— Założenie jest takie, że ma to być moment przełomowy dla PiS. Takie „sprawdzam”, kto zostaje z nami, a kto nie — mówi znany polityk PiS. W zamierzeniu Jarosława Kaczyńskiego wskazanie kandydata na premiera to będzie przełom i moment przejścia do ofensywy. W PiS więc oczekiwanie.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
O tym, kogo zamierza namaścić Jarosław Kaczyński, wie dosłownie garstka osób. I do tego szczelna. Wśród faworytów wymieniani są dziś: Przemysław Czarnek, Zbigniew Bogucki i Lucjusz Nadbereżny — wszyscy są w krajowej polityce, bo to poseł, szef Kancelarii Prezydenta i prezydent Stalowej Woli. Ale wśród potencjalnych kandydatów wymieniany jest też poseł do Parlamentu Europejskiego Tobiasz Bocheński. W PiS chcą utrzymać nazwisko wybrańca w tajemnicy aż do samego końca.
Rozmawiamy z politykami PiS — z różnych partyjnych frakcji.
Kaczyński wybiera kandydata na premiera. „Trzeba upaść na głowę…”
— Klimat wokół tego ogłoszenia kandydata? Słaby. Trzeba upaść na głowę, aby wybierać premiera na półtora roku przed wyborami — dziwi się poseł sympatyzujący z byłym premierem Mateuszem Morawieckim, a więc należący do frakcji „harcerzy”. Grupa ta oczekuje, że kandydat wskazany przez prezesa PiS nie będzie z frakcji „maślarzy”. — To jakieś nazwisko, które pogodzi partię wewnątrz. Jarosław Kaczyński nie odważy się, aby podzielić partię — zapewnia. — Bo jeśli kandydatem na premiera miałby być Tobiasz Bocheński lub Patryk Jaki, to Morawiecki tego nie zaakceptuje.
W PiS od wielu miesięcy trwa konflikt między frakcją Morawieckiego („harcerzami”) a sojuszem czterech polityków zwanych „maślarzami”: Tobiaszem Bocheńskim, Patrykiem Jakim, Przemysławem Czarnkiem i Jackiem Sasinem.
Premier od PiS. „Koledzy poodpinali wrotki”
— Ekscytacja? — pytam posła spoza obu frakcji.
— Tylko łagodna. To [wskazanie kandydata na premiera — red.] kiedyś musiało nastąpić. Decyzja prezesa o premierze i tak może później ulec zmianie, zwłaszcza jeśli po wyborach będzie potrzebna koalicja — mówi poseł. Według niego celem namaszczenia kandydata już teraz jest wygaszenie sporów wewnętrznych. — Jak napisał prezes: jedność. Jedność to jest droga do zwycięstwa — uważa.
Kolejny rozmówca z grona polityków PiS: — Premier z marca nie będzie premierem w 2027 r. I to nawet przy dobrym wyniku PiS. To ma być próba wyrwania się z marazmu.
To, czyli wskazanie kandydata PiS na premiera. Mówi dalej: — Trudno mieć entuzjazm, gdy patrzy się na to, co w ostatnich tygodniach dzieje się w partii. Koledzy poodpinali wrotki, zwłaszcza ziobryści biją we własny rząd [ten do 2023 r. — red.]. Morawiecki też, jak sam mówił, nie pozwala, by mu skakano po pagonach. Efekt jest taki, że gdzie się nie pojedzie, to ludzie są zdemotywowani, zdezorientowani. Nie wiedzą, o co chodzi i chcą jedności. Wyborcy zaczynają się zastanawiać, czemu ten PiS w ogóle służy.
Jego zdaniem namaszczenie kandydata PiS na szefa rządu ma też na celu zakończenie czasu chybotania łódką. — Bardzo bym chciał efektu flagi wokół kandydata na premiera. Partyjnego efektu flagi — mówi znany poseł PiS.
„Kaczyński wraca do rządów mocnej ręki”
W PiS nie ma jeszcze mobilizacji wokół planowanego na sobotę w hali „Sokoła” w Krakowie wydarzenia. — Ale pamiętajmy, że podobna smuta była przed ogłoszeniem Karola Nawrockiego na kandydata na prezydenta. Potem jednak udało się wykrzesać emocje i wziąć się do roboty — mówi poseł zaprawiony w kampaniach.
Kolejny rozmówca, też znany polityk tej formacji: — Założenie jest takie, że ma to być moment przełomowy dla PiS. Takie „sprawdzam”, kto zostaje z nami, a kto nie.
Sam Kaczyński ostatnimi dniami mówił na Nowogrodzkiej, że będzie robił porządek w partii i po 7 marca, gdy ogłosi kandydata, już nie będzie miał litości, jeśli ktoś nie podporządkuje się jego decyzji i będzie się wyłamywał z linii partii. Chodzi także o płacenie składek na PiS. — Kaczyński wraca do rządów mocnej ręki w partii — zaznacza nasz rozmówca, bywalec Nowogrodzkiej. — Prezes mówił, że nie można na pół gwizdka być w partii albo chodzić i gadać, co się chce, łamiąc linię partii. Chce w końcu przejść do ofensywy.

