-
USA rozważają rozpoczęcie operacji lodowej, aby zająć wyspę Chark, która jest kluczowym punktem eksportu ropy naftowej dla Iranu – donoszą media.
-
W ostatnich dniach podano, że USA wysyłają kolejne siły na Bliski Wschód.
-
Iran ostrzegł, że każda próba ataku spotka się z odwetem, w tym z możliwym zaminowaniem Zatoki Perskiej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
O nowych ruchach USA donosi „The Jerusalem Post”, powołując się na dwa źródła zaznajomione ze sprawą.
Jak czytamy, w ostatnich dniach wysocy rangą urzędnicy Stanów Zjednoczonych mieli przekazać swoim odpowiednikom w Izraelu i w innych krajach, że „zdaje się, iż USA nie mają innego wyjścia, jak tylko rozpocząć operację lodową, by zająć irańską wyspę Chark”.
Media: USA rozważają atak lądowy na wyspę Chark
Wyspa Chark ma dla Iranu strategiczne znaczenie. To dla Teheranu główny punkt eksportu ropy naftowej, przez wyspę transportowane jest około 80-90 proc. surowca. Na wyspie znajdują się lotnisko, terminale i inne obiekty infrastruktury naftowej, magazyny i porty. Wody wokół wyspy są wystarczająco głębokie, by mogły tam cumować supertankowce.
USA w poprzednim tygodniu zaatakowały Chark z powietrza, trafiając – jak ogłaszał Donald Trump – w cele militarne.
W piątek CBS News zacytowało urzędnika Białego Domu, który przekazał, iż USA mogą „zneutralizować wyspę Chark w każdej chwili„, a prezydent Trump „pozostawia sobie wszystkie opcje”.
Wojna w Iranie. Nowe siły USA płyną na Bliski Wschód
W ostatnich dniach Amerykanie mieli rozpocząć dyskusję na temat zajęcia wyspy, by zmusić Iran do odblokowania ruchu w cieśninie Ormuz. Zbiega się to w czasie z potwierdzeniem przedstawiciela władz amerykańskich dla „The Post”, że „armia amerykańska przyspieszyła rozmieszczenie tysięcy żołnierzy piechoty morskiej i marynarki wojennej na Bliskim Wschodzie”.
W skład jednostek zmierzających w ten rejon wchodzą okręt desantowy USS Boxer, a także doki transportowe USS Portland i USS Comstock. Na ich pokładzie ma być 4,5 tysiąca marines i dodatkowy personel.
W niedzielę Trump zagroził Iranowi atakami na obiekty energetyczne, jeśli nie zniosą blokady morskiej w cieśninie Ormuz. „The Jerusalem Post” ocenia, że reakcja Iranu była wyzywająca i Teheran raczej sam nie zdecyduje się na deeskalację.
Iran reaguje na doniesienia o planach ataku USA na Chark. Grożą wielkim odwetem
Fakt, że do deeskalacji raczej nie dojdzie, potwierdzać zdają się kolejne komunikaty płynące z Iranu.
„Atak na południowe wybrzeże i wyspy Iranu doprowadzi do odcięcia szlaków żeglugi w Zatoce Perskiej poprzez zaminowanie tych obszarów” – podała irańska Rada Obrony.
Irańczycy ostrzegają, że z odwetem spotka się „każda próba ataku” – opisuje Reuters. Irańska rada w oświadczeniu grozi zaminowaniem obszaru różnego rodzaju sprzętem – w tym minami pływającymi, które mogą być zrzucane z wybrzeża.
„W takim przypadku cała Zatoka przez długi czas będzie praktycznie w sytuacji podobnej do tej w cieśninie Ormuz” – zagroził reżim. Przypomniano jednocześnie o jednostkach, które w latach 80. „nie zdołały uniknąć min morskich”.
W komunikacie podkreślono, że przez cieśninę przepływać mogą jednostki niebędące stroną konfliktu jedynie w uzgodnieniu z Iranem.
Źródła: „The Jerusalem Post”, Reuters
-
Seria „bezprecedensowych” ataków na Teheran. Alarmy w całym regionie
-
„W obliczu niekontrolowanej eskalacji”. Macron z apelem, chodzi o Iran














