W 1966 r. władze PRL uwięzili wędrującą po Polsce kopię słynnego obrazu z Jasnej Góry. „Przesiedziała” w zamknięciu sześć lat, więc wierni gromadzili się pod pustymi ramami.
Józef Tejchma, działacz partyjny, a w latach 70. wicepremier, opowiadał mi ze sporym niesmakiem, jak milicja po polach ganiała święty obraz, i zaliczył tamte wydarzenia do jednego z absurdów rządów Władysława Gomułki.
Fryzury należyte
3 maja 1957 r. prymas Stefan Wyszyński ogłosił Wielką Nowennę, przygotowującą do milenium chrztu Polski, przypadającego na rok 1966. Każdą parafię miała odwiedzić kopia słynnego jasnogórskiego obrazu Matki Boskiej. Wierni żyli tymi odwiedzinami, na powitanie i pożegnanie rozwieszano girlandy, zapalano lampiony i świece. Przy drogach gromadziły się tłumy. Początkowo obraz jeździł widoczny na platformach. Z czasem jednak, aby nie drażnić władz, księża ukrywali go pod przykryciem.
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa za każdym razem skrzętnie opisywali szczegóły kościelnych uroczystości. Do Kamienicy obraz wjeżdżał w asyście 56-konnej banderii, 80 motocyklistów, 215 rowerzystów i 34 furmanek. W Tuchowie w uroczystościach uczestniczyło 3500 osób, 6 biskupów i 70 księży. Przybyło też 65 jeźdźców konnych w strojach krakowskich i góralskich. W Nowym Sączu grał młodzieżowy zespół bigbitowy. W Ryglicach 25-osobowa orkiestra.
Parafie otrzymywały wewnętrzne, kościelne zalecania dotyczące organizacji uroczystości:
„Uważać, żeby w samochodzie nie było dużo osób, bo MO pilnuje i nakłada mandat. Na przyjazd delegacji biją dzwony, ale niezbyt długo, żeby nie przeszkadzać”.
Przedstawicielom parafii zalecano, aby byli „należycie wszyscy ubrani (nie w skafander, nie mini suknie, fryzury nie dziwaczne)”.
Ostrzegano:
„Nie wycinać drzewek na przyozdobienie trasy, bo po tym są kary i przykry posmak po Nawiedzeniu”.
Rzeczywiście. W Łazanach pod Krakowem władze odkryły, że do dekoracji drogi i kościoła wycięto 1500 drzewek świerkowych. Na gorącym uczynku złapano miejscowego wiernego Józefa Mistarza. Stanął przed kolegium do spraw wykroczeń
Zalecano: „Przyozdobić domy parafian — w oknach dywany, makaty, obrazy, światło raczej elektryczne, a nie świeczki, bo wszyscy pójdą do kościoła i może dom się zapalić”.
Z prądem były problemy. W Dąbrowie Tarnowskiej stwierdzono kilkanaście nielegalnych podłączeń do sieci elektrycznej, służących do oświetlenie przydrożnych krzyży i figur. Milicja wystawiła mandaty. Później więc we wskazówkach znalazło się polecenie: „Ostrożnie z elektryką, zwarcia »kopnięcia« na śmierć”.
Wyrastały łuki i bramy powitalne, które władza kwalifikowała jako samowole budowlane. W dokumentach SB odnotowano, że na powitanie obrazu Matki Boskiej w jednej z podkrakowskich parafii odświętnie przyozdobiono nawet dom sekretarza partii.
Obraz incognito
Czarna Madonna — jak nazywano jasnogórski wizerunek — od wieków rezyduje w Kaplicy Cudownego Obrazu. Do paulińskiego klasztoru w Częstochowie trafiła w 1384 r. Legenda głosi, że namalował go Święty Łukasz Ewangelista. I to na deskach ze stołu w jerozolimskim domu Maryi.
Prawdopodobnie stworzył go jakiś zapomniany włoski malarz w XIV w. Albo w wieku VII, albo w XI, albo i XIII. Wszelkie próby datowania są równie wątpliwe jak uzdrowienia, do których obraz rzekomo wielokrotnie się przyczynił.
