Dworzec w Koluszkach był Polską w pigułce, omyłkowe spotkanie w przedziale sypialnym — metaforą społeczeństwa, a bieg Witka po peronie pytał o rolę przypadku w życiu człowieka. Za co polscy reżyserzy kochają kolej?
„Wsiąść do pociągu byle jakiego/ nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet/ ściskając w ręku kamyk zielony/ patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle” — głosi śpiewana przez Marylę Rodowicz piosenka Magdy Czapińskiej „Remedium” (1978) z muzyką Seweryna Krajewskiego. A gdyby tak wsiąść do pociągu z kamerą, dałoby się zrobić z tego film. Uczyniło to wielu filmowców, bo też kino skojarzono z koleją od samych jego początków. Dość wspomnieć dokumentalny „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat” (1896) braci Lumière. Matka braci pojawia się w nim jako kobieta w sukni w kratę. W Polsce też mamy w tym względzie pokaźny dorobek.
Newsweek Historia 100 lat PKP
Foto: Newsweek
„Człowiek na torze” (1956) Andrzeja Munka przypomina „Obywatela Kane’a” (1941) Orsona Wellesa — tytułowego bohatera oglądamy z różnych perspektyw. Posłany karnie na emeryturę maszynista Orzechowski (Kazimierz Opaliński) wchodzi na tor pod nadjeżdżający pociąg. Ginie, lecz zapobiega w ten sposób katastrofie — z powodu awarii jednej z lamp sygnalizacji świetlnej prowadzący pociąg maszynista Zapora (Zygmunt Listkiewicz) nie zwolniłby w odpowiednim momencie i pociąg wypadłby z szyn.
O Orzechowskim — surowym, przedwojennym kolejarzu, który nie chciał się zgodzić na jazdę z kiepskim węglem w kotle — mówią na zebraniu powypadkowej komisji: zawiadowca stacji Tuszka (Zygmunt Maciejewski), lansujący durne współzawodnictwo pracy, Zapora, który wcześniej jeździł z Orzechowskim jako pomocnik, i dróżnik, który sprokurował awarię sygnalizacji. Każde wspomnienie dorzuca coś do charakterystyki Orzechowskiego.
„Pociąg do Hollywood”
Foto: Renata Pajchel/East News
Munk trzy lata wcześniej nakręcił dokument „Kolejarskie słowo”, o pociągu z koksem na trasie Tarnowskie Góry — Szczecin, więc świetnie znał realia tego środowiska. Jerzy Stefan Stawiński pisał scenariusz w roku 1954. Zapamiętał, że komisja go zatwierdzająca powiedziała, że puści tekst, „jeśli w filmie okaże się, że śmierci maszynisty winien jest nie nasz wspaniały ustrój, tylko Tuszka”. „Człowiek na torze”, choć po odwilży w październiku 1956 r. już trochę spóźniony, i tak był „pierwszym filmem antystalinowskim w obozie socjalistycznym”.
Dogoni czy nie dogoni?
W „Przypadku” (1981) Krzysztofa Kieślowskiego scena na peronie dworca Łódź Fabryczna pojawia się trzykrotnie, decydując niejako o dalszych losach studenta medycyny Witka Długosza (Bogusław Linda). Za każdym razem goni on odjeżdżający pociąg do Warszawy.
Za pierwszym razem dogania, w środku spotyka starego komunistę, skazanego niegdyś za odchylenie prawicowe. Za jego sprawą robi karierę w holowanej przez partię organizacji młodzieżowej. Za drugim razem Witek nie dogania pociągu, wdaje się w bójkę z sokistą. Kolegium do spraw wykroczeń skazuje go na miesiąc robót publicznych, podczas których poznaje działacza opozycji i sam do tejże przystaje. Za trzecim razem również nie dogania pociągu, tyle że przy wyjściu z dworca spotyka koleżankę z roku. Biorą ślub, on kończy studia, poświęca się pracy naukowej, nie angażuje się w politykę…
Scena biegu od kasy biletowej do odjeżdżającego pociągu jest zatem kluczowa. To ona sugeruje znaczenie tytułowego przypadku w życiu człowieka. Linda na prawym ramieniu nosi w niej wypchaną torbę. Podczas zdjęć aktor narzekał: „Jest za ciężka. Ja się z nią zabiję. Nie dam rady”. Kieślowski go uspokajał: „Stary, jakbyś chciał wiedzieć, to ona była dokładnie zważona. Daj, pokażę ci, jak to zrobić”. Reżyser powiesił ją sobie na ramieniu i pobiegł po peronie. Przewrócił się.
