Izrael stworzył siły zbrojne doskonale skrojone na swoje potrzeby i warunki, w jakich przyszło im walczyć. Jest rozwinięta technologicznie jak żadna inna armia na świecie, jednak równocześnie posiada dość wąską specjalizację i spore ograniczenia.
W rankingu Global Firepower Izrael i Iran dzieli jedno miejsce. Pierwszy zajmuje 15. miejsce, drugi 16. W realnym starciu rok temu Izrael samodzielnie zmiażdżył irański system obrony przeciwlotniczej i w ciągu doby zdobył panowanie nad niemal całą przestrzenią powietrzną przeciwnika. Po czym teraz powtórzył to samo we współpracy z Amerykanami.
Jednocześnie Iran nie był w stanie przeprowadzić skutecznych kontruderzeń, a żadne z jego ataków nie zakłóciło funkcjonowania izraelskich sił zbrojnych. Operacja potwierdziła, że doktryna NATO o dominacji w powietrzu jako podstawie skutecznych działań wojennych ma się bardzo dobrze. I tak właśnie jest skrojona armia Izraela — przede wszystkim ma prowadzić operacje wyprzedzające, by wojska lądowe nie musiały bronić granic. Siły Zbrojne Izraela są bowiem od dekad projektowane nie do prowadzenia klasycznej wojny manewrowej na dużą skalę, lecz do utrzymania przewagi jakościowej nad przeciwnikami liczniejszymi, działającymi zarówno konwencjonalnie, jak i w formie wojny asymetrycznej. Dlatego długotrwała kampania powietrzno-rakietowa, wsparta działaniami wywiadowczymi i cybernetycznymi jest chlebem powszednim dla izraelskich żołnierzy. Zwłaszcza że potencjał Izraela ogranicza wachlarz możliwości.
Mała armia małego państwa
Izrael jest państwem o populacji nieco przekraczającej 9 mln mieszkańców, co wprost ogranicza skalę jego sił zbrojnych, nawet w porównaniu z jego sąsiadami. W czasie pokoju Israel Defense Forces (IDF) liczą ok. 170-175 tys. żołnierzy zawodowych i służby czynnej, z czego istotna część to personel techniczny, operatorzy systemów obrony powietrznej, inżynierowie wojskowi oraz pracownicy logistyki i łączności. Struktura ta odzwierciedla priorytet IDF, jakim jest przewaga technologiczna, szczególnie w powietrzu i w cyberprzestrzeni, a nie masowa mobilizacja piechoty.
Trzon sił zbrojnych wciąż jednak stanowią rezerwiści. Izraelski system rezerw jest jednym z najbardziej rozbudowanych na świecie i w teorii pozwala na wystawienie około 450-465 tys. przeszkolonych żołnierzy w razie konfliktu o wysokiej intensywności. Rezerwiści przechodzą regularne ćwiczenia i szkolenia, dzięki czemu są w stanie w krótkim czasie osiągnąć wysoki poziom gotowości bojowej, jednak mobilizacja w praktyce wymaga znaczącej koordynacji administracyjnej i logistycznej.
W ciągu kilkudziesięciu godzin IDF może zmobilizować kilkanaście dywizji oraz samodzielnych brygad, w tym jednostki pancerne, zmechanizowane i artyleryjskie. Pozwala to na przeprowadzenie intensywnych operacji, jednak utrzymanie takich sił w polu przez wiele miesięcy wiąże się z ogromnymi kosztami gospodarczymi i społecznymi. Rezerwiści są bowiem wyciągani bezpośrednio z kluczowych sektorów cywilnych, w tym przemysłu, służby zdrowia i administracji publicznej. Było to widoczne podczas wojny na wyczerpanie w latach 1967-70.
Taki charakter armii z niewielkim, stałym komponentem zawodowym wspieranym przez rozbudowaną rezerwę, jest podstawą funkcjonowania IDF, które są przygotowane do błyskawicznych operacji powietrznych, punktowych uderzeń lądowych i działań asymetrycznych, ale nie posiada demograficznej ani logistycznej głębi, by prowadzić długotrwałą wojnę manewrową na dużym terytorium bez wsparcia zewnętrznego. W praktyce oznacza to, że Izrael uzyskuje przewagę jakościową nad przeciwnikami liczniejszymi, ale przy ograniczeniach wynikających z wielkości państwa i dostępnych zasobów ludzkich, co powoduje, że inwazja lądowa na przeciwnika jest dość trudnym zadaniem.
