Przez dekady NATO opierało się na podstawowej zasadzie: wspólnej obronie. Atak na jednego członka ma wywołać reakcję pozostałych. Jednak konflikt z Iranem narasta, a Donald Trump wydaje się coraz bardziej powątpiewać, czy sojusz rzeczywiście stanie murem za Stanami Zjednoczonymi, gdy wybuchnie pełnoskalowa wojna.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

W ostatnich tygodniach do Donalda Trumpa przylgnęło przezwisko „TACO” — skrót of „Trump Always Chickens Out” (pol. Trump zawsze tchórzy). Jednak w miarę jak wojna z Iranem eskaluje, sojusznicy z NATO wahają się, czy dołączyć do walk, a członkowie administracji Białego Domu przekonują, że europejscy partnerzy powinni bardziej stanowczo przeciwstawiać się Rosji, Trump mógłby w łatwy sposób odwrócić to określenie przeciwko samemu sojuszowi. I mielibyśmy już „NACO”, czyli „Nato Always Chickens Out” (pol. NATO zawsze tchórzy).

Określenie to trafnie oddaje frustrację, jaką Trump wyraża od lat. Podczas swojej pierwszej prezydentury wielokrotnie zarzucał europejskim sojusznikom, że zbyt mocno polegają na amerykańskiej sile militarnej, nie dokładając się wystarczająco do wspólnej obrony. Jego zarzuty najczęściej dotyczyły wydatków na obronność, ale w rzeczywistości chodziło tu o wolę polityczną. Trump zadawał pytanie, czy w przypadku poważnego konfliktu kraje NATO rzeczywiście będą walczyć ramię w ramię ze Stanami Zjednoczonymi? Wojna z Iranem może przynieść na to pytanie odpowiedź.

Na ten moment państwa NATO w dużej mierze ograniczyły swój udział do wsparcia defensywnego, nie przyłączając się bezpośrednio do wojny USA i Izraela z Iranem. Wielka Brytania wzmocniła systemy obrony powietrznej i wysłała samoloty, które mają przechwytywać irańskie drony oraz chronić bazy na Cyprze. Systemy nadzoru i obrony przeciwrakietowej NATO we wschodniej części Morza Śródziemnego zostały użyte do śledzenia i przechwytywania zagrożeń zbliżających się do przestrzeni powietrznej sojusznika, w tym m.in. pocisków kierowanych w stronę Turcji. Zaatakowana została francuska baza morska w Abu Zabi, a baza z włoskimi żołnierzami w Kuwejcie — ostrzelana.

Rządy europejskie zwiększyły także liczbę patroli morskich i zintensyfikowały wymianę informacji wywiadowczych, by chronić szlaki żeglugowe i bazy regionalne, w których stacjonują wojska Zachodu. Mówiąc krótko: sojusznicy NATO pomagają zabezpieczać niebo i bronić instalacji przed irańskim odwetem, ale nie angażują się w ofensywne działania przeciwko Iranowi.

Odkąd Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły ataki na Iran, konflikt szybko się rozszerza, a kraje NATO są wciągane w jego wir, czy tego chcą, czy nie.

Efektem jest rosnąca grupa niechętnych sojuszników, a kalkulacje polityczne stają się coraz trudniejsze. Odmowa Waszyngtonowi grozi konfliktem z Trumpem, z kolei otwarte wsparcie działań wojennych może wywołać bunt wśród wyborców, którzy obawiają się kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie.

— Członkowie sojuszu znaleźli się w sytuacji, w której nie mogą poprzeć wojny, ale nie mogą jej też nie poprzeć — powiedział Jeremy Shapiro z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych w rozmowie z agencją Bloomberg. — Nie podoba im się to, lecz nie mogą nie poprzeć wojny, ponieważ ich obrona jest zbyt mocno powiązana ze Stanami Zjednoczonymi, a reżim irański jest bardzo odpychający.

Zupełnie inne jest podejście Izraela, który całkowicie zaangażował się w walkę z Iranem. Amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth wyraźnie podkreślił różnicę między Tel Awiwem a — jak to określił — wahającymi się sojusznikami USA.

— Izrael ma jasno określone cele, za co jesteśmy wdzięczni. To kompetentni partnerzy, co mówimy od początku — powiedział Hegseth. — Kompetentni partnerzy to dobrzy partnerzy, w przeciwieństwie do wielu naszych tradycyjnych sojuszników, którzy załamują ręce, panikują i wahają się przed użyciem siły.

Hiszpania stała się jednym z najgłośniejszych europejskich krytyków eskalującego konfliktu z Iranem, co wywołało gniewną reakcję Trumpa. Hiszpański premier Pedro Sánchez w telewizyjnym wystąpieniu odrzucił wojnę i bronił decyzji Hiszpanii o odmowie udostępnienia Stanom Zjednoczonym baz wojskowych Morón i Rota na potrzeby przeprowadzenia ataków na Iran. Sánchez uzasadnił tę postawę szerszym przywiązaniem do prawa międzynarodowego, a stanowisko rządu hiszpańskiego wyraził krótko: nie dla wojny.