„Lalka”
Foto: Fot. Kurzyp Stefan/Collection Christophel/East News
Z trupem w przedziale
W filmie „Ciało” (2003) Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza do pociągowego przedziału wkracza Goldi (Tomasz Karolak) z walizką zawierającą łup z okradzionego kościoła. W przedziale siedzi już Wolter (Rafał Królikowski). Wygląda, jakby spał. Pechowo włączony hamulec bezpieczeństwa sprawia, że walizka spada. Złodziej jest pewny, że zabiła pasażera, tyle że nie może zgłosić jego śmierci, żeby się nie wydało, co przewozi. My jednak z retrospekcji dowiadujemy się, że ten zmarł wcześniej, w Krakowie, po wypiciu płynu do balsamowania zwłok. Jego kumple postanowili odwieźć ciało do rodziny do Sopotu. Wsadzili Woltera do pociągu, lecz on… odjechał bez nich. Cała dalsza intryga to ciąg kłopotów, jakie różne osoby mają z tytułowym ciałem.
Film Koneckiego i Saramonowicza, zakręcony i inteligentnie dowcipny, niewątpliwie zapożycza się nieco u czarnej komedii Alfreda Hitchcocka „Kłopoty z Harrym” (1955), w której Harry jest trupem. Ale i tak „Ciało” do dziś pozostaje najlepszą fabułą duetu Konecki-Saramonowicz, duetu, niestety, obecnie śmiertelnie skłóconego.
Dworcowe życie
W „Mniejszym niebie” (1980) Janusza Morgensterna dworzec kolejowy staje się miejscem ucieczki. Chroni się tam 45-letni Artur (Roman Wilhelmi), pracownik naukowy instytutu mikrobiologii, który ma dość codziennego wyścigu szczurów. Porzuca żonę i dwójkę dzieci. Mieszka w dworcowym hotelu, posiłki jada w dworcowych barach. Chowa się w dworcowym tłumie. Przyjaciele i koledzy namawiają go do powrotu. Bezskutecznie. Żona w desperacji prosi o pomoc dziennikarza telewizyjnego, swą dawną sympatię. Ten decyduje się nakręcić dokument o uciekinierze. Ekipa tropi mikrobiologa, decyduje się nawet na ujęcia z ukrytej kamery. Artur czuje się zaszczuty, ucieka aż na dach dworca, z którego spada na peron. Podekscytowany operator, który uchwycił śmiertelny upadek, woła: „Złapałem go! Ja takiego materiału w życiu nie miałem”.
Zdjęcia kręcono na dworcu we Wrocławiu i w Lipsku, gdzie do dyspozycji filmowców oddano jeden z 21 torów nakrytych wielkim szklanym dachem. Operatorem był Ryszard Lenczewski, który miał już na koncie „Podróż” (1977), film o pociągu towarowym jadącym od polskich gór aż nad Bałtyk.
Morgenstern uważał „Mniejsze niebo” za jeden z ważniejszych filmów w swoim dorobku, ale trafił on do kin 21 września 1981 r., podczas tzw. karnawału Solidarności. Egzystencjalne problemy bohatera nie obchodziły ówczesnej polskiej widowni. Film za to nagrodzono na festiwalach w Panamie i we francuskim Poitiers.
Legendę stołecznego Dworca Centralnego buduje „Szczur” (1994) Jana Łomnickiego, według scenariusza, który Jan Englert napisał z myślą o sobie. Szemrany biznesmen Jarek (Englert), zadurzony w uczestniczce konkursu piękności, nieuchronnie dryfuje ku plajcie. Zadłużony jest u wszystkich, łącznie z rosyjską mafią. Z opresji ratuje go tajemniczy lider bezdomnych koczujących w podziemiach Centralnego. Ten, hodujący szczura imieniem Lwie Serce, trzyma w ukryciu teczki dawnych współpracowników UB. Wykorzystując je, Jarek szantażuje ważne figury współczesnego życia politycznego wywodzące się z PRL…
Podziemia Centralnego może nie są tak malownicze, jak podziemia Paryża, jednak Łomnicki zgromadził w nich zacne grono „pensjonariuszy”, m.in. Elżbietę Czyżewską, Marię Ciunelis, Ewę Szykulską czy Mariusza Benoit.