Wojska lądowe
Wojska lądowe IDF są zaprojektowane przede wszystkim do prowadzenia szybkich, intensywnych operacji na ograniczonej przestrzeni. Ich podstawowym środkiem walki pozostaje czołg Merkava, będący konstrukcją rozwijaną od lat siedemdzisiątych i wręcz ekstremalnie dostosowaną do izraelskich realiów pola walki, a zwłaszcza do działania w terenie zurbanizowanym.
W linii znajduje się obecnie około 400-500 czołgów Merkava Mk.4, stanowiących najbardziej zaawansowany wariant oraz 700-800 starszych wersji Mk.3 i Mk.2, które pozostają w rezerwie lub w jednostkach drugiego rzutu. Łącznie izraelskie wojska pancerne dysponują więc ok. 1,3 tys. czołgami, co na tle sąsiednich armii jest dość umiarkowaną ilością.
Transport i wsparcie piechoty opierają się na ciężkich transporterach opancerzonych, co jest charakterystyczną cechą izraelskiej doktryny. IDF posiada ponad 500 transporterów Achzarit oraz Namer, bazujących na podwoziach czołgowych i zapewniających wysoki poziom ochrony załogi. Uzupełniają je lżejsze transportery kołowe i gąsienicowe, w tym zmodernizowane M113, których liczba wciąż przekracza tysiąc egzemplarzy, choć ich wartość bojowa w warunkach nowoczesnego pola walki jest coraz bardziej ograniczona.
Artyleria lufowa i rakietowa IDF nie jest tak potężna, jak w europejskich armiach i ma raczej charakter wsparcia, a nie dominującego narzędzia walki. Izrael dysponuje kilkuset samobieżnymi haubicami kalibru 155 mm, w tym systemami M109A5, oraz rosnącą liczbą nowoczesnych wyrzutni rakietowych dalekiego zasięgu, zdolnych do precyzyjnego rażenia celów. Ich znaczenie polega jednak głównie na wsparciu operacji lądowych i punktowych uderzeniach, a nie na masowym ogniu zaporowym, charakterystycznym dla armii takich jak rosyjska czy irańska.
Izraelskie lotnictwo
Prawdziwym centrum ciężkości izraelskiej armii są siły powietrzne. Izraelskie lotnictwo bojowe jest jednym z najnowocześniejszych na świecie i liczy około 300 samolotów. W jego skład wchodzi około 36 myśliwców piątej generacji F-35I Adir, będących specjalnie zmodyfikowaną wersją amerykańskiego F-35, dostosowaną do izraelskich systemów walki elektronicznej i uzbrojenia.
Trzon stanowią jednak samoloty czwartej generacji w zaawansowanych wersjach, przede wszystkim ok. 75 F-15I Ra’am oraz ponad 200 F-16 w różnych wariantach, w tym F-16I Sufa. Wszystkie one zostały zintegrowane z izraelskimi systemamy walki radioelektronicznej i izraelskimi systemami uzbrojenia.
Lotnictwo uzupełniają samoloty wczesnego ostrzegania, maszyny rozpoznawcze oraz rozbudowana flota bezzałogowców, które odgrywają kluczową rolę w stałym monitorowaniu przeciwnika. Izrael należy do światowych liderów w zakresie użycia dronów bojowych i rozpoznawczych, co w połączeniu z wywiadem satelitarnym i cybernetycznym pozwala na precyzyjne wskazywanie celów i skracanie cyklu decyzyjnego. Dlatego tym bardziej powinno zostać docenione, że kupują sprzęt produkcji polskiego WB Electronics.
Obrona przeciwlotnicza
Drugim filarem izraelskich sił powietrznych jest wielowarstwowa obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Izrael zbudował system unikalny w skali świata, obejmujący kilka poziomów przechwytywania. Najbardziej znana jest Żelazna Kopuła, przeznaczona do zwalczania rakiet krótkiego zasięgu i pocisków artyleryjskich. Żelazna Kopuła jest jednak jedynie elementem krótkiego zasięgu, który likwiduje zagrożenie w odległości 70-100 km.
Na wyższym stopniu znajduje się zestaw średniego zasięgu Proca Dawida, która swój debiut zaliczyła w 10 maja 2023 r. Wówczas Żelazna Kopuła przepuściła jeden z pocisków balistycznych, który znalazł się w zasięgu Procy Dawida, która zniszczyła go przy pomocy pocisku Stunner.
