Dziki, wilki, niedźwiedzie — ścieżki dzikich zwierząt przecinają się z naszymi nie tylko w czasie wakacyjnych wędrówek. Ludzie coraz bardziej się boją. Czy słusznie?
„Dramatyczna sytuacja w Polsce. Wilki podchodzą pod domy, zaatakowały człowieka” — to tytuł jednego z artykułów w ogólnopolskich mediach sprzed kilku miesięcy. Wtedy rzekomo w miejscowości Niewistki na Podkarpaciu doszło do dotkliwego pogryzienia mężczyzny przez wilka. Dwa tygodnie wcześniej wójt gminy wystosował do mieszkańców sugestywny alert z wizerunkiem rozwścieczonego wilka i prośbą, by zgłaszał się każdy, kto zauważy to zwierzę. Na ludzi padł blady strach…
„Wilki atakują!”, „Śmiertelnie niebezpieczny niedźwiedź w Tatrach!” — krzyczą nagłówki w internecie i mediach. W mediach społecznościowych przewijają się zdjęcia i filmy, na których widać wilki rozszarpujące zwierzęta gospodarskie czy szczerzące zęby w pobliżu domów. Większość z nich jest jednak nieprawdziwa. — Z ogromnym niepokojem obserwuję lawinowo rosnącą liczbę generowanych przez sztuczną inteligencję filmów ukazujących najdziwniejsze sytuacje z udziałem dzikich zwierząt; w dużej mierze ich ataki na ludzi, psy i zwierzęta gospodarskie — łosie, niedźwiedzie, ale głównie wilki. Na Facebooku widzę dziesiątki takich rolek — pisze na swoim profilu prof. Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Środowiska w Warszawie, biolog prowadzący badania w Białowieży.
Skalę tego straszenia i dezinformacji, o których od dawna donoszą naukowcy, dostrzegło również Ministerstwo Środowiska i Klimatu, które pod koniec czerwca zorganizowało dla mediów debatę na temat plagi fake newsów dotyczących wilków i niedźwiedzi. W spotkaniu w ministerstwie wzięli udział znani przyrodnicy oraz specjaliści od deep fake’ów w internecie skierowanych przeciwko dzikim zwierzętom. Zgodnie podkreślali: wobec dzikich zwierząt, zwłaszcza tych dużych, organizowana jest w Polsce nagonka, która nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem ludzi.
Grupa wilków w Puszczy Białowieskiej
Foto: fot. Rafał Kowalczyk
Kto próbuje nam wmówić, że wilków, niedźwiedzi czy dzików jest w naszym kraju za dużo i stanowią dla nas śmiertelne zagrożenie?
Wilk mnie pogryzł!
Sprawą pogryzionego przez wilka mężczyzny z Niewistek zainteresowali się naukowcy z Instytutu Badania Ssaków PAN w Białowieży. Na prośbę policji śladom po ugryzieniach przyjrzał się prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Porównał ślady po zranieniach na ręce mężczyzny z wielkością i budową trzewioczaszki wilków i doszedł do wniosku, że to wcale nie był wilk!
— Należy wykluczyć możliwość, że pogryzienia zostały spowodowane przez wilki, ponieważ rozstaw ich zębów jest niemal dwukrotnie większy niż ten widoczny na obrażeniach. Wielkość ran wskazuje na znacznie mniejsze zwierzę niż wilk, najprawdopodobniej niewielkiego psa — mówi prof. Kowalczyk.
Jego ekspertyza została uzupełniona przez badanie genetyczne, które wykonał dr Maciej Szewczyk z Uniwersytetu Gdańskiego. Porównał on DNA pozostawione na ubraniu mężczyzny z DNA wilków oraz psów. Również ta analiza jednoznacznie dowiodła, że sprawcą ataku nie był wilk — DNA pozostawione na odzieży zaatakowanego należało zdecydowanie do psa.
