Andrzej w dziennikarstwie siedział od samego początku nowej Polski. Być może jako teatrolog z wykształcenia właściwie potrafił odczytać kiepskiej jakości polityczny teatr i prowincjonalne aktorstwo, jakim raczą nas wybrańcy narodu? Na pewno nie dawał się nabierać na tanie sztuczki i starał się wydusić z polityków, ile się dało.
To nagranie stało się przebojem Piwnicy pod Baranami. „Czyli pani z grupą pięciu osób, czyli razem sześć osób/pani chciałaby wstąpić to PiS-u/Bo my mamy mnóstwo wolnych stanowisk, znaczy mnóstwo,/to nie ma żadnego problemu z tym” — śpiewał Jacek Wójcicki, cytując niemal słowo w słowo Adama Lipińskiego z PiS, który w sejmowym hotelu składał korupcyjne propozycje Renacie Beger z Samoobrony.
Był rok 2006, PiS dążyło do skompromitowania Andrzeja Leppera i rozdrapania jego Samoobrony metodą kija i marchewki. Nagrania w pokoju Beger powstały dzięki Andrzejowi Morozowskiemu i Tomaszowi Sekielskiemu, którzy prowadzili w TVN program „Teraz MY”. Polityczny grunt mocno się zatrząsł.
Ale nie był to przecież szczęśliwy strzał żółtodzioba — Andrzej w dziennikarstwie siedział od samego początku nowej Polski. Na dekadę zakotwiczył w Radiu Zet, gdzie był czołowym reporterem politycznym. Nie był napastliwy, ale dociekliwy. I dostawało mu się za to ze wszystkich stron. W 2006 r. Andrzej Lepper, zirytowany rozmową w „Teraz MY”, następnego dnia stwierdził: „Ja i tak jestem cierpliwy, wytrzymałem tam wczoraj i Morozowski nie dostał w papę za to, co zrobił”. Następnego dnia przeprosił. Bywało, że w swoim programie „Tak jest” Andrzej przywoływał gości do porządku dzwonkiem, raz nawet przerwał program, kiedy feministka Anna Zawadzka nie odpowiadała na pytania i nie dała dojść do głosu ks. Sowie.
W TVN przepracował ćwierć wieku i bardzo poważnie traktował misję wolnych mediów. W 2017 r. z Dominiką Wielowieyską i Jackiem Żakowskim wystąpili na okładce „Newsweeka”, ostrzegając przed zamachem na wolne media. „Gdyby moi szefowie postanowili, że robimy akcję w obronie wolnych mediów w TVN24, to myślę, że jakiś milion ludzi na ulicach by nas bronił” — mówił wtedy Andrzej. Mało kto traktował wtedy poważnie kasandryczne wizje, że PiS będzie chciało przejąć TVN24. Cztery lata później „lex TVN” uchwalono. A ludzie wyszli na ulice w obronie wolnych mediów. Może nie milion, ale jednak wyszli.
Zlustrowany przez Dorotę Kanię z „Gazety Polskiej”, w 2013 r. ze swadą opowiadał Marcinowi Mellerowi o swoich korzeniach i filmowych wręcz losach ojca — przedwojennego komunisty, który walczył w kampanii wrześniowej, uciekł do ZSRR, a potem wrócił do Polski przez Palestynę, idąc z armią Andersa. Po wojnie ojciec pracował w archiwach bezpieki, ale w 1956 r. rzucił to i został magazynierem. „Dostałem od moich rodziców w spadku bardzo negatywny stosunek do komuny” — mówił Andrzej.
„Przez ponad pół roku nie było mnie na antenie, ponieważ walczyłem z nowotworem. Ale będę się starał spotykać z państwem jak najczęściej” — powiedział w marcu, wracając na jakiś czas do prowadzenia „Tak jest”.
Andrzej Morozowski zmarł 4 sierpnia 2026 r. Pożegnanie Andrzeja Morozowskiego odbędzie się 14 sierpnia o godzinie 10 na Powązkach Wojskowych w Warszawie (ul. Powązkowska 43/45).

