„Demokracja walcząca” w pełnej krasie. Taki będzie efekt wejścia Macieja Berka, „prawniczego mózgu Donalda Tuska”, do Trybunału Konstytucyjnego. Na końcu tej operacji prezes TK Bogdan Święczkowski może zostać dyscyplinarnie wyrzucony z Trybunału.
Jeśli Maciej Berek ma czymś przejść do historii, to nie pisaniem kolejnych raportów, których nikt nie czyta — nawet jeśli premier Donald Tusk macha nimi przed kamerami. Nie tym, że pilotował w rządzie setki ustaw, nanosił bądź wymuszał tysiące poprawek, bo to niezauważalna, mrówcza robota w cieniu. Ani tym, że pisał uchwały Sejmu, które były linią całego rządu, bo one nie mają mocy prawnej, czy tym, że od 1997 r. współpracuje z Tuskiem. Bo to nikogo nie interesuje.
Berek może przejść natomiast do historii jako ten, który odbił Trybunał Konstytucyjny z rąk nominatów Prawa i Sprawiedliwości. Bezpardonowo. Bez białych rękawiczek. Łamiąc dane wcześniej słowo.
Im bowiem bliżej wyborów, tym słowa mają mniejszą wagę, a coraz bardziej liczy się skuteczność. Nawet jeśli oznacza to wchodzenie w buty PiS.
Czy Berek znajdzie większość?
Premier Donald Tusk o tym, że będzie chciał, aby Berek trafił do TK, powiedział jedynie gronu najbliższych współpracowników, a także koalicjantom: Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i Włodzimierzowi Czarzastemu. Większość ministrów nic nie wiedziała — byli w szoku.
Dziś jeszcze nie wiadomo, czy Berek znajdzie większość w Sejmie. Jest to możliwe, choć niełatwe. Decyzji w klubach koalicyjnych zwyczajnie nie ma. Do wyboru potrzebna jest większość bezwzględna (więcej głosów na „tak” niż wszystkich innych oddanych) — a nie zwykła (najwięcej na „tak”).
Koalicja Obywatelska będzie zdyscyplinowana — zagłosuje za Berkiem. PSL jest lojalne wobec premiera — najpewniej zagłosuje „za”.
Nowa Lewica jest rozgadana i rozdarta. Marszałek Włodzimierz Czarzasty mówi (w wywiadzie dla WP), że „zobaczymy”. Ale — widać to wyraźnie — sam jest za tym, aby Berka poprzeć. Inni — jak szefowa klubu Anna Maria Żukowska i wiceszef Tomasz Trela — są przeciw. Większość klubu wykorzystuje okazję, by siedzieć cicho. Ostatecznie zapewne Czarzasty przekona posłów lewicy, by byli za Berkiem.
Polska 2050 też jest rozdarta. Ale głosy z tej partii są raczej pozytywne — Michał Gramatyka i Bartosz Romowicz publicznie mówią, że oczywiście będą „za”.
Klub Centrum — będzie za, bo jest lojalny wobec Tuska.
Najbardziej więc prawdopodobne jest, że część posłów ponarzeka, ale ostatecznie zagłosuje „za”. Bez radości, ale będą za Berkiem lub po prostu nie będą utrudniać jego wyboru na sędziego TK.
— Będzie trochę problemów, ale przewalczymy Berka w Sejmie — mówi jeden z ważnych polityków obozu rządzącego.
Czy prezydent odbierze ślubowanie?
— Nikogo w koalicji to nie obchodzi — mówi od razu jeden z naszych rozmówców z koalicji. Linia obozu rządzącego jest bowiem taka, że prezydent nie musi wcale osobiście odbierać ślubowań — wystarczy, że wybrani przez Sejm sędziowie złożą ślubowanie z formułą „wobec prezydenta”.
Prezydent może jednak zrobić to u siebie w Pałacu. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki już mówił, że jeśli nie będzie żadnych uchybień proceduralnych, to Karol Nawrocki odbierze ślubowanie od Berka. Wcześniej jednak odbędzie się polowanie na takie uchybienia — a jeśli się Pałac dopatrzy jakiegoś, to może odmówić przyjęcia ślubowania w obecności prezydenta. Ponadto — patrząc na dotychczasową praktykę Nawrockiego — może on przeciągać sprawę. Tak zrobił wobec prof. Sławomira Patyry, który czekał dwa miesiące, nie mając żadnej informacji z Pałacu, aż w końcu dostał zaproszenie od prezydenta. Patyra nie składał — tak jak czterech innych wybranych na sędziów TK przez Sejm — ślubowania bez obecności Nawrockiego, choć z formułą „wobec prezydenta”.
Gdyby Patyra zrobił to bez niego, to Nawrocki uznałby go — tak jak czterech innych — za niegodnego urzędu sędziego TK i odmówiłby przyjęcia ślubowania. O ile Patyrze wystarczyło cierpliwości, to Berek ma inne usposobienie i po ewentualnym wyborze przez Sejm może nie chcieć czekać na to, aż prezydent go zaprosi.
Czy można przejąć kontrolę nad TK?
To też jest możliwe. W TK zasiada obecnie — licząc nieuznawanych przez Święczkowskiego (nazywanego „Godzillą”) i prezydenta — czworo sędziów, którym Nawrocki odmówił przyjęcia ślubowania. W sumie z nominacji koalicji rządzącej w TK zasiada siedmioro osób. Jeśli Berek zostanie wybrany, „nowych” sędziów będzie ośmioro, a więc większość w 15-osobowym TK. Ponadto w składzie TK najpewniej są buntownicy wobec Święczkowskiego — mówi się o dwóch sędziach. Łącznie w grupie przeciwko Święczkowskiemu może być nawet 10 sędziów, czyli wymagane kworum Zgromadzenia Ogólnego.
Ustawa wymaga, aby w Zgromadzeniu Ogólnym brał udział prezes bądź wiceprezes TK. Święczkowski z częścią „nowych” sędziów nie chce nawet siedzieć przy jednym stole. Natomiast wiceprezes Bartłomiej Sochański to były polityk PiS — wciąż identyfikowany jako wierny prezes TK.
Na forum ZO, przy próbie obejścia Święczkowskiego i Sochańskiego może się rozegrać walka o kontrolę nad TK.
Jednym z pierwszych starć będzie głosowanie nad pozbawieniem Święczkowskiego immunitetu. Prokuratura chce mu stawiać zarzuty przekroczenia uprawnień w sprawie sprawdzania i kopiowania m.in. materiałów pozyskanych dzięki Pegasusowi, dotyczących Romana Giertycha.
Czy Święczkowski może zostać usunięty z TK?
To możliwe, ale bardzo trudne. Niemniej taka ścieżka jest rozważana w gronie „nowych” sędziów TK.
Ustawa o TK przewiduje możliwość przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego TK. Można sądzić sędziego TK „za naruszenie przepisów prawa, uchybienie godności urzędu sędziego Trybunału, naruszenie Kodeksu Etycznego Sędziego Trybunału Konstytucyjnego lub inne nieetyczne zachowanie mogące podważać zaufanie do jego bezstronności lub niezawisłości”.
Wniosek o wszczęcie takiego dochodzenia może złożyć inny sędzia TK. Ale następnie zaczynają się schody, bo to wiceprezes TK (Sochański — wierny linii PiS) powinien wylosować rzecznika dyscyplinarnego („oskarżyciela”) i skład sądu dyscyplinarnego. Sąd dyscyplinarny (w drugiej instancji to pięciu wylosowanych sędziów) może nawet usunąć Święczkowskiego ze składu Trybunału. To bardzo trudne — ale możliwe.