Raporty policyjne z tego zdarzenia pokazują prawdziwego „winnego” tego ataku — był to alkohol. Według policji mężczyzna był pijany, zeznał, że został pogryziony przez osiem wilków i nawet bronił się przed jednym z nich nożem.
— Warto zwrócić uwagę na skalę zjawiska pogryzień ludzi przez wilki i przez psy — w ciągu ostatnich 28 lat mieliśmy tylko dwa przypadki pogryzienia ludzi przez wilki, ale co roku 25 tys. ludzi ulega pogryzieniu przez psy, z czego kilka osób psy zabijają. To w ciągu 28 lat ok. 750 tys. przypadków pogryzień, w tym śmiertelnych, przez psy i zaledwie dwa przypadki dotyczące wilków — mówi prof. Kowalczyk.
Za dużo niedźwiedzi?
Zdecydowanie przesadzone wydają się również opowieści o atakach niedźwiedzi na ludzi i zagrożeniach, jakie wiążą się z ich napotkaniem w lesie. Rzeczywiście, taki tragiczny wypadek wydarzył się w Polsce w kwietniu tego roku, kiedy 58-letnia kobieta w gęstym lesie weszła prosto na ledwo przebudzoną z zimowego snu, głodną i niespokojną samicę z młodymi. Jednak zdecydowana większość takich spotkań przebiega bez problemów.
Pokazuje to chociażby filmik nagrany na jednej z tatrzańskich tras i opublikowany pod koniec lipca na facebookowym profilu Tatry. Widać na nim, jak z zarośli wychodzi niedźwiedzica, a przy jej nogach, pilnując się mamy — trzy młode. Niedźwiedzica przechodzi w poprzek ścieżki niespiesznie, uważnie rozglądając się, czy nie ma żadnego niebezpieczeństwa dla jej młodych ze strony ludzi. Ludzie nie ruszali się z miejsca, tylko wyciągnęli swoje telefony, aby zrobić zdjęcia i nakręcić filmy z tego niecodziennego spotkania.
W internecie pełno jest natomiast informacji, że niedźwiedzi w Polsce jest za dużo i zaczynają stanowić poważne zagrożenie dla ludzi. Pojawiły się nawet fałszywe liczby sugerujące, że na terenie naszego kraju żyje już 390 niedźwiedzi. Jednak z badań prowadzonych przez naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie wynika, że liczba niedźwiedzi jest od lat stała. Wykorzystując informacje genetyczne zawarte w zgromadzonych próbkach sierści i odchodów, zespół badaczy pod kierownictwem prof. Nurii Selvy oszacował, że w polskich Karpatach Wschodnich zamieszkuje od 45 do 115 niedźwiedzi. To zwierzęta wędrowne, które przemierzają ogromne obszary, przechodzą przez granicę, dlatego nie da się podać ich dokładnej liczby.
Skąd więc wysyp informacji o spotkaniach z niedźwiedziami w Polsce? Zdaniem prof. Nurii Selvy odpowiedź jest prosta. — Coraz więcej osób ma smartfony, fotopułapki i kamery monitoringu, dlatego spotkania z niedźwiedziami są dokumentowane i rozpowszechniane częściej niż kiedykolwiek wcześniej — mówiła na spotkaniu w ministerstwie prof. Selva. Większa liczba materiałów w sieci może sprawiać wrażenie, że niedźwiedzi jest znacznie więcej lub że częściej wchodzą w konflikt z ludźmi — choć rzeczywista skala zjawiska się nie zmieniła.
Kto za tym stoi?
W Polsce rzekomo jest za dużo nie tylko niedźwiedzi, ale także wilków. Tak przynajmniej można wyczytać w internecie. Czy rzeczywiście?
— Wilków jest więcej niż pół wieku temu, ale czy za dużo? Moim zdaniem nie jest to oczywiste, a dowodem na to są choćby znaczne zagęszczenia ssaków kopytnych, które generują szkody w rolnictwie — mówi prof. Żmihorski. — Gdyby wilków było za dużo, to przecież wyjadłyby nam sarny czy jelenie, a tak wcale nie jest. Przeciwnie, gdyby wilków było więcej, wtedy mogłyby zredukować populację kopytnych bez konieczności ingerencji człowieka — mówi naukowiec.