Proca Dawida została zaprojektowana przez Rafael Advanced Defense Systems z myślą o zwalczania pocisków balistycznych, a także rakiet manewrujących i pocisków artylerii rakietowej. Ma zasięg od 40 do 250-300 km. Podobnie jak Żelazna Kopuła, Proca Dawida w trybie dozorowania może śledzić do 1100 celów w odległości do 475 km, a w trybie kierowania ogniem ok. 200 celów w odległości 100 km. Pozwala to jednej baterii śledzić i niszczyć każdy obiekt, który zmierza w kierunku Izraela. O ile znajduje się na wysokości do 15 km. Najwyższy pułap obrony przeciwlotniczej kontroluje bowiem system pocisków Arrow 2 i Arrow 3.
Na najniższym pułapie i na mniejszych odległościach działa system SPYDER. On głównie służy do punktowej ochrony najważniejszych obiektów i w zasadzie służy jako ostatni element obrony, gdyby jakimś cudem pociski przeciwnika przedarły się w kierunku baz wojskowych, portów, magazynów paliw, centrów miast. Zintegrowany wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej uzupełniają pociski znajdujące się na trzech korwetach rakietowych Sa’ar 6, które oparte są na tym samym projekcie co polski ORP „Ślązak”. Z tą różnicą, że prócz armaty każdy z okrętów posiada 32-komorową pionową wyrzutnię dla rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu Barak 8 i 20-komorową systemu Żelazna Kopuła. Nowe korwety uzupełniają trzy starsze typu Sa’ar 5, które posiadają jedynie 32-komorową pionową wyrzutnię dla pocisków Barak.
Ten parasol obronny daje Izraelowi unikalną zdolność do równoczesnego przechwytywania wielu celów nawet przy masowych uderzeniach. Jednocześnie należy podkreślić, że skuteczność systemów obrony przeciwlotniczej nie jest absolutna i przy bardzo dużych nalotach ich efektywność maleje. W dodatku koszty przeciwpocisków są dość wysokie. Długotrwała wojna rakietowa oznaczałaby dla Izraela ogromne obciążenie finansowe i logistyczne.
Zdolności Izraela
W tym miejscu dochodzimy do kluczowego pytania o zdolność IDF do prowadzenia pełnoskalowego konfliktu o dużej intensywności. Jeżeli przez pełnoskalowy konflikt rozumiemy klasyczną wojnę lądową, obejmującą zajmowanie terytorium, długotrwałe utrzymywanie wojsk w polu i walkę z przeciwnikiem o znacznie większym potencjale demograficznym, odpowiedź brzmi: nie.
Izrael nie dysponuje ani liczbą żołnierzy, ani zapleczem logistycznym, ani głębią strategiczną, by samodzielnie prowadzić taką wojnę. Każda próba wejścia w ten wymiar konfliktu musiałaby oznaczać udział Stanów Zjednoczonych i szerokiej koalicji międzynarodowej. Być może dlatego właśnie w obecnej operacji biorą udział Amerykanie. Biały Dom otwarcie też mówi, że liczy na zmianę władz w Teheranie.
W bezpośrednich komunikatach prezydent Donald Trump apelował do Irańczyków, by „przejęli kontrolę nad własnym rządem” po zakończeniu operacji wojskowej i nazwał to ich „najlepszą szansą w tym pokoleniu”. A żeby tak się stało niezbędną może się okazać operacja lądowa, której Izrael nie jest w stanie przeprowadzić. Izrael nie posiada granicy lądowej z Iranem i musiałby korzystać z amerykańskich okrętów desantowych.
Jeżeli jednak pełnoskalowość konfliktu rozumiemy jako długotrwałą kampanię powietrzno-rakietową, obejmującą systematyczne niszczenie infrastruktury wojskowej, przemysłowej i nuklearnej przeciwnika, przy jednoczesnej obronie własnego terytorium przed odwetem, wówczas Izrael posiada realne zdolności do prowadzenia takiej wojny przez tygodnie, a nawet miesiące. Kluczowym warunkiem pozostaje jednak stałe wsparcie logistyczne, wywiadowcze i polityczne ze strony USA, bez którego tempo i intensywność operacji musiałyby zostać ograniczone.
Armia Izraela jest więc wyspecjalizowanym narzędziem w bardzo wąskim zakresie. Jej największym atutem jest przewaga jakościowa w powietrzu, bardzo wysoko rozwinięte systemy zarządzania polem walki oraz zdolność do szybkiej mobilizacji. Jej piętą achillesową pozostaje skala, demografia i niskie możliwości ponoszenia kosztów długotrwałej wojny.