Dwie blizny na prawym policzku Matki Boskiej to efekt cięć od miecza podczas napadu husytów w 1430 r., który to akt bandytyzmu odnotował kronikarz Jan Długosz. Ponoć był to napad nie na tle religijnym, ale zwyczajnie rabunkowym.
Potem (w 1655 r.) obraz — jak wierzymy — obronił Częstochowę przed szwedzkim potopem, a jeszcze później — to już wiemy — przeżył niemiecką okupację ukryty pod stołem w klasztornej bibliotece.
Z wdzięczności za ratunek przed Szwedami król Jan Kazimierz ustanowił Matkę Boską królową Polski. Stąd korony dodane do tego bez wątpienia jednego z najważniejszych obrazów w historii Polski.
Oczywiście nie zamierzano obwozić po Polsce oryginału. W marcu 1957 r. na Jasną Górę przyjechał Leonard Torwirt, docent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, malarz, konserwator. Ponoć bał się przyjąć zlecenie.
— Panie dziekanie, niech pan się nie obawia, ma pan silne zaplecze modlitwy — przekonano go. Torwirt kopiował nocami, bo obrazu nie można było zdjąć z ołtarza w dzień przy ludziach. Malował na desce lipowej, stosując dawne techniki, temperą z 16 warstwami laserunków olejnych.
W 1957 r. Wyszyński wyruszył do Rzymu po kapelusz kardynalski, który należał mu się od papieża od kilku lat, ale komuniści nie wyrazili wcześniej zgody na wyjazd. Zabrał gotową kopię obrazu.
Dokument kościelny, który potem przygotowano dla parafii, stanowił:
„Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest mocno złączony z ramą i podstawą stanowiącą mały feretron z uchwytami. Nie można oddzielić obrazu od jego ramy i podstawy. Obraz razem z ramą i podstawą waży 80 kg, wysokość całości wynosi 150 cm, szerokość 104 cm, a głębokość 44 cm.
Tron dla obrazu przygotowujemy nad głównym ołtarzem kościoła i na ołtarzu polowym. Ze względu na wagę obrazu tron musi być bardzo solidny”.
3 maja 1966 r. Procesja z obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze w czasie obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Na pierwszym planie ówczesny metropolita krakowski arcybiskup Karol Wojtyła
Foto: Afa Pixx/Mirosław Stankiewicz / PAP
W bardzo skąpych kąpielowych
Komuniści się spóźnili. Konkurencyjne obchody tysiąclecia państwa polskiego proklamowano uchwałą sejmową w 1958 r. Gdy władze dostrzegły, że przegrywają bitwę o polskie dusze, przeciwko Matce Boskiej rozpętano potajemną akcję. W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachowały się tysiące stron akt związanych z wędrówką obrazu. Esbecy rozrysowywali nawet plany sytuacyjne kościołów i ich otoczenia. Zaznaczali, gdzie podczas uroczystości postawią radiowóz, a gdzie ukryje się agent nagrywający minifonem.
W kolejnych województwach przygotowywano się do odwracania uwagi od kościelnych wydarzeń. Na przykład: „Ramowy plan przeciwdziałania kościelnym imprezom w Częstochowie w 1966 roku”, „Plan przeciwdziałania kościelnej imprezie w Dąbrowie Górniczej w dniu 19 maja 1968 roku”, „Plan przeciwdziałania imprezie religijnej w Zagłębiu w dniu 20-21 maja 1967 r.”, „Notatka w sprawie kampanii Tysiąclecia i środków przeciwdziałania akcji Episkopatu”. Tę ostatnią opracowały w marcu 1966 r. wydziały administracyjny oraz propagandy i agitacji Komitetu Centralnego PZPR.
W ramach konkurencji z uroczystościami religijnymi na Stadionie Śląskim planowano mecz Polska — Belgia, w Sosnowcu na sztucznym lodowisku — koncert amatorskich zespołów jazzowych, a parku sieleckim w Sosnowcu — orkiestr dętych. Ulicami Zagłębia i Katowic przejeżdżał wyścig kolarski. W Częstochowie puszczano atrakcyjne filmy w kinach.