Kto więc rozsiewa te informacje o gwałtownym rozmnażaniu się wilków w Polsce i konieczności ich odstrzeliwania? — Nikogo nie złapałem na gorącym uczynku, ale wydaje mi się, że tego typu fake newsy często pochodzą ze środowisk myśliwskich. Nie jest tajemnicą, że myśliwi bardzo chcieliby polować na wilki z różnych powodów — również dlatego, że finansowo mogłoby się to opłacać. Do tego wilki konkurują z nimi o dostęp do zwierząt kopytnych — mówi prof. Żmihorski.
prof. Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Środowiska w Warszawie
Foto: fot. Rafał Kowalczyk
Naukowiec dostrzega w tym pewien atawistyczny antagonizm — myśliwi postrzegają wilki jako szkodniki czy zagrożenie i po prostu ich nie lubią. Tendencja ta była widoczna w jego badaniach dotyczących nielegalnego zabijania wilków. — Bardzo rzadko udaje się odnaleźć sprawców takich czynów, ale gdy już się to powiedzie, bardzo często okazuje się, że są to myśliwi. Środowisko myśliwskie jest więc niestety naturalnym pierwszym podejrzanym w kontekście rozpowszechniania dezinformacji — podkreśla prof. Żmihorski.
Naukowcy uważają też, że część odpowiedzialności ponoszą media. — Podchwytują sensacyjne informacje i przekazują je dalej bez weryfikacji, kierując się przede wszystkim oglądalnością, lajkami i zasięgami — mówi prof. Żmihorski.
A jeśli dzikie zwierzęta przestają trzymać się na uboczu i faktycznie podchodzą nienaturalnie blisko człowieka, to najczęściej my jesteśmy za to odpowiedzialni. To nie zwierzęta wchodzą na nasz teren, ale my zabieramy im ich miejsce do życia. — W ostatnich 20 latach powierzchnia zabudowy w Polsce wzrosła o 14 proc., w niektórych województwach powyżej 25 proc. Coraz bardziej wchodzimy w środowisko zwierząt — mówi prof. Kowalczyk.
Do tego aktywnie wyganiamy je z ich siedzib, jeżdżąc po lasach ryczącymi quadami czy motocyklami terenowymi. A także — w przypadku dzików — polując na nie. — Jedna z hipotez mówi, że bardzo duża presja łowiecka poza miastami może sprawiać, że dziki — jako zwierzęta bardzo inteligentne, szybko uczące się, gdzie jest bezpiecznie — są wpychane do miast, ponieważ poza nimi na ogół nie przeżywają zbyt długo — mówi prof. Żmihorski.
Jak dodaje prof. Kowalczyk, dziki są też masowo nęcone pod myśliwskie ambony, pokarmem często niewystępującym w ich naturalnym środowisku, co dodatkowo może zachęcać je do do poszukiwania jedzenia poza tym środowiskiem.
Wiele problemów wynika też z ludzkiej bezmyślności. To nie tylko wyrzucanie odpadków na górskich szlakach, co zwabia niedźwiedzie, czy puszczanie luzem psów w lesie, co naraża je na atak wilków — bo one przecież tylko bronią swojego terytorium. Coraz częściej w polskich lasach można znaleźć całe sterty mięsa czy kości pozostawionych nie przez myśliwych, ale przez… fotografów polujących na zdjęcia dzikich zwierząt. — W wielu miejscach wilki i niedźwiedzie korzystają z pokarmu wykładanego pod czatowniami fotograficznymi, oswajając się z zapachem i obecnością człowieka. A to potem prowadzi do utraty bojaźni przed człowiekiem, konfliktów i zbliżania się do ludzi — tłumaczy prof. Kowalczyk.
