Współczesne technologie dają młodym ludziom niemal nieograniczone możliwości, ale mogą też odbierać im samodzielność i cenne doświadczenia. Im łatwiej znaleźć gotową odpowiedź, tym trudniej nauczyć się rozwiązywać problemy. Jak rozwijać tę kluczową kompetencję?
To zdolność, która kształtuje się przez całe życie. I zależna jest od potencjału, stymulacji środowiska i doświadczeń. Pozwala elastycznie funkcjonować w świecie, buduje poczucie sprawstwa i wpływu, zmniejsza lęk oraz obniża poziom wielu trudnych emocji. Jest umiejętnością o ogromnej mocy, ale jednocześnie wymagającą praktyki, doświadczeń i wielokrotnego ćwiczenia.
Zasady problem solving
Umiejętność rozwiązywania problemów (psych. problem solving) jest ściśle związana z funkcjonowaniem kory przedczołowej — obszaru mózgu odpowiedzialnego za planowanie, przewidywanie konsekwencji, analizę sytuacji i podejmowanie decyzji. U dzieci i nastolatków nadal intensywnie się ona rozwija, dlatego potrzebuje nowych doznań. To właśnie dzięki tej kompetencji potrafimy wychodzić z trudnych sytuacji, korzystać z wcześniejszych doświadczeń i tworzyć nowe rozwiązania. Problem solving to nie tylko „radzenie sobie z problemami”, ale także zdolność adaptacji, kreatywność, elastyczność poznawcza i umiejętność działania mimo trudności. Kompetencja ta uczy również odpowiedzialności. Zamiast myślenia: „jakoś to będzie”, pojawia się refleksja: „To jest problem. Trzeba się nim zająć” albo: „Co jeszcze mogę zrobić, żeby go rozwiązać?”. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest przeproszenie, naprawienie błędu, szczera rozmowa lub poszukanie wsparcia. Efektem rozwijania tej umiejętności nie jest wyłącznie znalezienie rozwiązania.
Najnowszy Newsweek Psychologia już w sprzedaży!
Foto: Materiały prasowe
Umiejętność rozwiązywania problemów wspiera także regulację emocji. Nastolatek, który potrafi zatrzymać impuls, nazwać problem, przeanalizować sytuację, rozważyć możliwe rozwiązania i wybrać najlepsze z nich, z większym spokojem i dystansem podchodzi do trudnych sytuacji. Maleje ryzyko katastrofizowania, a rośnie zaufanie do siebie, poczucie sprawstwa i kompetencji. Dzięki temu kłótnia z koleżanką, popełniony błąd czy utrata czyjegoś zaufania przestają być końcem świata. Nadal wywołują silne emocje, ale pojawia się też druga myśl: „prawdopodobnie da się coś z tym zrobić”. To ważny czynnik chroniący zdrowie psychiczne. Rozwijanie tej kompetencji zmniejsza również skłonność do unikania trudnych sytuacji. Gdy nastolatek nie wierzy, że poradzi sobie z problemem, wycofanie przynosi chwilową ulgę, ale na dłuższą metę utrwala przekonanie: „nie dam rady”. W efekcie coraz częściej unika trudnych rozmów, nowych wyzwań czy odpowiedzialności. Paradoksalnie im częściej ucieka przed problemem, tym bardziej urasta on w jego psychice.
Umiejętność rozwiązywania problemów działa odwrotnie. Buduje w nastolatku przekonanie, że nawet jeśli sytuacja jest trudna, stresująca i budzi silne emocje, to istnieje realna szansa na znalezienie rozwiązania. Ma to związek z budowaniem tolerancji niepewności, frustracji. Zamiast automatycznie się wycofywać, mamy większą gotowość do pozostania w kontakcie z trudnością, przeanalizowania jej i podjęcia działania.
