Sprzeczność jest tylko pozorna. USA i Izrael zademonstrowały przerażającą sprawność w niszczeniu irańskich sił zbrojnych, infrastruktury i władz. Ale jeśli Donald Trump teraz się wycofa, wojna skończy się strategiczną porażką USA. Powody są oczywiste.

O jak najszybszym zakończeniu wojny prezydent miał rozmawiać ze swoimi doradcami — poinformował we wtorek dziennik „The Wall Street Journal”. USA miałyby się zadowolić zniszczeniem irańskiej marynarki wojennej i zasobów rakiet, a także znacznym zmniejszeniem potencjału przemysłu zbrojeniowego. Umożliwienie swobodnej żeglugi w cieśninie Ormuz nie byłoby jednym z warunków zawieszenia broni. To o tyle zaskakujące, że sytuacja w cieśninie jest teraz sprawą absolutnie kluczową dla losów wojny.

Oczywiście doniesienia „WSJ” mogą być jedynie elementem zasłony dymnej, którą stawia administracja Trumpa. W tej interpretacji rozejmowe deklaracje byłyby narzędziem do uśpienia czujności Irańczyków przed poważną eskalacją amerykańskich działań. Chodzi oczywiście o inwazję lądową. Ludzie Trumpa jej nie wykluczyli, a coraz liczniejsze amerykańskie oddziały gromadzą się na Bliskim Wschodzie.

Jednak nawet jeśli informacje podawane przez „WSJ” są zmyłką, to dobrze pokazują, w jak trudnej sytuacji znalazł się Donald Trump. Z irańskiego bagna ma w zasadzie tylko dwa wyjścia — trudno stwierdzić, które jest gorsze.

Trump może negocjować z Iranem. Albo eskalować, licząc na zadanie reżimowi decydującego ciosu, który zmusi go do kapitulacji.

Przyjrzyjmy się najpierw tej pierwszej możliwości. Jej wariantem jest scenariusz opisany przez „WSJ”. USA ogłaszają w nim de facto jednostronne zawieszenie broni. Iran nadal kontroluje żeglugę w cieśninie Ormuz i zagraża sojusznikom Amerykanów w Zatoce Perskiej. W takiej sytuacji rozpoczynają się negocjacje, których celem jest otwarcie cieśniny i zakończenie wojny w regionie. „WSJ” pisze, że w razie fiaska tych rozmów Waszyngton ma naciskać na sojuszników z Europy i Zatoki Perskiej, by same zajęły się odblokowaniem żeglugi.

Problem z tym rozwiązaniem jest taki, że rozmowy niemal na pewno zakończą się fiaskiem. USA przedstawiły swoje żądania w 15 punktach. Zdecydowanie najważniejszym jest rezygnacja Iranu z pozyskania broni atomowej. Istotnym punktem jest także ograniczenie konwencjonalnych zdolności Iranu — czyli przede wszystkim programu rakietowego i dronowego.

Tu dochodzimy do paradoksalnej sytuacji, w której znalazły się USA i Iran w piątym tygodniu wojny. Z czysto militarnego punktu widzenia sojusznicy odnieśli w Iranie spektakularne sukcesy. Udało się im zniszczyć dużą część irańskiej bazy przemysłowej, sił zbrojnych, niemal całą marynarkę wojenną. Reżim w Teheranie jest potwornie osłabiony.

Jednocześnie ze strategicznego i politycznego punktu widzenia wojna nie przyniosła na razie zwycięstwa. I nie zanosi się na nie. Dlaczego? Ponieważ reżim przetrwał, a dzięki atakom na państwa regionu i przede wszystkim zamknięciu cieśniny Ormuz potrafi wywierać presję na napastników, pogłębiając globalny kryzys energetyczny. To daje mu poczucie względnej siły. Gdyby wojna zakończyła się dziś, mógłby się uznać za zwycięzcę. I miałby argumenty, by uzasadnić to przekonanie.

