Nowy węgierski parlament, obradując już pod przewodnictwem marszałek Ágnes Forsthoffer – przyjął niezwykle ważny, ale i symboliczny akt prawny. I była to jego pierwsza decyzja podjęta 9 maja.
Opublikowana w węgierskim odpowiedniku Dziennika Ustaw ustawa nr XIV jest kluczowa dla ostatecznego zniesienia „stanu zagrożenia” (węg. veszélyhelyzet). Jego obowiązywanie kończy się w środę. Po siedmiu latach.
Nowo uchwalona ustawa zawiera dziesiątki przepisów, które pozwolą na ostateczne wygaszenie tego obowiązującego na Węgrzech od 2020 r. stanu.
Węgry. Kluczowa decyzja nowego parlamentu
Ten szczególny reżim prawny został wprowadzony w marcu 2020 r. w związku z pandemią COVID-19, a następnie – od 24 maja 2022 r. – utrzymywano go ze względu na wojnę w Ukrainie i wywołaną nią katastrofę humanitarną, oficjalnie w celu zapobiegania ich skutkom na terytorium Węgier.
W praktyce przez niemal cały ten czas państwo funkcjonowało w nadzwyczajnym trybie, który pozwalał premierowi na rządzenie za pomocą dekretów, z całkowitym pominięciem władzy ustawodawczej.
Co ciekawe, przez kilka dni maja 2022 r. oba stany zagrożenia – epidemiczny i wojenny – obowiązywały równocześnie. Choć w założeniu ten nadzwyczajny reżim miał ułatwić zarządzanie państwem w dobie kryzysu, od początku budził poważne wątpliwości, przede wszystkim w kwestii transparentności sprawowania władzy.
Z czasem premier zaczął interpretować nadzwyczajne prawo coraz bardziej swobodnie. Za pomocą dekretów regulowano kwestie zupełnie niezwiązane z oficjalnymi przesłankami stanu zagrożenia.
Mechanizm ten opierał się na rutynowym działaniu: zdominowany przez koalicję Fidesz-KDNP parlament co pół roku decydował o przedłużeniu stanu nadzwyczajnego, włączając jednocześnie wszystkie wydane w tym trybie rozporządzenia rządu do powszechnego porządku prawnego.
Praktyka ta trwała latami, aż do niedawnych wyborów. Ostatni raz stan zagrożenia przedłużono w październiku ubiegłego roku, co oznacza, że ostateczną datą jego obowiązywania jest 13 maja.
Koniec „stanu zagrożenia”. Po siedmiu latach
Dziennikarz portalu Telex, Balázs Cseke zwrócił uwagę, że jednego dnia, właśnie w środę, nagle wygasną wszystkie rozporządzenia regulujące kluczowe obszary życia społeczno-gospodarczego – od cen żywności po kwestie bezpieczeństwa – które przyjmowano przez lata z całkowitym pominięciem parlamentu.
Poprzedni rząd nie przewidział scenariusza utraty władzy; zakładano, że w przypadku ponownej wygranej koalicji Fidesz-KDNP nadzwyczajny reżim zostanie po prostu po raz kolejny przedłużony. Według wyliczeń portalu Telex problem dotyczył około 150-160 aktów prawnych, w tym części utajnionych, a więc takich, których nigdy nie opublikowano.
Jeszcze w czasie kampanii wyborczej lider partii TISZA, Péter Magyar, stanowczo unikał jednoznacznych deklaracji dotyczących przedłużania stanu nadzwyczajnego. Po zwycięstwie zapowiadał początkowo, że zwróci się do ustępującego gabinetu o wydłużenie jego obowiązywania do końca maja, jednak ostatecznie wycofano się z tego pomysłu.
Péter Magyar uniknął legislacyjnej katastrofy
Uznano, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie przygotowanie aktu zbiorczego – tzw. ustawy „sałatkowej” (węg. salátatörvény) – która obejmie swoim zasięgiem najważniejsze rozporządzenia z ostatnich lat i podniesie je do rangi ustawy.
Projekt przygotował Márton Melléthei-Barna, który miał objąć tekę ministra sprawiedliwości, lecz w ostatniej chwili zrezygnował z tej funkcji. Szybkie przegłosowanie i opublikowanie ustawy pozwoliło na osiągnięcie dwóch celów: ostateczne wygaszenie stanu zagrożenia oraz uniknięcie legislacyjnej katastrofy.
Widmo nagłej luki prawnej dotyczyło między innymi urzędowych cen paliw oraz maksymalnych cen żywności, które nowy rząd Tiszy wciąż utrzymuje.
Konsekwencje byłyby jednak znacznie poważniejsze, ponieważ zniknęłaby podstawa prawna funkcjonującego od 2020 r. systemu regulacji kredytowych dla zwykłych Węgrów, a fabryka akumulatorów w Göd musiałaby natychmiast wstrzymać produkcję. Jej działanie dopuszczono bowiem wyłącznie na mocy przepisów szczególnych, zawieszających standardowe wymogi ochrony środowiska.
Chaos uderzyłby również w rolników oczekujących na odszkodowania za straty wywołane chorobami bydła, a ponadto anulowano by niedawne przeniesienie nadzoru nad ośrodkami poprawczymi do administracji więziennej (co było bezpośrednią reakcją na głośną aferę w zakładzie poprawczym Budapeszcie z grudnia 2025 r.).
Dzięki nowej ustawie udało się zapobiec paraliżowi państwa, a część zabezpieczających przepisów przejściowych pozostanie w mocy do 2027 r.