Reakcja Trumpa była gwałtowna — zapowiedział szeroko zakrojone działania gospodarcze. — Hiszpania spisuje się fatalnie — stwierdził podczas spotkania z kanclerzem Niemiec, Friedrichem Merzem, ostrzegając, że Waszyngton może nałożyć na Madryt nawet całkowite embargo handlowe. — Zerwiemy wszelkie kontakty handlowe z Hiszpanią. Nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego.

Także minister obrony Niemiec Boris Pistorius zapowiedział, że Berlin „nie przyłączy się do wojny z Iranem” i zamiast tego zamierza skoncentrować się na wysiłkach dyplomatycznych, by załagodzić konflikt.

Podobnie ostrożną ścieżkę obrała Francja, która jednocześnie wzmacnia jednak swoją postawę militarną. Prezydent Emmanuel Macron skierował francuski lotniskowiec o napędzie atomowym na Morze Śródziemne oraz wysłał na Bliski Wschód myśliwce Rafale, systemy obrony powietrznej i samoloty wczesnego ostrzegania. Równocześnie jednak zachował powściągliwość. Odwołując się do tradycyjnego francuskiego przywiązania do porządku międzynarodowego opartego na zasadach, Macron podkreślił, że Francja „nie może zaakceptować” amerykańskich i izraelskich ataków na Iran, ponieważ przeprowadzono je poza ramami prawa międzynarodowego.

Reakcje te obrazują europejską próbę znalezienia równowagi: wzmacnianie bezpieczeństwa i ochrona interesów regionalnych przy jednoczesnym oporze wobec głębszego zaangażowania w konflikt.

Eskalacja wojny amerykańsko-irańskiej postawiła Wielką Brytanię bezpośrednio na linii ostrzału. Premier Keir Starmer stara się pogodzić zobowiązania sojusznicze z ostrożnością wobec kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie.

Gdy irański dron zaatakował znajdującą się na Cyprze brytyjską bazę Royal Air Force, Wielka Brytania w odpowiedzi wzmocniła obronę powietrzną i rozlokowała myśliwce do ochrony instalacji oraz przechwytywania pocisków. Brytyjskie siły wspierają też monitorowanie i obronę regionalnej przestrzeni powietrznej w związku z irańskimi pociskami i dronami celującymi w obiekty powiązane z operacjami USA.

Sytuacja ta sprawia, że Waszyngton wywiera coraz większą presję na Starmera. Trump wielokrotnie wzywał sojuszników do większej determinacji wobec Iranu, a o obecnym premierze Wielkiej Brytanii powiedział z przekąsem, że „to nie Winston Churchill”.

Reakcja Londynu odzwierciedla szerszy dylemat NATO: członkowie starają się pomagać w obronie sojuszniczych obiektów i terytoriów przy jednoczesnym unikaniu pełnego udziału w ofensywnej kampanii Trumpa przeciwko Teheranowi.

Trump domaga się od sojuszników NATO znacznie większego zaangażowania na trzech frontach: wobec Iranu, Rosji i w kwestii wydatków na obronność. Wraz z eskalacją wojny na Bliskim Wschodzie naciska na europejskich partnerów, by ci wyszli poza wsparcie defensywne i jawnie poparli amerykańską kampanię, krytykuje rządy, które wahają się włączać do ataków lub udostępniać bazy umożliwiające przeprowadzanie operacji.

Trump nie ustaje także w wywieraniu presji na sojusznikach w sprawie wojny w Ukrainie, wymagając od nich, by wzięli na siebie większą część ciężaru walki z Rosją, utrzymali sankcje i dalej militarnie wspierali Kijów. Od lat żądał od krajów NATO radykalnego zwiększenia wydatków na obronność — podnosząc cel z dotychczasowych 2 do 5 proc. PKB. Prezydent USA twierdzi, że Stany Zjednoczone zbyt długo dźwigały na swoich barkach bezpieczeństwo sojuszu.

Wojna z Iranem może ostatecznie wymusić rozstrzygnięcie trwających długie lata wątpliwości Trumpa wobec NATO. Na razie sojusznicy pomagają bronić baz, przechwytywać pociski i ograniczać skutki konfliktu — unikając jednak bezpośredniego zaangażowania w samą wojnę. Takie rozwiązanie może być jednak opcją tylko na krótką metę.

Jeśli irański odwet się nasili lub konflikt jeszcze bardziej się rozszerzy, rządy krajów NATO mogą stanąć przed trudnym wyborem: większe zaangażowanie militarne lub otwarte zerwanie z Waszyngtonem. Im dłużej będzie ciągnąć się wojna, tym trudniej będzie utrzymać obecny balans, a Trumpowi pozostanie argument, który od dawna definiuje jego stosunek do sojuszu: czy NATO naprawdę walczy razem, gdy ma to największe znaczenie?

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version