Z kolei, gdyby Trump wycofał się dzisiaj i ogłosił zawieszenie broni, ze strategicznego punktu widzenia USA poniosłyby klęskę. Nie udałoby się zrealizować żadnego z licznych deklarowanych celów wojny — ani obalenia reżimu (choć Trump twierdzi, że wymienił go już dwa razy), ani likwidacji irańskiego programu nuklearnego (wzbogacony uran wciąż pozostaje w Iranie), ani rozwiązania problemu rakiet i dronów (którymi reżim wciąż skutecznie ostrzeliwuje cały region). Ba, jest nawet gorzej, bo przed wojną cieśnina Ormuz była otwarta, a w tej chwili jest zamknięta (choć — to znów paradoks tej wojny, Iran eksportuje nią więcej ropy niż przed 28 lutego).

Iran ma więc niewiele powodów, żeby dogadać się z USA i przystać na ich warunki. Przedstawił zresztą maksymalistyczne żądania — m.in. wypłaty reparacji, zniesienia sankcji czy zgody na pobieranie myta od statków przepływających cieśniną Ormuz. Donald Trump raczej nie będzie chętny, by się na to zgodzić. Kapitulacja wobec żądań reżimu, który — według własnych deklaracji — został już tyle razy pokonany, wyglądałaby wszak bardzo źle.

Podobnie zresztą jak jednostronne wycofanie się z wojny i zostawienie wywołanego przez siebie bałaganu na Bliskim Wschodzie do posprzątania innym.

Trump może więc postawić na drugi scenariusz — eskalację. „WSJ” pisze, że prezydent USA wciąż rozważa opcje militarne, choć obecnie nie są one na pierwszym planie. Jakie to opcje? USA ściągają w rejon Zatoki Perskiej tysiące żołnierzy. Z licznych sygnałów, przecieków i wypowiedzi Trumpa wynika, że celem mógłby być desant na wyspę Chark. Znajdują się tam irańskie instalacje naftowe. Utrata kontroli nad nimi odebrałaby reżimowi w Teheranie podstawowe źródło dochodów. I w dłuższej perspektywie mogłaby zmusić Irańczyków do negocjacji czy nawet kapitulacji.

Trump ma też, przynajmniej teoretycznie, inne opcje. Rozważane miałoby być np. zajęcie wysp w cieśninie Ormuz, a nawet jej wybrzeży. Wszystko po to, by odebrać Iranowi kontrolę nad tym szlakiem i umożliwić bezpieczną żeglugę.

Innym wariantem operacji lądowej byłoby wysłanie sił specjalnych, by przejęły irańskie zapasy wzbogaconego uranu. Pozwoliłoby to zrealizować jeden z najważniejszych z perspektywy USA celów wojny, czyli uniemożliwienie Teheranowi zbudowanie broni atomowej. Problem w tym, że taka operacja byłaby skrajnie ryzykowna. A pełny sukces, czyli wywiezienie z Iranu całego materiału rozszczepialnego, jest bardzo niepewny.

Sam Trump groził też (a w poniedziałek te groźby powtórzył) kampanią bombową przeciwko irańskiej energetyce. Problem w tym, że doprowadziłaby ona do odwetu Iranu i kolejnych ataków na instalacje naftowe, odsalania wody i energetyczne w państwach Zatoki Perskiej.

Każde z tych rozwiązań to jednak polityczny koszmar dla Trumpa i Republikanów przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu. Wysłanie żołnierzy do walki na terytorium Iranu już jest skrajnie niepopularne. Ewentualne straty — a te są niemal pewne — jeszcze pogorszyłyby sytuację. Do tego eskalacja wcale nie musiałaby zmusić Iranu do szybkiej kapitulacji. Wręcz przeciwnie — zapewne oznaczałoby przedłużenie się konfliktu i znacznie podniosłoby gospodarcze koszty wojny.

Donald Trump nie ma więc łatwego wyjścia z irańskiej pułapki. Rozwiązanie sugerowane przez „WSJ” może być o tyle prawdopodobne, że byłoby szybkie i względnie łatwe do przeprowadzenia (nikt przecież nie zmusi USA do bombardowania Iranu, jeśli nie będą chciały tego robić). Oznaczałoby to jednak strategiczną klęskę w wojnie. Reżim — choć osłabiony nalotami — zapewne poczułby się znacznie pewniej i stał się jeszcze niebezpieczniejszy niż wcześniej. Sprawa programu atomowego de facto pozostałaby niezałatwiona. A do tego Iran miałby kontrolę nad dużą częścią światowego handlu ropą i wieloma innymi surowcami. Skutki tej wojny odczuwalibyśmy jeszcze bardzo długo.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version