-
Rozmowy pokojowe między Ukrainą i Rosją odbywają się w Abu Zabi, ale stanowiska stron w kwestiach terytorialnych i gwarancji bezpieczeństwa są skrajnie różne.
-
Rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną ukraińskich miast tuż przed negocjacjami pogłębiły napięcia między stronami.
-
Powodem przystąpienia Rosji do rozmów są obawy przed gospodarczymi sankcjami ze strony administracji Donalda Trumpa oraz zmiany w relacjach transatlantyckich.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Atmosfera przed rozpoczęciem drugiej w tym roku rundy trójstronnych rozmów pokojowych daleka jest nie tyle od idealnej, co choćby od dobrej. Bezpośrednim powodem jest wznowienie przez rosyjskie wojska ataków na infrastrukturę energetyczną ukraińskich miast.
Po krótkiej weekendowej pauzie Rosjanie, tuż przed rozpoczęciem negocjacji, przypuścili frontalny atak – na ukraińskie miasta uderzyli 450 dronami i 71 pociskami (w tym balistycznymi). Ucierpiał nie tylko Kijów, ale również m.in. Dniepr, Charków, Sumy i Odessa.
To największy tej zimy rosyjski atak na ukraińskie miasta, nieprzypadkowo zbiegający się w czasie z najostrzejszym uderzeniem zimy. W Ukrainie temperatura miejscami spada nawet do -25 st. C., a wskutek rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną ogrzewania pozbawione są dziesiątki tysięcy ludzi w całym kraju.
– Każdy tego rodzaju rosyjski atak potwierdza, że nastawienie Moskwy nie uległo zmianie – nadal stawiają na wojnę i zniszczenie Ukrainy, a dyplomacji nie traktują poważnie – ocenił ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski. Jak dodał, „działania ukraińskiej ekipy negocjacyjnej zostaną w tej sytuacji stosownie zmodyfikowane”.
Główne punkty sporne: terytorium i gwarancje bezpieczeństwa
Pierwsza tura rozmów między Ukrainą i Rosją, przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych, odbyła się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 23 i 24 stycznia. Delegacje z Kijowa i Moskwy rozmawiały o zaproponowanym pod koniec 2025 roku przez Amerykanów planie pokojowym, którego wersja była już kilkukrotnie modyfikowana przez zespoły robocze.
Przełomu jednak nie było. Uczestnicy rozmów już po ich zakończeniu zaklinali rzeczywistość dyplomatycznymi hasłami o „dobrej” i „konstruktywnej” atmosferze. Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow nazywał rozmowy „bardzo złożonymi”. – W niektórych kwestiach z pewnością się zbliżyliśmy, ponieważ odbyły się stosowne dyskusje, rozmowy, które ułatwiają znalezienie płaszczyzny porozumienia. Jednak są też sprawy, gdzie znalezienie tej płaszczyzny jest trudniejsze – relacjonował.
Przed rozpoczęciem drugiej tury negocjacji w Abu Zabi dyplomaci obu stron w nieoficjalnych rozmowach z mediami żartowali, że termin „konstruktywny” stał się synonimem słowa „impas”. Impas nie bierze się jednak znikąd. Różnice stanowisk między stronami ukraińską i rosyjską wciąż są bardzo poważne i ani Kijów, ani Moskwa nie kwapią się od ustąpienia ze swoich pozycji.
Kluczowym punktem spornym pozostają kwestie terytorialne. Rosja domaga się oddania przez Ukrainę całego Donbasu, a więc obwodów donieckiego i ługańskiego. Żąda również międzynarodowego uznania aneksji Krymu dokonanej w 2014 roku.
Ukraina nie zamierza się na to zgodzić z kilku powodów. Po pierwsze, Rosja nie kontroluje całego terytorium Donbasu. Po 12 latach walk wciąż nie udało jej się zdobyć najmocniej ufortyfikowanych pozycji, na których opiera się obecna linia frontu w tym regionie. Kijów postuluje zamrożenie konfliktu właśnie na obecnej linii frontu. Żądania przekazania całego Donbasu zbywa argumentem, że jest to wbrew ukraińskiej konstytucji i władze nie mogą podjąć takiej decyzji.
