„Sojusznicy znacznie lepsi od NATO” – tak w wywiadzie dla CNBS prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump określił państwa Bliskiego Wschodu, które stoją po stronie USA w wojnie z Iranem.
Rzecz w tym, że ci sojusznicy mocno obrywają w związku z „Epicką furią”, jak Stany określają operację w regionie.
Do tego stopnia, że dyskutuje się o pomocy finansowej – bogatym skądinąd – Zjednoczonym Emiratom Arabskim (ZEA).
Dziennik „Wall Street Journal” donosił, że prezes banku centralnego ZEA miał podczas spotkania z sekretarzem skarbu USA Scottem Bessentem i przedstawicielami tamtejszej Rezerwy Federalnej podnosić kwestię tzw. linii swapowej walut na wypadek, gdyby wojna pogrążyła Emiraty w jeszcze większym kryzysie.
Ambasador Zjednoczonych Emiratów Arabskich w USA zapewnia, że „jakiekolwiek sugestie, iż ZEA potrzebują zewnętrznego wsparcia finansowego, są błędną interpretacją faktów”. Donaldowi Trumpowi z kolei „trudno mu uwierzyć”, że kraj ten mógłby mieć problemy. Jednak perturbacje w związku z wojną coraz trudniej ukryć.
Jak podaje turecka agencja prasowa Anadolu, państwa Ligi Arabskiej żądają od Teheranu wypłaty odszkodowań za ataki i zamknięcie cieśniny Ormuz. W nadzwyczajnym spotkaniu wzięli udział ministrowie spraw zagranicznych państw arabskich. W rezolucji stwierdzono, że Iran ponosi „pełną międzynarodową odpowiedzialność” za ataki na Jordanię, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Arabię Saudyjską, Oman, Katar, Kuwejt i Irak i zgodnie z prawem międzynarodowym jest zobowiązany do zapewnienia „pełnego odszkodowania” za wszystkie poniesione straty i szkody.
– Arabskie państwa Zatoki Perskiej od lat przygotowywały się na scenariusze wojenno-konfliktowe z Iranem. Obawa, że dojdzie do wojny, była obecna od dawna. Jednakże skala i intensywność ataków Iranu okazała się być poza jakimkolwiek scenariuszem – mówi w rozmowie z Interią dr Jakub Sławek, arabista, dyplomata i były ambasador RP w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Same Zjednoczone Emiraty Arabskie, jak wynika z komunikatu tamtejszych sił obrony powietrznej, do 8 kwietnia przechwyciły 537 pocisków balistycznych, 2256 ataków dronów i 26 pocisków manewrujących wystrzelonych z Iranu. W wyniku ataków na ZEA zginęło 13 osób, w tym 10 cywilów.
Tymczasem irańska Gwardia Rewolucyjna zagroziła zablokowaniem produkcji ropy naftowej na Bliskim Wschodzie, jeśli Iran padnie ofiarą ataków z terytorium sąsiadujących z nią państw Zatoki Perskiej.
– Południowi sąsiedzi powinni wiedzieć, że jeśli ich położenie geograficzne i infrastruktura zostaną wykorzystane w służbie wroga do ataku na naród irański, powinni pożegnać się z produkcją ropy naftowej na Bliskim Wschodzie – powiedział we wtorek jeden z dowódców Gwardii Madżid Musawi, cytowany przez AFP.
A ropa, nie bez kozery nazywana „czarnym złotem”, ma gigantyczne znaczenie w regionie. W światowej czołówce, jeśli chodzi o zasoby i produkcję ropy naftowej, jest Arabia Saudyjska. Według serwisu z danymi statystycznymi wordometer.info kraj ten posiada 267 230 000 000 baryłek potwierdzonych zasobów ropy (stan na 2025 r.) i zajmuje pod tym względem drugie miejsce na świecie. Jest też jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie.
Arabista: Oto największy poszkodowany
Dr Jakub Sławek zwraca uwagę także na inne, szersze konsekwencje.
– Koszty wojny, na razie zawieszonej po 40 dniach, idą w miliardy dolarów dziennie. To są finanse, ale mamy też inne koszty tego konfliktu: gospodarcze, energetyczne, logistyczne – wylicza. Pytany, który kraj z państw Zatoki Arabskiej najmocniej został dotknięty w związku z wojną, mówi:
– Z pewnością są to Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dlaczego? Otóż powód jest prosty – to Emiraty zdołały na przestrzeni ostatnich 30 lat zbudować najnowocześniejszą, najbardziej zglobalizowaną i otwarta gospodarkę w regionie. Zaatakowanie Emiratów to atak na całą społeczność międzynarodową, na pewien model życie i funkcjonowania zglobalizowanego społeczeństwa – komentuje.