Demokracja parlamentarna na Węgrzech praktycznie przestała istnieć
Prawnicy już teraz zastanawiają się, jak w przyszłości zapobiegać możliwości zarządzania państwem wyłącznie za pomocą rozporządzeń. Utrzymując stan zagrożenia przez kolejne miesiące, premier tłumaczył najpierw, że nie wiadomo, kiedy skończy się pandemia, a później – kiedy ustanie wojna.
O ile wprowadzenie tego nadzwyczajnego reżimu w pierwszej fazie kryzysu epidemicznego wydawało się racjonalne, o tyle z upływem kolejnych tygodni stało się jasne, że u jego podstaw nie leży już troska o zdrowie i życie obywateli, lecz chęć trwałego ograniczenia kompetencji parlamentu, a także realizowania polityki pod przykryciem.
To był zresztą moment, w którym z pełną odpowiedzialnością mogłem stwierdzić, że na Węgrzech demokracja parlamentarna de facto przestała istnieć. Był to maj 2022 r.
Doszło do drastycznego zachwiania trójpodziału władzy, a kontrolne i ustawodawcze funkcje parlamentu zostały zmarginalizowane. Zgromadzenie Krajowe zredukowano do roli maszynki do głosowania, służącej jedynie do automatycznego przedłużania stanu nadzwyczajnego i zatwierdzania rządowych dekretów.
Viktor Orbán rządził bez władzy ustawodawczej
W efekcie władzę ustawodawczą całkowicie wykluczono z procesu opracowywania strategii przeciwdziałania skutkom rosyjskiej agresji na Ukrainę. Paradoks tej sytuacji polegał na tym, że rządząca koalicja i tak dysponowała większością konstytucyjną oraz usłużnym prezydentem.
Pozwalało to na sprawne uchwalenie dowolnego aktu prawnego w normalnym trybie – zwłaszcza że współczesna historia Węgier znała już przypadki nowelizacji samej konstytucji w zaledwie kilka godzin. Już wprowadzenie stanu zagrożenia w 2022 r. przepchnięto przez parlament w ciągu jednego dnia, i to włączając w to nowelizację konstytucji.
Warto na koniec przypomnieć, że najpoważniejsza konsekwencja wprowadzenia „covidowego” stanu zagrożenia dotyczyła cenzury prewencyjnej. Ustanowiono wówczas zakaz publikowania informacji, które mogłyby „budzić niepokój” społeczny lub rzekomo szerzyć fake newsy. Za złamanie tego przepisu groziły nawet dwa lata pozbawienia wolności.
Orbán trwa w przekonaniu o bezbłędności swoich działań
Warto zwrócić uwagę, że wprowadzony w 2022 r. stan zagrożenia służył de facto nieustającemu straszeniu Węgrów wizją bliżej niesprecyzowanego konfliktu. Decyzję Viktora Orbána należy bowiem rozpatrywać w szerszym kontekście jego wcześniejszej narracji, w której przez długi czas bagatelizował on wojnę.
Wystarczy przypomnieć, że ogłaszając stan nadzwyczajny, premier Orbán akcentował wyłącznie niebezpieczeństwa dla węgierskiej gospodarki, wynikające z samej wojny oraz „brukselskich sankcji”, w żaden sposób nie wspominając jednak o rosyjskiej agresji. W 2026 r. koalicja Fidesz-KDNP próbowała powielić dokładnie ten sam mechanizm siania strachu, jednak z marnym skutkiem.
Co ciekawe, w swoim ostatnim wywiadzie w roli premiera, udzielonym prorządowemu podcasterowi o pseudonimie Dopeman, Orbán stwierdził, że przegrał wybory z powodu przemian kulturowych oraz niedostatecznie skutecznej kampanii w mediach społecznościowych.
Ustępujący szef rządu do samego końca pozostawał w przekonaniu o bezbłędności własnych działań politycznych, uznając, że po prostu naród przestał go rozumieć.
Tym samym w swojej diagnozie porażki Orbán nie podważał treści swojego przekazu, lecz obwiniał wyłącznie formę i skuteczność komunikacji z wyborcami. Sam premier zamienił swoją kancelarię na Wzgórzu Zamkowym na budynek przy ulicy Lendvai, w którym pod numerem 28 mieści się siedziba Fideszu.
Péter Magyar chce ujawnić kulisy działania Fideszu
Środowe wydarzenia mają wymiar symboliczny i stanowią element szerszej serii namacalnych zmian, jakie zachodzą na Węgrzech po wyborach. W poniedziałek i wtorek nowy premier, Péter Magyar, wizytował luksusowe budynki zrewitalizowane w ramach Narodowego Programu Hauszmanna na budapeszteńskim Wzgórzu Zamkowym.
Dzięki prowadzonym przez niego transmisjom na żywo obywatele mogli wirtualnie zwiedzić wnętrza kancelarii premiera. Z kolei nieco później Magyar opublikował w sieci nagrania z gmachu tzw. ministerstwa propagandy Antala Rogána (dawnej siedziby Czerwonego Krzyża) oraz budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (historycznego Banku Królestwa Węgier przy placu Świętej Trójcy).
Nowy szef rządu podkreślił, że w przypadku obu tych inwestycji poprzednia ekipa całkowicie utajniła koszty ich realizacji, wynoszące po około 100 miliardów forintów (1,2 mld zł) za każdy z obiektów.
Jak zapowiada Magyar, to nie koniec tego typu „wycieczek” i ujawniania kulisów funkcjonowania państwa za czasów Fideszu. Z tą jednak różnicą, że kolejne rozliczenia będą się już odbywać w państwie wolnym od permanentnego stanu zagrożenia.