„Bal na dworcu w Koluszkach”
Foto: Fot. INPLUS/East News
Pociąg pełen „prawdziwków”
Całą Polską w pigułce staje się miejsce akcji „Balu na dworcu w Koluszkach” (1989) Filipa Bajona. Akcji wpisanej w prawdziwą zimę stulecia z przełomu lat 1978 i 1979. Śnieżne mrozy sprawiają, że pasażerowie PKP, stanowiący symboliczny przekrój społeczeństwa — m.in. dziennikarz (Henryk Bista), znany aktor (Jan Nowicki), działacz partyjny Walerek (Ryszard Pietruski), inżynier wracający z zagranicznego kontraktu (Janusz Michałowski), gwiazdor programów telewizyjnych (Zdzisław Wardejn), młody mężczyzna spieszący na emigrację (Zbigniew Zamachowski), ambasador (Leon Niemczyk) — docierają do ważnego węzła komunikacyjnego w noc sylwestrową. Z telewizora przemawia ówczesny I sekretarz KC PZPR Edward Gierek (nagranie jest autentyczne), a oni bawiąc się, wadzą się ze sobą prawie niczym postaci z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Śpiący przez cały film wąsaty kolejarz (Mieczysław Janowski), który w finale się budzi, z wyglądu przypomina Lecha Wałęsę.
Bajon wspomina dzisiaj: — Ówczesny szef kinematografii Jerzy Bajdor przez kilka lat nie pozwolił mi zrobić tego filmu. Zgodził się, dopiero gdy w polityce nieco się poluzowało. Myślę, że wyczuł, że filmowe postaci odwołują się do postaci realnych: Horacy, grany przez Jana Peszka, to Piotr Skrzynecki, dygnitarz Walerek to twardogłowy Stefan Olszowski, a dziennikarz w wykonaniu Bisty to związany z bezpieką Ryszard Gontarz. Sama historia też jest prawdziwa. Mirka Marcheluk, moja aktorka z „Wahadełka”, opowiedziała mi, że pociąg, którym jechała w sylwestra roku 1978, nie dotarł do Warszawy. Utknął w Koluszkach. Pasażerowie mieli butelki z szampanem, zaczęła się zabawa. Wiele osób z niejasnych dla mnie powodów nie lubiło tego filmu. Jednak po paru latach na warszawskim Placu Trzech Krzyży zatrzymał się przede mną rowerzysta, uklęknął i powiedział: „To za »Bal na dworcu w Koluszkach«”.
Uwaga na pociągowe piwo
PKP bywają również czasem areną przestępstwa. W jedenastym odcinku serialu „07 zgłoś się” ktoś usypia piwem ze środkiem nasennym trzech pracowników wagonu pocztowego i kradnie pół miliona złotych. To atrakcyjna sekretarka z Komendy Stołecznej (Katarzyna Walter) podpowiada porucznikowi Borewiczowi (Bronisław Cieślak), że sprawca (Artur Barciś) też wypił piwo z dodatkiem, tyle że później. Pieniądze ukrył pod linoleum w wagonie pocztowym, więc będzie musiał po nie wrócić.
„Pociąg”
Foto: fot. Polfilm/EAST NEWS
Sprzedażą piwa, i to w pociągu wyjątkowo obskurnym, trudni się również Mariola Wafelek (Katarzyna Figura), zwana Merlin, z „Pociągu do Hollywood” (1987) Radosława Piwowarskiego. Mariola od dziecka marzy o karierze aktorki, śle listy do Billy’ego Wildera z prośbą o angaż. Czegóż to nie ma w jej butelkach? Mucha, ludzkie oko, a nawet złota rybka spełniająca trzy życzenia. Figura rzeczywiście wyjechała do Hollywood, choć nie do Wildera, tylko do Roberta Altmana, lecz głównej roli w jego filmie „Gracz” (1992) producenci nie pozwolili jej zagrać. A Piwowarski, choć mu to obiecano, ostatniej sceny „Pociągu do Hollywood” nie mógł nakręcić w Kalifornii.
Pociągi Cybulskiego
W polskim kinie specjalistą od wskakiwania do pociągów i opuszczania ich był Zbigniew Cybulski, co później, w związku z jego śmiercią pod kołami ekspresu Odra 8 stycznia 1967 r. na dworcu we Wrocławiu, stało się wprost natrętnie prorocze. Od tego biegu i skoku zaczyna się zresztą poświęcone mu „Wszystko na sprzedaż” (1969) Andrzeja Wajdy.
