W PiS są wątpliwości, czy afera w Szpitalu Południowym zdoła przetrącić władzę premiera Donalda Tuska. Do tego partia Jarosława Kaczyńskiego nie potrafi skoordynować przekazu i wyszła z dwoma wykluczającymi się ciosami.
Prawo i Sprawiedliwość kuje żelazo, póki gorące. Nowogrodzka nie skoordynowała jednak partyjnych działań. Weźmy sekwencję zdarzeń z 24 czerwca. O godz. 10:12 na profilu Jarosława Kaczyńskiego na X pojawiła się informacja, że PiS chce Komisji Zaufania Publicznego. Po godz. 10:30 konferencja Morawieckiego o komisji śledczej — a nie o Komisji Zaufania Publicznego.
To zupełnie różne koncepcje. Łączy je to, że żadna nie ma szans na realizację, ale chwilowo przyciągają uwagę.
Afera w Szpitalu Południowym uderza w Koalicję Obywatelską, a kolejne odcinki historii — podawane przez Kanał Zero — generują ogromne zasięgi. Zaczęło się od informacji o pensji radnego KO i lekarza Dawida Kacprzyka i saloniku VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej. Kończy na wywiadzie dr. Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora oddziału chirurgii Szpitala Południowego, w którym koordynatorem (a de facto szefem) był Dawid Kacprzyk, były już radny Koalicji Obywatelskiej (dziś 29-letni Kacprzyk zarobił 1,6 mln zł w rok, choć nie miał nawet specjalizacji, którą powinien mieć szef SOR-u).
PiS reaguje na aferę w Warszawie. Pojawił się nieoczekiwany problem
Prezes PiS napisał na X: „Wydawało się, że gorzej już być nie może: fikcyjne zatrudnienie, wyprowadzanie pieniędzy z kasy szpitala, saloniki VIP, a teraz fałszowanie dokumentacji medycznej i zgony pacjentów… Powiedzieć, że to łajdactwo, to jakby nic nie powiedzieć! Patologia! Myślicie, że prokuratura Żurka to wyjaśni?! Nic z tych rzeczy. Czas na niezależną Komisję Zaufania Publicznego, która w sposób apolityczny i dogłębny wyjaśni to, co dzieje się w warszawskich szpitalach. Komisja ta powinna składać się m.in. z prawników, lekarzy, ekspertów, przedstawicieli organizacji społecznych oraz osób zaufania publicznego. To nie tylko kwestia poznania prawdy, ale także bezpieczeństwa pacjentów w przyszłości”.
Z kolei Mateusz Morawiecki mówił, a potem napisał na X: „Komisja Śledcza w sprawie afery Kacprzyka musi powstać natychmiast! Ta największa od dekad afera w ochronie zdrowia musi zostać wyjaśniona publicznie w świetle kamer, a nie w mroku rządowych gabinetów platformy. Komisja śledcza to jedyna gwarancja tego, że rząd PO nie zamiecie tej sprawy pod dywan! Jako merytoryczna opozycja PiS nie damy im ukręcić tej afery!”.
Inicjatywa Morawieckiego była złożona bez wiedzy Nowogrodzkiej. Co ciekawe, ideę powołania komisji śledczej wsparł też jeden z liderów Konfederacji, Krzysztof Bosak, pisząc: „Potrzebujemy komisji śledczej do wyjaśnienia afery szpitalnej KO. (…) Ta afera wymaga szczegółowego i publicznego wyjaśnienia”.
Na Nowogrodzkiej uznano komisję śledczą za pomysł kompletnie chybiony. — Komisje śledcze skompromitowały się same. A tu sprawa jest za ważna i specjalistyczna, więc eksperci powinni się nią zająć. Komisja powinna być apolityczna — mówi człowiek bliski Nowogrodzkiej. Inny z kręgu prezesa partii: — Po co tworzyć komisję śledczą, w której obóz władzy miałby większość? Propozycja Morawieckiego to podważanie przekazu partii — mówi człowiek z Nowogrodzkiej.
We frakcji Morawieckiego można usłyszeć co innego: — Komisja nie powstanie, ale już przyciągnęła uwagę. Tusk nie będzie chciał jej powołania, więc będzie wyglądało to tak, że ucieka od wyjaśnienia sprawy.
Komisja śledcza miałaby w składzie wyłącznie posłów, a większość w niej mieliby — bo ustawa wymaga, aby skład komisji odzwierciedlał układ sił w Sejmie — koalicja rządząca (choć przedstawiciele Polski 2050 i PSL mogliby być w sprawie sytuacji w Szpitalu Południowym bardzo krytyczni).
W Komisji proponowanej przez Kaczyńskiego mieliby zasiadać lekarze, prawnicy, etc., a nie politycy. W przyszłym tygodniu ustawa o komisji już ma być gotowa. — Już nad nią pracujemy. Projekt będzie za kilka dni — słyszymy.
Po obu stronach w PiS — i we frakcji Morawieckiego, i na Nowogrodzkiej — jest przekonanie, że i tak żadna komisja nie powstanie.
Afera w Szpitalu Południowym obali Donalda Tuska? W PiS są sceptyczni
W PiS zdania są podzielone, czy afera w Szpitalu Południowym podkopie rząd Donalda Tuska. Jedni deklarują, że to może być gamechanger, inni są bardziej stonowani i nie robią sobie aż tak dużych nadziei. Polityk z kręgu Nowogrodzkiej: — Ta afera ma potencjał. Może zacząć otwierać ludziom oczy. Ale nie przeceniajmy jej. Tuska ona nie obali, ale kolejna kropla drąży jego władzę.
W Warszawie na fali publikacji o szpitalu kiełkuje ruch, aby spróbować zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum nad odwołaniem prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego. Nie ma w PiS żadnej decyzji, by próbować zakulisowo animować takie działania. — Nasi ludzie w Warszawie pewnie będą samodzielnie się włączać, ale sama partia tego teraz nie zrobił — słyszymy od jednego z działaczy.