Zwraca też uwagę na „efekt medialny” ataku na ZEA. – Jest natychmiastowy, ponieważ każdy kojarzy markę kraju, jego globalne firmy, lifestyle oraz ikoniczną architekturę – wylicza.
ZEA wydają się doskonale rozumieć potęgę wspomnianego przez naszego rozmówcę „efektu medialnego”. Świadczyć o tym może relacja dziennikarza Interii i Polsat News Tomasza Lejmana, który opisywał na naszych łamach, na jakie trudności natrafiał, gdy chciał pokazywać skutki wojny w Dubaju.
Zjednoczone Emiraty to niejedyny kraj – co podkreśla też dr Jakub Sławek – który odczuł poważne następstwa ataków Iranu.
– Zwłaszcza w obszarze energetyki i logistyki – wskazuje arabista. – Iran, atakując infrastrukturę gazową czy portową w Katarze, Omanie, Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej dąży do maksymalnego utrudnienia funkcjonowania porządku międzynarodowego w znacznej mierze opartego na łańcuchach dostaw energii – mówi.
Chłodny pokój zniszczony. Teraz zawieszenie broni to za mało
Niedługo przed końcem dwutygodniowego zawieszenia broni prezydent USA Donald Trump przedłużył rozejm z Iranem do zakończenia negocjacji. Choć nie jest jasne, czy będą one kontynuowane.
Jakie oczekiwania wobec rozmów pokojowych mają państwa Zatoki Perskiej?
– Arabskie kraje zatoki od 2019 roku próbowały i w znacznej mierze wypracowały pewien chłodny pokój i przewidywalność w relacjach z Iranem. Po 28 lutego 2026 roku to zostało całkowicie zburzone. Teraz już nie może być mowy o najmniejszym zaufaniu arabskich państw Zatoki względem Teheranu. Dlatego Zatoka będzie oczekiwać już nie zawieszenia broni, ale rozwiązania dla całego regionu – podkreśla dr Sławek.
Jak wskazuje, tym krajom najbardziej zależy na rozwiązaniu dwóch problemów.
– Chodzi o irański program rakietowy. Jak dalece jest niebezpieczny, pokazały wydarzenia po 28 lutego. Druga kwestia to tzw. proxies, czyli niepaństwowi aktorzy jak Hezbollah, Hamas czy Huti, których celem, mam wrażenie, jest wyłącznie niweczenie wysiłków rozwoju regionu. To oczywiście skrót myślowy, ale to są organizacje destrukcyjne – mówi arabista.
Jego zdaniem państwa Zatoki Perskiej zdołały zbudować „bardzo solidny i atrakcyjny model rozwoju”. – Ta wojna pewnie nie zdoła go całkowicie zniszczyć, ale może go spowolnić – ocenia.
Były dyplomata wskazuje szansę dla Polski
Czy jednak kosztowne skutki „Epickiej furii” dla państw regionu nie zaczynają przerastać potencjalnych korzyści? Doktora Jakuba Sławka pytamy, jak wygląda poparcie dla działań USA i Izraela w Iranie wśród krajów Zatoki.
– USA są państwem, którego relacje z Zatoką są historyczne i strategiczne. Wojskowość, bezpieczeństwo, inwestycje i nowoczesne technologie to nadal filary tej współpracy. Uważam, że ostatnie wydarzenia nie zmienią radykalnie roli i pozycji Stanów Zjednoczonych, natomiast przyspieszyć może proces jeszcze większej dywersyfikacji partnerów, co jest dla Polski i polskiej gospodarki dobrą informacją – mówi.
– Co do Izraela to kwestia jest bardziej złożona. Wydaje się że oddaliła się perspektywa normalizacji relacji z Arabią Saudyjską, natomiast Porozumienia Abrahamowe (seria umów o normalizacji stosunków dyplomatycznych między Izraelem a kilkoma państwami arabskimi – red.) nadal pozostają w mocy – ocenia dr Sławek.
Justyna Kaczmarczyk
(justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl)