Wcześniej Cybulski w okupacyjnym „Pokoleniu” (1954) Wajdy jako Kostek wskakuje i zeskakuje z niemieckiego transportu, z którego próbuje do spółki z kumplami ukraść węgiel. W „Salcie” (1965) Tadeusza Konwickiego, jako mitoman i hochsztapler, ale jakże prawdziwy w swym zakłamaniu, najpierw zeskakuje z pociągu, by powrócić do mieściny rzekomo sobie znanej, a potem z niej ucieka, wskakując do wagonu. Najdalej posuwa się jednak w „Pociągu” (1959) Jerzego Kawalerowicza, gdzie grozi nawet swej byłej dziewczynie Marcie (Lucyna Winnicka), że rzuci się pod pociągowe koła. „Pociąg”, według scenariusza Jerzego Lutowskiego, to zapis podróży z Łodzi na Hel. Z powodu pomyłki przy sprzedaży biletów do przedziału sypialnego spotykają się w nim Marta i lekarz (Leon Niemczyk), wzburzony po nieudanej operacji, zakończonej śmiercią pacjentki. Za Martą podąża zazdrosny Staszek. W wagonie sypialnym są także ksiądz, zalotna żona starego adwokata, mężczyzna niepotrafiący zasnąć na piętrowym łóżku, przypominającym mu obozową pryczę, i ukrywający się morderca, na którego pasażerowie „zapolują”…
Autor zdjęć Jan Laskowski szczycił się tym, że widzowie nie potrafili wychwycić, kiedy za oknem filmowego pociągu przesuwa się prawdziwy krajobraz, a kiedy jest to tylko projekcja nakręconego uprzednio materiału. Operator kamery — drobny Wiesław Zdort — sunąc na deszczułce na kółkach, mistrzowsko lawiruje tu po zatłoczonym wagonowym korytarzu, a statyści umiejętnie schodzą mu z drogi.
Owczarek na dworcu
W ostatnich latach motywy kolejowe przechwyciło w Polsce kino familijne — jako dowód niech posłuży tu sukces dwóch części „O psie, który jeździł koleją” (2023-2025) Magdaleny Nieć, swobodnych adaptacji opowiadania Romana Pisarskiego.
Chodzi o rozmiłowanego w podróżach kolejowych owczarka szwajcarskiego imieniem Lampo, do którego w finale drugiej części dołącza suczka Luna. Lampo ma zbawienny wpływ na chorującą na serce córkę stacyjnego zawiadowcy. Staje się też gwiazdą internetu. Tylko dyrektor stacji (zdjęcia kręcono na dworcu w Nowym Sączu) Adam Poprawny (Adam Woronowicz) jest zazdrosny o jego popularność. Dlatego gdy Zuzia wyjeżdża z rodzicami na operację do USA, scenarzyści każą Poprawnemu zaopiekować się psem. Oczywiście, nieskutecznie…
Nigdy nie graj z dziećmi i ze zwierzętami, bo cię zakasują — tę zasadę znają nie tylko w Hollywood od czasów owczarka niemieckiego Rin Tin Tina (1918-1932), gwiazdora 27 filmów studia Warner Bros., przywiezionego przez amerykańskiego żołnierza Lee Duncana z francuskiego frontu I wojny światowej. Świadom tego Woronowicz musiał zagrać nadekspresyjnie, żeby wyjść z cienia Lampo.
Skierniewice for ever
Polski, choć Rzeczypospolitej nie było wtedy na mapie, odcinek Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej oddano do użytku w roku 1848. Ale z jej traktu i z jej dworców korzystamy do dzisiaj. To na dworcu w Skierniewicach w „Lalce” (1889) Bolesława Prusa Stanisław Wokulski żegna Izabelę Łęcką słowami: „Farewell, miss Iza, farewell”. Ona nie spodziewała się, że on nauczył się angielskiego, więc zrozumiał jej pociągową rozmowę z kochankiem Kazimierzem Starskim. W ekranizacji Wojciecha J. Hasa — stojący na peronie Wokulski (Mariusz Dmochowski) mówi trochę za dużo (może to wpływ autora dialogów — Kazimierza Brandysa?): „Goodbye miss Iza. Teraz poznałem pani rzeczywiste uczucia. To prawdziwe pożegnanie. Farewell, miss Iza, farewell”. Tkwiąca w oknie pociągu Łęcka (Beata Tyszkiewicz) zmienia się na twarzy. A gotowego się pojedynkować Starskiego (Andrzej Łapicki) Wokulski wykpiwa: „Gdybym czuł potrzebę satysfakcji od pana, już byś pan nie żył. Bez dodatkowych formalności. Pańska demoniczność demaskuje kobiety”.
W serialu Ryszarda Bera scenę tę odegrali Jerzy Kamas i Małgorzata Braunek. A w roku 2026 ten motyw powróci aż dwukrotnie. W streamingowej serialowej „Lalce” Pawła Maślony powyższe słowa, do Sandry Drzymalskiej, wypowie Tomasz Schuchardt. Zaś 30 września u Macieja Kawalskiego Marcin Dorociński pożegna się tak z Kamilą Urzędowską.
Czy nie zdaje mi się tego Prusa aż nazbyt wiele? Jakoś nie. Bo ja, ilekroć przejeżdżam pociągiem przez Skierniewice, zawsze szepczę pod nosem: „Farewell, miss Iza, farewell”.

