż żyją w niepewności, a wiele pytań dotyczących nocy zaginięcia samolotu pozostaje bez odpowiedzi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
8 marca 2014 roku boeing 777 malezyjskich linii lotniczych zniknął z radarów. Maszyna leciała z Kuala Lumpur do Pekinu. Na pokładzie było 239 osób.
Zapłacimy, jak znajdziecie
Malezyjskie władze oficjalnie poinformowały, że w przedostatni dzień roku wznowione zostaną poszukiwania wraku MH370 w południowej części Oceanu Indyjskiego. Samolot ponownie postara się odnaleźć brytyjska firma Ocean Infinity, która podobną próbę podjęła na początku tego roku. Poszukiwania zostały jednak przerwane ze względu na złą pogodę. Tym razem mają trwać 55 dni. Malezja zapłaci Ocean Infinity 70 mln dolarów amerykańskich, ale jedynie w przypadku odnalezienia wraku.
Czy jesteśmy bliżej jego odnalezienia? Nawet po „zawężeniu” w ubiegłym roku terenu poszukiwań do 15 000 kilometrów kwadratowych, próba odnalezienia tam wraku boeinga to wciąż nawet nie szukanie przysłowiowej igły w stogu siana.
Wznowienie poszukiwań, to zmycie plamy na honorze wielu rządów i współczesnego lotnictwa cywilnego. To także kolejne rozdrapanie – w większości dawno już zabliźnionych – ran rodzin i znajomych pasażerów.
Historia MH370 to historia utraty nadziei. Nadziei, której przez dni, miesiące, a nawet lata uczepione były rodziny pasażerów malezyjskiego boeinga. Dziś wiemy na pewno, że samolot nie rozbił się, kiedy zniknął z radarów. W kabinie pilotów wyłączony został transponder. To urządzenie, które pozwala na lokalizację maszyny. Kto i dlaczego go wyłączył? To jedno z kluczowych pytań bez odpowiedzi.
Boeing 777 jeszcze przez kilka godzin był w powietrzu. Cały świat dowiedział się wówczas czym są „pingi”. Pomimo świadomego wyłączenia lokalizacji, z satelitami automatycznie łączyły się… silniki samolotu – Rolls-Royce Trent 800 – wysyłając automatyczne sygnały zwane „pingami”.
Wielu członków rodzin pasażerów, z którymi przez lata rozmawiałem w Chinach i Malezji, najbardziej męczyła wizja godzin między wyłączeniem transpondera, a ostatnim „pingiem” silnika. Samolot pozostawał w powietrzu przez co najmniej pięć długich godzin. Co działo się na jego pokładzie? Czy pasażerowie byli przytomni? Czy bali się? Czy w ogóle jeszcze żyli? A może przespali większość tego czasu, wszak był to nocny rejs? Ale czy nikt w żaden sposób nie zauważył, że maszyna zboczyła z trasy? Co działo się z Tobą Philippie?
Tak nazywała się strona poświęcona poszukiwaniom pasażera rejsu MH370 Philippa Wooda. To TEN „gość z IBM”, którego zaanektowała jedna z teorii spiskowych dotyczących rzekomych tajemnic, które posiadał.
Z Philippem i jego partnerką Sarą poznajemy się kilka miesięcy przed feralnym rejsem na urodzinach naszej wspólnej znajomej chińskiej pisarki Zhang Lijia. Lijia wyprawiała urodziny ze znanym sobie rozmachem w domu przy Wielkim Murze Chińskim w Pekinie. Długo rozmawiamy. Mamy podobne poczucie humoru, podobny dystans do życia w Chinach. Już wtedy Philipp mówi, że zamierzają wraz z Sarą przenieść się na stałe do Kuala Lumpur, gdzie dostał pracę. Życie Sary, nauczycielki w międzynarodowej szkole, wyznacza jednak rytm semestrów. Z przenosinami muszą zaczekać do wiosny.
Do Kuala Lumpur najpierw przenosi się Philipp. 7 marca 2014 roku rejsem MH370 poleci do Pekinu, aby od rana pomóc Sarze… w pakowaniu mieszkania i jej przenosinach do Kuala Lumpur. Informacje o zniknięciu samolotu zastaną Sarę w mieszkaniu na wpół wypatroszonym przygotowaniami do przeprowadzki. Pośród stosów tekturowych pudeł i pergaminowego papieru do zawijania antyków.
Sarah Bajc jako jedna z pierwszych zaangażuje się w organizowanie rodzin pasażerów zaginionego rejsu. Pomiędzy przełykaniem łez i w ciągach bezsennych dni i tygodni będzie stała przed kamerami najważniejszych stacji telewizyjnych świata apelując do sumień polityków i rządów. Powtarzając to samo, z biegiem lat coraz cięższe i coraz bardziej niewygodne pytanie – jak w XXI wieku można zgubić samolot z ćwierć tysiącem osób.
Tysiące historii „ćwiczeń z utraty”
Historii „ćwiczeń z utraty” 239 osób, które z dnia na dzień zniknęły razem z samolotem, są tysiące. To historie żon, mężów, sióstr i braci, córek i synów, najlepszych przyjaciół, kochanków, w końcu i Sary Bajc.
Każdy utratę ćwiczył po swojemu. Każdy na swój sposób doświadczał, ile czasu na śmierć potrzebuje nadzieja. Wszak nadzieja umiera przecież ostatnia.
Sarah Bajc, której MH370 zabrał nie tylko partnera, ale przyjaciela i bratnią duszę, utratę ćwiczyła przez wiele lat. Na początku w radzeniu sobie z sytuacją pomagało podtrzymywanie zainteresowania tematem w mediach. Z roku na rok zainteresowanie jednak malało, aby w dekadę od tajemniczych wydarzeń – jak to w dzisiejszych czasach bywa – historie MH370 przypomniały nam na chwilę jedynie podcasty i filmy dokumentalne w serwisach streamingowych.
Ile można czekać, na kogoś kto zaginął? Nadzieją spotkania teoretycznie można żyć całe życie, ale czy w sytuacji, w której twoja historia to część jednej z największych zagadek XXI wieku? Kiedy wszyscy wokół traktują cię jak wdowę, nie bacząc na to, jak ty sama postrzegasz swoją sytuację.
Sarah w końcu też zaczęła żyć własnym życiem w innej części świata, daleko od Azji.
Nie będzie wraku – nie będzie rozwiązania tajemnicy
W czasie teraźniejszym o swojej mamie mówi 37-letnia Grace Subathirai Nathan. Od czasu, kiedy po raz ostatni usłyszała od niej – już z pokładu MH370 w Kuala Lumpur – „kocham cię”, wiele się wydarzyło. Skończyła studia prawnicze, wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci. Podejmuje się spraw beznadziejnych, zagrożonych wyrokami wykonywanej wciąż w Malezji kary śmierci. Grace to jedna z tych osób, które racjonalnie nie przyjmują do wiadomości, że ich bliskich na pewno nie ma wśród żywych. Jak nie ma ciała, nie ma przecież zbrodni.
– To, co jest naprawdę straszne, że pytania które zadawałam dekadę temu, wciąż są aktualne. Na żadne z nich nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Absolutnie na żadne z nich. Ta historia będzie miała swoje zakończenie tylko wtedy, kiedy samolot zostanie odnaleziony – mówi Interii Grace Subathirai Nathan.
Z Seulu dla Interii Tomasz Sajewicz