Szykowano wyjątkowy program radiowy i telewizyjny W dni powszednie — wieczorami. W niedziele — na okrągło. „Specjalnie w czasie trwania głównych punktów programu kościelnych uroczystości”, czyli w godzinach 11-13 oraz 18-21 — zanotowano w tajnym dokumencie. Ale konkurencyjne imprezy plenerowe należy organizować tylko w dni wolne, żeby ludzi nie odciągać od pracy.
Udziału w uroczystościach parafialnych zabroniono dzieciom — szczególnie z okolic Częstochowy — wypoczywającym na letnich koloniach. Dodatkowo kuratoriom polecono zorganizowanie odwiedzin rodziców w dni kościelnych wydarzeń.
Pod Krościenkiem esbecy z nieukrywaną satysfakcją zanotowali: „Część młodzieży przebywającej na koloniach przyglądała się uroczystościom w bardzo skąpych strojach kąpielowych, co wywoływało oburzenie zwłaszcza u dewotek”.
W Gnieźnie władzy nie pomogło, że sprzedawano bardzo tanie bilety na film „Faraon”, a do miasta sprowadzono cyrk. Na Wzgórzu Lecha 14 kwietnia 1966 r. zgromadziło się 30 tys. wiernych, a ludzie przerwali milicyjny kordon. W Poznaniu całymi kilometrami ciągnął się szpaler oczekujących ludzi. Ponoć obraz witano kwiatami, które wcześniej rozdano na powitanie marszałka Mariana Spychalskiego.
W kwietniu 1967 r. w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie miał wystąpić zespół Niebiesko-Czarni, ale jeszcze większym hitem zamierzano uczynić przyjazd aktorów serialu „Czterej pancerni i pies”. Planowano przejazd czołgu z aktorami ulicami Sosnowca, wielotysięczne spotkania na błoniach, pokazy osiągnięć uczestników Klubu Pancernych, zdjęcia z aktorami, rozdawanie autografów itp. „Impreza ta winna trwać do późnych godzin popołudnia. Zabezpieczyć zaopatrzenie w żywność i napoje”.
Nie przebaczymy i nie zapomnimy
Władze nie tylko odwracały uwagę, ale też utrudniały życie parafianom. W Sandomierzu taksówkarzom zakazano wożenia pielgrzymów z dworca kolejowego do miasta. Mimo wolnych miejsc ludzi zmierzających na uroczystości nie wpuszczano do autobusów.
Wzmożono dyscyplinę pracy. Polecono analizę planów urlopów w celu „pozostawienia w zakładzie pracy aktywu partyjnego społecznego mającego organizować przeciwdziałanie kościelnym imprezom”.
Wydziały kadr zobowiązano do skrupulatnego sprawdzania zwolnień lekarskich. Zapowiedziano: „W stosunku do pracowników, którzy bez uzasadnionego powodu opuszczą pracę w dniach trwania imprez religijnych, kierownictwa zakładów, oraz organizacje związkowe wyciągną ostre konsekwencje”.
Kuratorium Okręgu Śląskiego nakazano opracowanie planu zabezpieczenia frekwencji uczniów: „W całym województwie program zajęć szkolnych i pozaszkolnych winien być opracowany w tych dniach tak, by utrzymać młodzież i dzieci jak najdłużej w szkole”.
Proboszczów dyscyplinował przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach Jerzy Ziętek. W czerwcu 1967 r. biskup częstochowski napisał do niego protest, dotyczący traktowania wiernych. Wspomniał o pijanych bojówkach, które kilka dni blokowały dojścia do Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. O biciu osób, które próbowały się przedostać. O wrzaskach przeszkadzających w modlitwie. O groźbach usunięcia z pracy i ze szkoły w odwecie za uczestnictwo w nabożeństwach.
22 maja 1966 r. Msza w Piekarach Śląskich z udziałem prymasa Stefana Wyszyńskiego. Na ołtarzu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej
Foto: Andrzej Kossobudzki Orłowski / PAP
Po słynnym liście biskupów polskich do niemieckich „Przebaczmy i prosimy o przebaczenie” aktyw partyjny wymachiwał transparentami „Nie przebaczymy” oraz „Nie zapomnimy” (w Gdańsku do ostatniego hasła ktoś dopisał „Katynia”).