Problem solving może też chronić przed ryzykiem samobójstwa. Zwiększa prawdopodobieństwo, że w obliczu kryzysu nastolatek będzie umiał dostrzec alternatywy, szukać wsparcia i dróg wyjścia, zamiast doświadczać skrajnej bezradności. Ta umiejętność jest związana z regulacją emocji, ale z drugiej strony również od niej zależy. Nie sprzyja jej impulsywność, ponieważ utrudnia wciśnięcie potrzebnego guzika STOP. Dlatego większym wyzwaniem w rozwijaniu tej kompetencji obciążeni są nastolatkowie z ADHD czy ze spektrum autyzmu. W ich przypadku problem solving wymaga często większego wsparcia środowiska, większej liczby powtórzeń i bardziej świadomego treningu.
Nie chodzi jednak wyłącznie o neuroróżnorodność. Impulsywność może być także wzmacniana przez uzależnienia behawioralne, nadmierne korzystanie z mediów, chroniczne przeciążenie układu nerwowego, doświadczenia traumatyczne czy problemy z regulacją emocji.
Coraz większym wyzwaniem staje się również kultura natychmiastowej gratyfikacji. Dziś niemal wszystko można mieć natychmiast: odpowiedź, rozrywkę, zakup, dopaminowy bodziec. A problem solving rozwija się dokładnie w odwrotnych warunkach. Potrzebuje zatrzymania, frustracji, niewygody i czasu. Nie rozwija się tam, gdzie odpowiedź przychodzi szybciej niż refleksja.
Przestaje pytać siebie, zaczyna pytać świat
Znaczenie mają tu też nowe technologie oraz AI. Nie jest możliwe rozwijanie problem solving wyłącznie w oparciu o gotowe podpowiedzi — niezależnie od tego, czy dają je internet, media społecznościowe, rodzic, czy ChatGPT. Coraz częściej obserwujemy, że nastolatki szukają odpowiedzi nawet na najbardziej podstawowe pytania: „Co zrobić, gdy ktoś mnie ignoruje?”, „Jak odpisać?”, „Co mam powiedzieć?”. Z jednej strony technologia daje wsparcie, szczególnie osobom z trudnościami neurorozwojowymi czy społecznymi. Z drugiej strony może budować zależność od gotowych odpowiedzi. A kiedy młody człowiek nie uczy się samodzielnego myślenia, stopniowo słabnie jego zaufanie do własnego umysłu. Przestaje pytać siebie, zaczyna pytać świat.
Dzisiejsi nastolatkowie dorastają w świecie natychmiastowych odpowiedzi. I odpowiedzi są dostępne w kilka sekund: zakupy robi się jednym kliknięciem, a kontakt z drugim człowiekiem często ogranicza się do krótkiej wiadomości. W takich warunkach trudniej rozwijać cierpliwość, tolerancję frustracji i gotowość do pozostawania w dyskomforcie. A właśnie te kompetencje są niezbędne do skutecznego rozwiązywania problemów. Problem solving nie rozwija się wtedy, gdy rozwiązania są podawane od razu. Rozwija się tam, gdzie jest przestrzeń na zatrzymanie, analizę, samodzielne myślenie i tolerowanie napięcia związanego z chwilową niewiedzą.
Zdolności rozwiązywania problemów sprzyja też samodzielne szukanie odpowiedzi. Ogromne znaczenie ma tutaj środowisko rodzinne. Jako rodzice codziennie modelujemy naszym dzieciom, czym jest problem i jak się wobec niego zachowujemy. Czy oznacza katastrofę? Porażkę? Winnego? Czy może oznacza sytuację, którą da się przeanalizować i krok po kroku rozwiązać? Jeśli zamiast wcielać się w rolę sędziego i rozstrzygać, kto zawinił bardziej, siadamy obok nastolatka i pomagamy mu na chwilę się zatrzymać, dzieje się coś bardzo ważnego. Pomagamy nazwać: na czym polega problem, co jest trudne, jakie są możliwe rozwiązania, co można zrobić teraz. W ten sposób młody człowiek buduje przekonanie, że problemy są po to, by je rozwiązywać, i warto się nad nimi pochylić.
Jak uczyć rozwiązywania problemów?