Po pierwsze, nie panikuj
Na szczęście, wilki czy niedźwiedzie wciąż jeszcze boją się człowieka, co pokazuje wiele badań, np. te prowadzone przez zespół dr. hab. Driesa Kuijpera, prof. Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Badanie odbyło się w Borach Tucholskich, gdzie naukowcy zainstalowali swój sprzęt. Przechodzący wilk uruchamiał nagrywanie kamery pułapki wyposażonej w czujnik ruchu. Jednocześnie urządzenie zaczynało emitować dźwięki spokojnie mówiących ludzi. Okazało się, że to właśnie ludzki głos najczęściej był dla wilków sygnałem alarmowym i w 80 proc. przypadków zmuszał je do ucieczki (w przypadku głosów kontrolnych, np. pohukiwania sowy, było to zaledwie 30 proc.).
W mediach pojawiają się doniesienia o wilkach spacerujących nawet w centrach miast. Jednak zdaniem dr. Kuijpera to pojedyncze przypadki. Wraz ze wzrostem populacji wilków pojawia się więcej młodych osobników, które szukają nowego terytorium. — Zwłaszcza te młode, niedoświadczone zwierzęta robią czasem nieco „głupie” rzeczy. Są jak nastolatki, które podejmują większe ryzyko i czasami lądują w niewłaściwych miejscach — tłumaczy dr Kuijper w serwisie Nauka w Polsce. Starsze wilki zazwyczaj unikają człowieka jak ognia.
A co zrobić, jeśli spotkamy w lesie wilka? — Nie panikujmy, nie uciekajmy. Najprawdopodobniej wilk najpierw będzie się nam przyglądał, próbował złapać zapach, żeby zorientować się, z jakim gatunkiem ma do czynienia. Ale gdy tylko rozpozna w nas człowieka, szybko odejdzie, a raczej odbiegnie. My jednak nie powinniśmy podejmować żadnych prób zbliżania się czy kontaktu — mówi prof. Żmihorski.
Najbardziej pewnie wśród ludzi czują się dziki. — W moim odczuciu dziki w miastach rzeczywiście stanowią problem — mówi prof. Żmihorski. — Choć wiele osób zainteresowanych przyrodą postrzega je jako fascynujące i inteligentne zwierzęta, które należy zostawić w spokoju, pozostają do pewnego stopnia niebezpieczne. Gdy dziki spacerują ulicą, którą dzieci idą do szkoły, nasz niepokój jest zasadny — mówi naukowiec. Jak zauważa w serwisie Nauka w Polsce prof. Dagny Krauze-Gryz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, to ludzie często prowokują niepotrzebne kontakty, próbując dziki dokarmiać czy zbliżać się do młodych. Badaczka zaprzecza pojawiającym się w sieci fake newsom, jakoby dziki przechodziły przyspieszoną ewolucję w kierunku „miejskiego typu”. — Mamy do czynienia raczej z adaptacją behawioralną niż trwałymi zmianami morfologicznymi — mówi prof. Krauze-Gryz.
Rzeczywiście, dziki swojej wyjątkowej inteligencji łatwo adaptują się do nowych warunków, próbują wykorzystywać różne źródła pokarmu. — Jeśli kontaktów między ludźmi a dzikami będzie bardzo dużo, najprawdopodobniej dojdzie też do agresywnych, negatywnych interakcji zagrażających zdrowiu i życiu ludzi. Dlatego uważam, że powinniśmy redukować liczbę tych kontaktów, ale musi to się odbywać na podstawie wskazówek naukowych, a nie przez automatyczne zabijanie każdego dzika, jaki się pojawi w pobliżu człowieka — podkreśla prof. Żmihorski.
Naukowcy od lat apelują o utworzenie specjalnej formacji — Państwowej Służby Ochrony Przyrody — która mogłaby profesjonalnie reagować na konflikty na linii człowiek — zwierzę i nie byłaby kojarzona ze zrzeszającym myśliwych Polskim Związkiem Łowieckim. Najwyższy czas, aby taka służba wreszcie powstała.