24 czerwca pod Kościół Świętej Anny w Warszawie przywieziono trzy ciężarówki bojówkarzy, wykrzykujących do prymasa „Baranie, ty baranie!” oraz „Biskupi do polityki!”.
Komunistyczne władze odmówiły zgody na przyjazd do Polski papieża. 3 maja 1966 r., podczas kulminacji obchodów milenium chrztu Polski, na jasnogórskim fotelu zasiadł więc tylko portret Pawła VI.
Przemoc i siła
Obraz nawiedził dziesięć diecezji, gdy w 1966 r. władze uznały, że wizerunek służy do nadużywania uczuć i swobód religijnych do celów politycznych. Zaczęło się polowanie na Matkę Boską.
6 maja milicja zatrzymała samochód-kaplicę pod Olkuszem na drodze z Jasnej Góry do Krakowa. Wierni na próżno czekali kilka godzin na ulicach w ulewie.
18 maja milicja zablokowała auto pod Bytomiem, gdy obraz zmierzał do Piekar Śląskich. 5 i 6 czerwca ktoś spuścił powietrze z kół samochodu-kaplicy w Lublinie. Młodzież przeniosła więc obraz na ramionach z katedry do Kościoła Akademickiego KUL. Powitanie przekształciło się w procesję, co rozsierdziło władze. Podczas wyjazdu z miasta auto zatrzymano, a obraz przykryto brezentową płachtą i podróż do Częstochowy odbyła się pod eskortą.
12 czerwca na drodze z Nidzicy do Olsztyna milicja siłą odebrała kluczyki od samochodu z obrazem. Auto odholowano do Fromborka.
20 czerwca pod Liksjanami (okolicie Fromborka) z Żuka wyrwano stacyjkę. Obrazowi towarzyszyli prymas Wyszyński i biskup Choromański.
Matkę Boską odtransportowano do Katedry Świętego Jana w Warszawie. Księża umieścili obraz twarzą do zakratowanego okna, pod którym gromadzili się wierni. Po dwóch dniach przeniesiono go do głównego ołtarza. Tam wizerunek pozostał kilka miesięcy, do początku września.
Prymas Stefan Wyszyński napisał do premiera Józefa Cyrankiewicza:
„Przemoc i siła jest niepopularna w Narodzie naszym. Trudno więc zrozumieć, jak można w kulturalnym kraju w XX wieku, który obchodzi Tysiąclecie swej chrześcijańskiej kultury, urządzać »polowania« na Obraz będący w czci religijnej całego Narodu”.
Milicyjne pościgi zaskoczyły samego Leonida Breżniewa. Władysław Gomułka tłumaczył mu, że władze reagują na kościelną samowolę. Ludzie niby przyjmują obraz, dekorują wsie, a przy okazji snują polityczną propagandę.
Kościół postanowił kontynuować peregrynację. 2 września obraz wyruszył z Warszawy do Katowic i doszło do ostatecznego aresztowania.
Samochód zatrzymano — w zależności od relacji — albo w Dąbrowie Górniczej, albo w lesie pod Będzinem. Biskup sufragan katowicki Józef Kurpas prosił o podanie przyczyn.
„Na wszystkie indagacje jedna wciąż pada odpowiedź: mamy rozkaz, dalej nie pojedziecie, nie róbcie tego na naszym terenie, zawracajcie. Gdy w końcu nadjechał major w towarzystwie cywila i po dwukrotnej naradzie kazał umundurowanym zasiąść za kierownicą, raz jeszcze zaprotestowałem: 1) przeciw znieważeniu Obrazu (który przewożony prywatnie i bez kaplicy, ale legalnie!), 2) przeciw nieprawnemu zatrzymaniu na drodze, 3) przeciw gwałtownemu uprowadzeniu kilku obywateli. Wobec groźby użycia przemocy ustąpiłem. Gdyśmy ruszyli w konwoju pięciu wozów milicyjnych, minęły nas 4 szturmówki pełne MO na sygnałach świetlnych. Sygnały zostały od razu wygaszone” — opisywał wydarzenia.
Przejeżdżając przez Będzin, jeden z księży wykorzystał moment zatrzymania konwoju na skutek korka drogowego i wysiadł z Nysy. Od razu wyskoczył major i krzykiem na całą ulicę, pod groźbą kary kazał mu wsiąść do wozu z powrotem.
