Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski, konserwatywny „The Spectator”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1828 r., co czyni go najstarszym tygodnikiem na świecie.
Chociaż nie mieszkam tu od 1998 roku (miałam 16 lat, a prezydentem był wówczas Bill Clinton), to zawsze będę broniła Ameryki. Oczywiście, ma ona swoje wady. Duże wady. Ma problemy z bronią, narkotykami, ochroną zdrowia, rasowe i z wygrywaniem wojen. Jednak, na Boga, to wciąż marzenie milionów. Nadal jest to kraj, w którym odnotowuje się najwyższy wskaźnik dobrobytu na świecie.
Donald Trump zainaugurował nową erę, w której USA stały się dziwne, w złym tego słowa znaczeniu. Nie tylko pogłębiły się problemy z opioidami, bronią, wojnami i ochroną zdrowia, ale pojawiły się również groźby innych katastrof. Rządy Joe Bidena i Kamali Harris nie były zbytnio pocieszającą przerwą.
Obecnie za granicą panuje powszechne przekonanie, że Stany Zjednoczone nie są już dobrym miejscem do odwiedzenia. Ludzie odwołują wakacje. Do panującej od dawna atmosfery chaosu i niepewności, a nawet tragedii, dołączyła atmosfera nieszczęścia. Wskaźniki turystyczne spadły.
A jednak. Amerykańska idylla ciągle istnieje i jest tam, gdzie zawsze: w Kalifornii. Mimo bezdomności, uzależnień, śmierci, konfliktów, gniewu i biedy okazuje się, że nadal można wsiąść do samolotu kosztującego 300 funtów w dwie strony i poczuć puls tej wielkiej kolebki ambicji i optymizmu: tętniącego życiem handlu, próżności i miłych rzeczy.
Los Angeles: Kolebka „kultury wellness”
W ubiegłym miesiącu poleciałam do Los Angeles, by odwiedzić strefę zero „kultury wellness”. W LA mają obsesję na punkcie biohackingu i „ekstremalnej optymalizacji” w czystym i szczerym amerykańskim stylu. Chociaż technologia pomaga ludziom pokonać zmęczenie, wzdęcia, stany zapalne, choroby i śmiertelność, Kalifornijczycy stawiają również na spokojne, ascetyczne metody wschodniej medycyny, dodając futurystyczne szaleństwo do ajurwedy i tradycyjnej chińskiej medycyny.
To wszystko jest szalone i drogie, ale reprezentuje i kształtuje kulturę, która przypomina dawną ziemię obiecaną, krainę, która przetrwała potop, ogień i spustoszenia ostatniej prezydenckiej dekady, krainę „optymalizacji” pod błękitnym niebem i palmami.
Rozmowy o wprowadzeniu nowego podatku od bogactwa nakładanego na miliarderów w Kalifornii doprowadziły do wyjazdów Marka Zuckerberga, który niedawno kupił najdroższy dom w Miami za 170 mln dolarów czy Stevena Spielberga, który przeniósł się na Manhattan.
Kalifornia, która po kadencji Arnolda Schwarzeneggera skręciła w lewo, nie może się powstrzymać: musi przynajmniej spróbować pożreć bogaczy.

Dane pokazują szczególnie znaczący spadek turystyki w LA w latach 2025-2026, ponieważ ludzie obawiają się ceł, pożarów, niepewności politycznej i akcji ICE. Według niektórych raportów liczba turystów w Hollywood spadła latem ubiegłego roku o 50 proc. Organizacje turystyczne zaczęły się martwić.
Los Angeles to amerykańska ziemia obiecana
Mimo to coś z dawnych czasów pozostało. Poczułam pierwsze oznaki dawnego zachwytu, gdy wsiadałam na pokład samolotu do Los Angeles. Samolot był pełny, zwłaszcza w klasie biznesowej (przez którą musiałam przejść na tył). Widziałam rzędy Brytyjczyków z bujnymi fryzurami, którzy rozsiadali się z beztroską i zadowoleniem godnymi kotów rasowych.
Zatrzymałam się w Santa Monica i czułam mieszankę spokoju i szczęścia przebijające się przez ogromny jet lag. Przypomniałam sobie, jak to jest być w miejscu, które nie jest nieustannie nastawione z sarkastyczną złośliwością zarówno przeciwko ludzkiej drobiazgowości, jak i pragnieniu sukcesu. Zamiast tego pokazuje, że wszyscy cały czas chcemy tego, co dla nas najlepsze.
Rezultat jest wyjątkowy. Podczas gdy chwalący hidżab socjalistyczny burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani niszczy wszystko, co najlepsze w „najwspanialszym mieście na świecie”, to właśnie do Los Angeles trzeba się teraz udać, by znaleźć coraz mniejszy skrawek amerykańskiej idylli.
Zamiast zwykłego, malowniczego, wiejskiego i pasterskiego krajobrazu, który Henry David Thoreau uznał za najbardziej idyllicznie amerykański, idylla LA proponuje prostotę w obliczu zawirowań gospodarczych i społecznych połączoną z przyjemnym doświadczeniem zmysłowym i zgodą na chęć życia wiecznego. Idylliczne LA to miejsce, gdzie praca nie jest odseparowana, lecz łączy się z widokiem na góry, falujący Pacyfik i świat „doświadczeń” wellness, przypominający sklep ze słodyczami, przeznaczony dla tych, których praca zapewnia wystarczające dochody, by mogli z nich korzystać.
Ameryka jeszcze nie umarła
Z pewnością moja szybka wycieczka po tej idyllicznej okolicy dała mi więcej niż nudny wypoczynek nad stawem Walden (byłam w Walden, dorastałam w pobliżu, jest nudne). Odbyłam konsultację i dwugodzinny masaż u Marthy Soffer, znanej ajurwedzistki z LA, która powiedziała mi, bym pod żadnym pozorem nie jadła roślin psiankowatych. Powiedziała mi, że jej wsparcie pomogło Kourtney Kardashian zajść w ciążę po wyczerpujących próbach in vitro.
Poszłam na „trening funkcjonalny”, gdzie skakałam po macie przypominającej planszę do gry w kółko i krzyżyk, naśladując perfekcyjne ruchy pięknej, pełnej energii młodej kobiety, która wyglądała, jakby właśnie wyłoniła się z kokonu marki Lululemon.
Gdy kilka dni później wróciłam do Londynu, poczułam, że horyzont oddala się i przechodzi w coś bardziej postrzępionego, niewyraźnego, płaskiego. Chociaż Hollywood straciło swój status, Kalifornia zawsze będzie pewnego rodzaju niedoścignionym marzeniem. Wiem, że to niejedyne marzenie, który oferuje Ameryka – miejsca takie jak Austin, Phoenix, Miami, Charlotte czy Nowy Orlean oferują własne kokony nowoczesnego konsumpcjonizmu i wygody pod ciepłym niebem. Pod żadnym pozorem Ameryka nie jest już tym, czym niegdyś była, ale jeszcze nie umarła.
Tekst przetłumaczony z „The Spectator”.
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji
-
Europa. Ostatnie ślady rozsądku?
-
Lider bez konkurencji. Najszczęśliwsze państwo na świecie