Czasem trudne sytuacje okazują się najcenniejszym doświadczeniem rozwojowym i prawdziwym treningiem dla mózgu. Nie sprzyjają temu jednak impulsywność rodziców, krzyk, nadmierna krytyka czy zawstydzanie. W takich warunkach zamiast rozwijać problem solving, uczymy unikania. Młody człowiek zaczyna wierzyć, że najlepiej się wycofać, ukryć problem lub przeczekać trudności. Traci też cenne doświadczenia, dzięki którym mógłby budować sprawczość i zaufanie do własnych możliwości. Nastolatkowie uczą się rozwiązywania problemów nie tylko wtedy, gdy z nimi o tym rozmawiamy, ale przede wszystkim wtedy, gdy nas obserwują. Widzą, jak reagujemy na stres i co robimy, gdy coś nie idzie zgodnie z planem. Dostrzegają, czy zatrzymujemy się, analizujemy sytuację i szukamy rozwiązań, czy raczej działamy impulsywnie, katastrofizujemy lub unikamy konfrontacji. To właśnie codzienne zachowania dorosłych stają się dla nich najważniejszą lekcją problem solvingu.
Podobnie działa nadopiekuńczość. Robienie czegoś za dziecko, załatwianie spraw za nastolatka, usuwanie każdej przeszkody czy chronienie go przed każdą frustracją, choć zwykle wynika z troski, może ograniczać jego rozwój. Prawdziwa pomoc polega na byciu obok, wspieraniu emocjonalnym, zadawaniu pytań, wspólnym analizowaniu sytuacji i dawaniu poczucia bezpieczeństwa. Wyręczanie oznacza natomiast przejmowanie odpowiedzialności za problem dziecka — myślenie za nie, podejmowanie decyzji w jego imieniu i usuwanie wszystkich przeszkód z jego drogi. W efekcie odbiera mu przestrzeń do zdobywania doświadczeń i rozwijania sprawczości, a przede wszystkim łagodzi lęk i napięcie rodzica. Im częściej rozwiązujemy problemy za nastolatka, tym mniej wierzy on we własne kompetencje.
Dając dzieciom wszystko, czego chcą, mimowolnie ograniczamy im przestrzeń do rozwijania problem solvingu. Bo ta umiejętność nie rodzi się z nasycenia. Podobnie jak motywacja. Rodzi się bardzo często w sytuacjach deficytu, frustracji potrzeb i napięcia. Kiedy nastolatkowi brakuje pieniędzy na wymarzone buty albo gdy musi poradzić sobie z konfliktem czy odrzuceniem. To właśnie trudne emocje bardzo często uruchamiają motywację do działania i szukania rozwiązań. Dlatego też popularna rodzicielska rada: „nie przejmuj się” albo „olej to” rzadko działa wspierająco. Po pierwsze unieważnia doświadczenie młodego człowieka, a po drugie nie prowadzi go w stronę rozwiązania. Zamiast tego warto pytać: „W czym tkwi problem?”, „Co jest teraz najtrudniejsze?”, „Masz pomysł, co można zrobić?”, „Jakie widzisz możliwości?”, „Czego potrzebujesz ode mnie?”. Zadaniem rodziców nie jest rozwiązywanie wszystkich problemów naszych dzieci. Naszą rolą jest wychowanie człowieka, który będzie umiał poradzić sobie z problemami wtedy, kiedy nas obok już nie będzie.
Emilia Wojewódzka — psycholog, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, pracuje indywidualnie i grupowo z młodzieżą oraz dorosłymi. Prezeska Fundacji (ZA)Opiekowani, działającej na rzecz zdrowia psychicznego. Psychoedukatorka, członkini Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Ekspertka merytoryczna i autorka materiałów szkoleniowych dotyczących zachowań autoagresywnych [projekt UNICEF(ASA) „Accessible School for All/Szkoła dostępna dla wszystkich — dla nauczycieli specjalistów w zakresie udzielania adekwatnego do potrzeb wsparcia uczniom, rodzicom i nauczycielom z uwzględnieniem zróżnicowania potrzeb rozwojowych i edukacyjnych dzieci]. Dydaktyk i szkoleniowiec

