Donald Tusk próbuje przejąć inicjatywę, prosząc Sejm o wotum zaufania, ale Jarosław Kaczyński 15 minut wcześniej proponuje powołanie rządu technicznego. Dwaj liderzy, którzy walczą ze sobą od niemal 30 lat, znowu wchodzą w zwarcie na śmierć i życie.

O tym, że premier Donald Tusk zamierza jak najszybciej poprosić o wotum zaufania dla rządu, pisaliśmy w „Newsweeku” już w poniedziałek rano. Jakieś 12 godzin później lider KO wygłosił w TVP orędzie, w którym zapowiedział, że zamierza przetestować stabilność sejmowej większości.

— Chcę, aby wszyscy zobaczyli, także nasi przeciwnicy, w kraju i za granicą, że jesteśmy gotowi na tę sytuację, że rozumiemy powagę chwili, ale że nie zamierzamy cofnąć się ani o krok — mówił szef rządu. — Wiem, co czujecie, ale pamiętajmy — umówiliśmy się na wielką rzecz, wymagającą siły, wytrwałości i być może więcej czasu, niż byśmy chcieli. W demokracji walka nigdy się nie kończy.

Pod względem strategicznym pomysł jest zrozumiały. Premier chce udowodnić wyborcom, że nic się nie zmieniło. Rząd ma większość i działa, a wybór prezydenta z innego obozu to tylko przeszkoda na drodze. Tusk zapowiedział, że będzie współpracował z nowym prezydentem tam, gdzie będzie to możliwe.

— Mam świadomość, że może być trudniej, niż wielu z was sądziło idąc wczoraj głosować. Ale nie zmienia to w najmniejszym stopniu mojej determinacji i woli działania w obronie tego wszystkiego, w co wspólnie wierzymy — mówił w nagranym oświadczeniu premier. — Plan awaryjny, zakładający trudną kohabitację, jest przygotowany.

Donald Tusk powiedział też, że niezależnie od wszystkiego rząd ruszy teraz do pracy. Aż dziwne, że premier z taką swobodą przyznaje, że do tej pory jego gabinet po prostu czekał na zmianę. Rząd przedstawi swoje pomysły na reformy, gdy przepadła szansa na zmianę, a nowy prezydent — wszystko na to wskazuje — będzie twardszym orzechem do zgryzienia niż odchodzący. Strategia raczej nie zapowiada sukcesu.

Kwadrans przed wystąpieniem premiera przed kamerami stanął prezes Kaczyński. Przedstawił intrygującą propozycję powołania rządu technicznego.

— Oczywiście w 2027 r. wyborcy zdecydują, kto ma rządzić i my zrobimy wszystko, żeby tą partią rządzącą było Prawo i Sprawiedliwość, ale w tej chwili proponujemy — jeszcze raz to podkreślam — rząd apolityczny i techniczny — mówił prezes.

Jarosław Kaczyński nie ma tyle siły w Sejmie, żeby skrócić kadencję parlamentu, bo do tego potrzeba 307 głosów, ale może próbować budować nową większość.

Tusk chce jak najszybciej poprosić o wotum zaufania, żeby mieć pewność, że politycy PSL i Polski 2050 zagłosują za utrzymaniem rządu. Lewica jest w tej sytuacji w miarę pewna, bo z nią PiS nic nie zbuduje. Z kręgów Trzeciej Drogi dochodzą pomrukiwania, że premier powinien podać się do dymisji, bo to on jest winny porażki, a prezes kusi.

— Jest tylko pytanie o to, czy ci, którzy dzisiaj są przy władzy, chcą kontynuować w istocie wewnętrzną wojnę i jednocześnie skrajnie nieporadnie rządzić, czy też chcą zrobić coś, co będzie służyło Polsce, ale na dłuższą metę pewnie będzie służyło także ich formacji politycznej — mówił prezes Kaczyński.

Jeszcze kilka dni temu Jarosław Kaczyński przekonywał, że nie można wybrać Rafała Trzaskowskiego, bo Donald Tusk potrzebuje przeciwwagi w postaci Karola Nawrockiego, a dziś mówi, że w obliczu porażki premier powinien podać się do dymisji. To chyba oznacza, że prezes nie mówił serio, gdy apelował do wyborców, żeby nie oddawali władzy w ręce jednej opcji politycznej.

Propozycja rządu technicznego jest oczywiście grą polityczną, a nie pomysłem na zmianę. Prezesowi brakuje 20 głosów do większości w Sejmie, nawet z Konfederacją. Chce je dobierać na każde głosowanie, a nie wchodzić w jakieś układy przedwyborcze. Ani PSL, ani Polska 2050 nie pójdą na taki układ, a i Konfederacji on się po prostu nie opłaca. To marnowanie potencjału w rządzie mniejszościowym, który za dwa lata może mieć równie słabe notowania, jak koalicja 15 października.

Nie ma co się jednak dziwić prezesowi, że próbuje uprzedzić ruch Tuska i zasiać chaos w szeregach rządzącej koalicji. Obaj liderzy weszli w ten tryb, który lubią najbardziej, czyli bezpośrednie starcie. Tyle tylko, że wyniki wyborów wskazują, że coraz więcej wyborców ma tej walki serdecznie dość.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version