Głównym celem Kremla jest wypchnięcie Amerykanów z Europy albo przynajmniej doprowadzenie do sytuacji, w której ich obecność byłaby teoretycznie niepotrzebna. W tym celu Putin byłby gotów nawet zakończyć wojnę w Ukrainie. Jeśli Władimir Putin będzie mieć możliwość zawarcia korzystnego porozumienia w sprawie Ukrainy, zrobi to
Poza tym, Ukraińcy jakiekolwiek koncesje terytorialne uzależniają w pełni od jednoznacznych i bardzo mocnych gwarancji bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych i europejskich sojuszników z tzw. koalicji chętnych. Powód jest oczywisty: Kijów ma świadomość imperialnych dążeń Kremla i wie, że jeśli koncesje terytorialne nie zostaną obwarowane silnymi gwarancjami ze strony państw zachodnich, Rosja bardzo szybko wróci po więcej. Z kolei dla Kremla jakakolwiek obecność wojskowa państw NATO na terytorium Ukrainy jest całkowicie nieakceptowalna.
Wojna w Ukrainie. „Młot na Rosję” przestraszył Putina?
Z nieoficjalnych wypowiedzi przedstawicieli ukraińskiej i rosyjskiej administracji wynika, że aktualnie obie strony odgrywają swego rodzaju rytualne, dyplomatyczne przedstawienie, którego odbiorcą jest Donald Trump i jego administracja.
Ukraińcy doskonale wiedzą, że w kwestiach militarnych, logistycznych i wywiadowczych pozostają na łasce i niełasce Białego Domu. Dlatego wciąż zapewniają o chęci zawarcia pokoju, gotowości do rozmów, a nawet spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Władimirem Putinem. Jednocześnie zakulisowo podejmują wysiłki, których celem jest zapewnienie jak najmocniejszych gwarancji bezpieczeństwa ze strony zachodnich partnerów już po zawarciu porozumienia z Rosją.
Tym razem również Rosjanie przyłączyli się do dyplomatycznego przedstawienia, które ma zaczarować Trumpa. Powód jest prozaiczny: strach. A ten wywołany jest zielonym światłem, które amerykański prezydent dał Kongresowi, jeśli chodzi o uchwalenie ponadpartyjnej ustawy, nakładającej 500-procentowe cła oraz tzw. sankcje drugiego rzędu wobec każdego kraju, który kupuje rosyjskie surowce energetyczne.
Jest też jeszcze jedna kwestia, która pcha Rosjan w stronę negocjacyjnego stołu. A być może nawet do zawarcia porozumienia, jeśli tylko uda się uzyskać odpowiednio korzystne warunki, które na krajowym podwórku można by sprzedać jako zwycięstwo nad Ukrainą. Chodzi o coraz wyraźniejszy i szybszy rozpad relacji transatlantyckich i europejskie przyspieszenie w dofinansowaniu zakupów wojskowych i przemysłu obronnego. To bezpośredni efekt wielkiej awantury o aneksję Grenlandii, która co prawda skończyła się porażką Stanów Zjednoczonych, ale która bardzo poważnie podkopała więzi łączące obie strony Atlantyku w NATO.

– W tym celu Putin byłby gotów nawet zakończyć wojnę w Ukrainie. Jeśli Władimir Putin będzie mieć możliwość zawarcia korzystnego porozumienia w sprawie Ukrainy, zrobi to – przekonywał ekspert od bezpieczeństwa międzynarodowego. I dodał: – Uspokojenie sytuacji na kontynencie, które utwierdziłoby Amerykanów w decyzji o redukcji zaangażowania w Europie, to dla Rosji bardzo korzystny scenariusz w perspektywie średniookresowej.
– Czasy wypłacania sobie obfitej dywidendy pokoju – liczenia na amerykańską ochronę militarną i tanią energię z Rosji – już się skończyły. UE stoi przed wyborem: odbudować swoją potęgę albo pogodzić się z kolonialnym statusem wobec Chin i Stanów Zjednoczonych – konkludował współdyrektor Brussels Economic Security Forum.













