Do ośmiu razy sztuka. Bułgarzy w ciągu ostatnich pięciu lat aż osiem razy chodzili do wyborów i nie mogli wyłonić stabilnej większości. Aż w końcu się przełamali. Zupełnie nowa partia będzie najpewniej — bo liczenie głosów trwa — rządzić samodzielnie. Niestety z punktu widzenia polskich interesów bułgarskie wyniki nie mogą budzić entuzjazmu i nadziei.

Tak jak przewidywały sondaże, wybory w Bułgarii wygrała partia Postępowa Bułgaria byłego prezydenta Rumena Radewa. Sondaże nie doszacowały jednak skali poparcia nowego ugrupowania. Jak wszystko wskazuje partia Radewa zdobędzie ponad 40 proc. głosów i zapewni sobie samodzielną większość. Co w Bułgarii, która od pięciu lat zmaga się z głęboką fragmentaryzacją sceny politycznej i gdzie trudno komukolwiek przekroczyć próg 30 proc. jest szczególnym osiągnięciem.

Mandat Radewa będzie więc bardzo mocny, jego wyborcy będą przede wszystkim oczekiwać zajęcia się problemem systemowej korupcji w Bułgarii. Z punktu widzenia Unii Europejskiej kluczowe jest jednak to, jak będzie wyglądała polityka nowego rządu — bo wypowiedzi i działania Radewa z przeszłości dają powody do niepokoju.

Radew jako prezydent sprzeciwiał się nakładaniu sankcji na Rosję po wybuchu wojny w Ukrainie, uchodzi za zwolennika normalizacji europejskich relacji z Rosją, popiera też Trumpa w jego wysiłkach na rzecz jak najszybszego zakończenia wojny — nawet za cenę daleko idących ustępstw ze strony Kijowa. Nie brakowało więc głosów, wyrażających obawy czy po klęsce Orbána jego miejsca jako „konia trojańskiego” Rosji w Unii Europejskiej nie zajmie Radew.

Do niedzieli mogło się wydawać, że politykę zagraniczną nowego rządu określi ostatecznie to, z kim Radew zawrze koalicję. Na stole były dwie opcje: ze skrajnie prawicową, prorosyjską partią Odrodzenie albo z proeuropejską, socjalliberalną koalicją Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria (PP-DB).

Ta pierwsza oznaczałaby bardziej prorosyjski kurs i oddalanie się Bułgarii od głównego nurtu polityki europejskiej, zwłaszcza w kwestii pomocy Ukrainie i sankcji na Rosję. Druga opcja utrzymałaby Sofię w głównym nurcie UE. Dziś jednak te rozważania nie mają sensu, wszystko wskazuje, że Radew sam będzie mógł zdefiniować swoją politykę zagraniczną.

Z całą pewnością Bułgaria pod jego rządami nie będzie należeć do „jastrzębi” w kwestii polityki rosyjskiej. Można spodziewać się, że jego rząd będzie przestrzegał przed „eskalacją” i kolejnymi sankcjami i mówił o konieczności powrotu do „rozmów z Rosją”. Radew już deklaruje, że Europa potrzebuje „krytycznego namysłu” czy na pewno stać ją, by była „moralnym przywódcą” w świecie „bez zasad moralnych”

W jakim stopniu jednak nowy rząd będzie działał w interesie Putina w kontrze do głównego nurtu Unii, jest kwestią otwartą. Bułgaria jest silnie gospodarczo zależna od Unii, co wzmocniło przystąpienie do strefy Euro i ma mniej narzędzi, by wchodzić otwarty konflikt z Brukselą w taki sposób, jaki robił to ustępujący węgierski premier. Radew uchodzi też za polityka bardziej pragmatycznego niż Orbán i cześć komentatorów spodziewa się, że będzie próbował manewrować między Brukselą, Moskwą, a trumpowskim Waszyngtonem w sposób przypominający raczej słowackiego premiera Roberta Ficę niż rządy Fideszu.

