-
Krab błękitny jest inwazyjnym gatunkiem, który powoduje straty w połowach i wypiera rodzime organizmy wodne we Włoszech.
-
Pomimo początkowych prób masowego usuwania krabów, włoscy rybacy zaczęli je sprzedawać, co przyniosło wzrost przychodów branży.
-
Część złowionych krabów trafia do zagranicznych przetwórców, a na rynku włoskim trwają działania mające na celu popularyzację mięsa tego skorupiaka w lokalnej kuchni.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kalinek błękitny przez długi czas był dla włoskich rybaków symbolem katastrofy. Skorupiak, który rozprzestrzenił się w wodach Adriatyku, zaczął masowo pojawiać się w sieciach, niszcząc połowy i zjadając hodowane na szeroką skalę małże manilskie. Przez dwa lata znaczna część złowionych krabów była spalana.
Dziś sytuacja zaczyna się zmieniać. Włoska branża rybacka coraz częściej traktuje inwazyjnego drapieżnika nie tylko jako zagrożenie, ale również jako potencjalne źródło dochodu.
Skala problemu była ogromna. W latach 2024-2025 przychody konsorcjum spadły o około 75 proc., do 15 mln euro. Liczba aktywnych członków spółdzielni zmniejszyła się natomiast z około 1500 do 850 osób.
Dla wielu rybaków inwazja oznaczała konieczność całkowitej zmiany modelu działalności. Zamiast walczyć wyłącznie z krabami, zaczęli szukać sposobów gopodarowania populacją. Pomysł zakłada jednocześnie ochronę hodowli małży i omułków, które przez dekady stanowiły podstawę lokalnej gospodarki.
Dziś pułapki wypełniają się inwazyjnymi krabami. Strategia przynosi pierwsze rezultaty. Przychody branży mają sięgnąć około 20 mln euro, a głównym źródłem tego wzrostu ma być właśnie sprzedaż krabów.
Kalinek błękitny w Europie
Kalinek błękitny występuje w Adriatyku od dziesięcioleci. Sytuacja zmieniła się gwałtownie około 2023 r. Kraby zaczęły wówczas pojawiać się masowo. Niszczyły sieci, zjadały mięczaki i konkurowały z rodzimym krabem zielonym, który. Naukowcy wskazują, że jednym z czynników, który ułatwił ekspansję gatunku, były zmiany klimatyczne.
Wyższa temperatura wody sprzyja rozmnażaniu się krabów. Znaczenie miała również susza, która doprowadziła do obniżenia poziomu wody. W efekcie słona woda morska mogła wnikać dalej w system rzeczny i do lagun, tworząc dla krabów korzystniejsze warunki. Jednocześnie w tych samych miejscach znajdowało się mnóstwo pożywienia.
W związku z inwazją w 2024 r. włoski rząd rozpoczął program mający ograniczyć populację kalinka. Rybacy otrzymywali pieniądze za jego odławianie, a następnie skorupiaki były spalane.
W ciągu dwóch lat w samym regionie Polesine złowiono i spalono około 2,3 mln kilogramów krabów. Podobne działania prowadzono także w innych włoskich lagunach.
Problem w tym, że takie działania nie są w stanie powstrzymać ekspansji gatunku. Samica może bowiem w ciągu sezonu złożyć nawet kilka milionów jaj. W rezultacie skala połowów okazuje się niewystarczająca, aby znacząco ograniczyć populację.
Włosi próbują więc również innych metod. Naukowcy z Uniwersytetu Bolońskiego wypuścili tego lata do Adriatyku 150 tys. młodych ośmiornic, licząc na to, że w przyszłości będą one naturalnym przeciwnikiem krabów.
Kraby jadą aż na Sri Lankę
Eksperci pozostają jednak sceptyczni wobec tego rozwiązania. Ośmiornice preferują przede wszystkim skaliste środowiska, podczas gdy kraby licznie występują w piaszczystych lagunach. Dodatkowo niezwykła zdolność krabów do rozmnażania sprawia, że nawet obecność naturalnych drapieżników może nie wystarczyć do kontrolowania ich liczebności.
Dla rybaków kluczowe stało się więc znalezienie rynku zbytu. Każdego ranka do zakładów przetwórczych trafiają skrzynie wypełnione dziesiątkami, a czasem setkami kilogramów krabów.
Cena pozostaje jednak znacznie niższa niż w przypadku małży. Kilogram kraba kosztuje około 1,30 euro, podczas gdy za kilogram małży można było uzyskać nawet 10 euro. Jeszcze kilka lat temu małże odpowiadały za około 90 proc. przychodów rybaków. Dziś ich udział spadł do około 10 proc.
Złowione kraby są gotowane na parze, mrożone i pakowane, a następnie wysyłane między innymi na Sri Lankę. Tam pracownicy ręcznie wydobywają mięso ze skorup.