Na Jasnej Górze przed klasztorem wozy MO zatrzymały się i kazano nam wjeżdżać na dziedziniec. Wtedy ks. referent Szuła i ks. prałat Wrzoł wysiedli z Nysy, odmówili wjazdu, twierdząc, że — jesteśmy na miejscu, drogę dalszą znamy i nie ma potrzeby, aby nas dalej pchano!
Po krótkiej, ale ostrej wymianie zdań, przy czym dwukrotnie grożono ks. Szule użyciem gumy [milicyjnej pałki — red.] i wyrażano się do niego per »ty« (na co »cywil« odezwał się »Majorze, spokojnie!«) gwałtem oderwano stacyjkę, do Nysy wsiadł kapitan, krótkim spięciem uruchomił silnik i wjechał na dziedziniec klasztorny”.
Matkę Boską uwięziono, choć w specyficzny sposób. Była pod opieką zakonników, ale bez prawa wyjazdu poza mury. Esbecy zagrozili likwidacją czterech paulińskich domów zakonnych, jeśli obraz wyruszy znów w Polskę.
Wokół klasztoru rozstawiono posterunki rewidujące każdy wyjeżdżający samochód.
Po 20 czerwca 1966 r. Wierni zgromadzeni przed kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej wystawioną w Warszawie
Foto: NN, zbiory Ośrodka KARTA, przekazał Marcin Jabłoński / Ośrodek Karta
Puste ramy
Ale tylko wzmocniło to Kościół. Prymas Wyszyński zdecydował, że od tej pory wierni będą się modlić do pustych ram, które stały się symbolem zniewolenia religii. Zawsze miały im towarzyszyć Ewangeliarz i płonąca świeca. Ramy umieszczano na tronie, podobnie jak wcześniej obraz.
Zakazano noszenia ram w procesjach i nawet ich nie przewożono między parafiami. Na miejscu przygotowywano nowe. Niektórzy mówili jednak, że to bałwochwalstwo modlić się do ram. Arcybiskup Karol Wojtyła 3 marca 1968 r. w Parafii Świętego Józefa w Krakowie-Grzegórzkach mówił: „Mimo tego, że ramy obrazu są puste, to wszyscy duchowo odczuwamy obecność Matki Bożej z Częstochowy, mimo iż myślano, że wiara nasza w związku z tym osłabnie”.
W Nowej Hucie-Bieńczycach puste ramy wypełniono cierniową koroną na tle biało-czerwonej flagi. W Krakowie-Pychowicach — więzienną kratą. W Parafii Świętej Katarzyny w Krakowie obok ramy postawiono napis „A jednak jesteś z nami”.
Biskup Jerzy Ablewicz przekonywał: „Matka Boska przyjechała w celu nawiedzenia, a nie w celu polityki. Bolą nas te psute ramy. Te puste ramy są ogromnym nieporozumieniem społecznym”.
Uwolnienie
Kiedy Władysław Gomułka stracił władzę i na czele PRL stanął Edward Gierek, z Jasnej Góry odwołano posterunki milicji. Obraz jednak wciąż pozostawał w nieformalnym areszcie, aż w 1972 r. ksiądz Józef Wójcik, wikariusz parafii w Radomiu, postanowił go oswobodzić. Za pomocą mydła dorobił klucz do drzwi kaplicy, gdzie zamknięto wizerunek.
Za pierwszym razem — 12 czerwca — nie udało się, bo mydło pękło. Ale dzień później powiodło się.
Obraz wywieziono do Radomia i kilka dni przetrzymywano w ukryciu. Wierni, którzy przyszli na uroczystości nawiedzenia 18 czerwca, spodziewali się zobaczyć puste ramy. Pojawienie się obrazu wywołało więc euforię.
SB chciała ustalić, jak obraz wydostał się na wolność, ale Edward Gierek nie chciał ponownie ośmieszać władzy. Obraz kontynuował peregrynację do 12 października 1980 r. W sumie 23 lata.
A w maju 1985 r. Matka Boska znowu ruszyła w Polskę. Od tamtej pory wciąż jest w drodze.