Z całą pewnością z punktu widzenia polskich interesów bułgarskie wyniki nie mogą budzić — w przeciwieństwie do wyników węgierskich — entuzjazmu i nadziei. Radew będzie dla nas bardzo trudnym partnerem. Niekoniecznie trzeba jednak od razu panikować.

Wyniki głosowania pokazują też, że Bułgarzy chcą zdecydowanej zmiany, można je uznać za czerwoną kartkę pokazaną w zasadzie całemu systemowi partyjnemu. Wygrała zupełnie nowa, nieistniejąca rok temu partia. Wszystkie tradycyjne ugrupowania — z wyjątkiem socjalliberalnej, proeuropejskiej i antykorupcyjnej koalicji PP-DB – zanotowały tąpnięcie poparcia. Największym przegranym jest zwycięzca poprzednich wyborów, centroprawicy GERB, który z pierwszego miejsca spadł na trzecie, tracąc ponad 10 punktów procentowych poparcia.

Istotnym tłem dla wyborów były wielkie protesty antykorupcyjne z końca zeszłego roku. Radew jako prezydent poparł protesty, zrezygnował z funkcji i na fali antykorupcyjnego uniesienia wkroczył do partyjnej polityki. Stał się twarzą zmontowanej na wybory eklektycznej koalicji, obejmującej liderów społeczeństwa obywatelskiego, byłych wysokich urzędników, polityków z różnych opcji, popularnych sportowców.

Partia pożywiła się na elektoracie wszystkich pozostałych formacji: od skrajnej prawicy, przez postkomunistyczną lewicę — w Bułgarii reprezentującą starszy, socjalny i konserwatywny elektorat o silnych prorosyjskich sentymentach — po młody, antysystemowy, antykorupcyjny i raczej proeuropejski elektorat.

To, czy partia Radewa będzie w stanie spełnić nadzieje jej wyborców, czy zaproponuje realną odnowę życia publicznego i będzie umiała wcielić swoje propozycje w życie, będzie kluczowe dla powodzenia całego politycznego projektu Radewa. Wątpliwości budzi to, że program Postępowej Bułgarii był pełen ogólników. Można w nim znaleźć hasła od lewa do prawa. Celem było raczej mobilizowanie antysystemowych emocje niż zarysowanie kompleksowego projektu zmian.

Bułgarzy głosowali w niedzielę po raz ósmy(!) w ciągu ostatnich pięciu lat. Po tym, gdy załamał się system partyjny oparty o rywalizację postkomunistycznej partii socjalistycznej i centroprawicowego GERB-u, kraj wpadł w spiralę kolejnych niestabilnych rządów i chwiejnych koalicji. Efektem było rosnące rozczarowanie do polityki i rosnąca absencja. Jeśli Radew, jak wszystko wskazuje, zapewni sobie samodzielną większość, to daje to w końcu nadzieję na stworzenie stabilnego rządu, zdolnego przetrwać całą kadencję i wdrożyć w życie swoje postulaty.

Jak jednak wiemy także z polskiego podwórka nowe ruchy polityczne, zbierające kadry od lewa do prawa, powstałe na fali chwilowego społecznego entuzjazmu i budujące się wokół charyzmatycznego lidera często okazują się niestabilne i zaczynają się sypać, gdy pojawiają się pierwsze problemy. A problemów, z którymi zmierzyć się musi nowy rząd, nie brakuje. Bułgarię dręczy nie tylko systemowa korupcja, kraj znajduje się też w ogonie państw Unii Europejskiej pod względem zamożności, a ze względu na niski przyrost naturalny i wysoki poziom emigracji szybko się wyludnia.

W niedzielę przekonaliśmy się, że Bułgarzy chcą zmian. Na jaką politykę się przełoży ich wybór i jak bardzo będzie ona niepokojąca z polskiego punktu widzenia, przekonamy się za kilka miesięcy.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version