W rosyjskich, ściśle kontrolowanych wyborach parlamentarnych nikt nie oczekuje niespodzianek, jednak sondaże dotyczące poparcia dla Władimira Putina sygnalizują narastające niezadowolenie wśród wyborców. Decyduje o tym codzienne życie Rosjan, których dotykają problemy gospodarcze i kłótnie o paliwo na stacjach, będące wyraźnym sygnałem, że wojna zaczyna wpływać na życie obywateli.

Wyniki państwowych sondaży należy traktować z rezerwą, ale to już kolejne badania pokazujące spadek poparcia dla rosyjskiego prezydenta. Najprawdopodobniej wykorzysta on trzydniowe głosowanie, które ponownie zapewni partii Jedna Rosja większość w Dumie Państwowej, jako mandat do kontynuowania wojny.

Niezależne od Kremla Centrum Lewady ustaliło, że w sierpniu poparcie dla Putina wynosiło 76 proc. — to wciąż przytłaczająca większość, ale o 13 pkt proc. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Inne oficjalne sondaże również wskazują na spadek poparcia dla Putina. Wojna, którą rozpoczął, wreszcie dotarła do rosyjskich miast — nie tylko poprzez ataki dronów na rafinerie czy obiekty wojskowe, ale także poprzez uderzenia w firmy e-commerce, takie jak Ozon i Wildberries.

— Uważam, że Putin jest niepopularny. Nie wygrałby wyborów z żadnym rozsądnym kandydatem, gdyby uczciwe odbyły się teraz — mówi „Newsweekowi” Konstantin Sonin, ekonomista rosyjskiego pochodzenia, poszukiwany przez władze Rosji za potępienie pełnoskalowej inwazji Putina.

W Rosji, gdzie tłumienie sprzeciwu i krytyki wojny sprawia, że wyniki sondaży należy traktować z dystansem, nawet oficjalne badania mogą wskazywać na stopniowe zmiany nastrojów.

W maju państwowa agencja badań opinii publicznej WCIOM zmieniła swoją metodologię po tym, jak poparcie dla Putina spadło do 65,5 proc. — o 12,2 pkt proc. od grudnia i do najniższego poziomu od początku wojny. Ostatni sondaż przeprowadzony między 24 a 30 sierpnia pokazał lekki wzrost poparcia dla prezydenta, do poziomu 66,9 proc. Takie wyniki byłyby powodem do świętowania dla przywódców krajów demokratycznych, ale Kreml nie pozostawia niczego przypadkowi. Antywojenna partia Jabłoko (ros. jabłko), która kilka tygodni temu została początkowo dopuszczona do udziału w wyborach, została niedawno z nich wykluczona.

W sierpniu Sąd Najwyższy Rosji zakazał wystawiania przez Jabłoko listy wyborczej do Dumy Państwowej, powołując się na domniemane naruszenia przepisów dotyczących prowadzenia kampanii wyborczej. Niektórzy kandydaci wciąż startują w okręgach jednomandatowych, ale mają niewielkie szanse na zdobycie mandatów. W zeszłym miesiącu zwolennicy partii zgromadzili się pod Sądem Najwyższym, skandując „hańba” podczas rzadko spotykanego, wojennego protestu.

— Moja teoria jest taka, że wśród elit są osoby, być może nawet spora ich liczba, które nie chcą, by Rosja została pokonana, ale pragną zakończenia wojny — mówi Sonin, profesor Szkoły Polityki Publicznej Harris na Uniwersytecie w Chicago.

Sonin zwraca uwagę, że prowojenni przedstawiciele rosyjskiej sceny politycznej zdali sobie sprawę, iż Jabłoko może potajemnie prowadzić kampanię na rzecz pokoju.

— To więcej, niż Putin mógłby teraz znieść — dodaje. — To było kompromitujące. Łatwiej byłoby nie dopuścić ich do rejestracji od samego początku.

Wybory odbędą się w Rosji i na okupowanym przez Rosję Krymie, między piątkiem a niedzielą. W ich wyniku zostanie wybranych 450 deputowanych Dumy, którzy pełnią funkcję przez pięć lat. Połowa mandatów przypada w ogólnokrajowym głosowaniu na listy partyjne, a druga połowa rozdzielana jest według wyników w okręgach jednomandatowych.

Oczekuje się, że partia Jedna Rosja utrzyma większość w parlamencie, który zatwierdza politykę Kremla. Obecnie ma 310 mandatów, a w najbliższych wyborach musi utrzymać co najmniej 300, aby zachować większość konstytucyjną. Inne partie, które prawdopodobnie ponownie wejdą do Dumy, to Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej oraz ultranacjonalistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji — obie zwykle głosują tak jak Jedna Rosja.

Badanie WCIOM z końca sierpnia wykazało, że Jedna Rosja może liczyć na poparcie 37 proc. wyborców, znacznie wyprzedzając znajdujących się na drugim miejscu komunistów, z wynikiem 11,6 proc.

— Kreml zrobił wszystko, by ludzie nie mieli wyboru. Każda partia, która pozostała na liście wyborczej, ma na swoich listach weteranów wojennych — mówi Sonin. — Prawdopodobnie mają swoje założenia, co do wyniku i dostosują oficjalne rezultaty tak, by te się z nimi pokrywały.

Jedyny niezależny ogólnokrajowy obserwator wyborów, organizacja Gołos, która krytykowała wcześniejsze głosowania, została zamknięta w 2025 r. pod presją władz. Rosja nie zaprosiła obserwatorów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) do monitorowania głosowania, twierdząc, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem.

Podczas briefingu think tanku Center for European Policy Analysis (CEPA) w zeszłym tygodniu podkreślano, że wybory do Dumy mają przede wszystkim pokazać stabilność reżimu oraz lojalność wobec Putina i wojny, a nie służyć prawdziwej rywalizacji. Wykluczenie Jabłoko świadczy o strachu władz, a nie o ich sile. Kreml wielokrotnie oskarżał rząd w Kijowie o „nielegalność” z powodu braku wyborów w czasie wojny, jednak to wybory w Rosji mają służyć utrwaleniu fałszywego wizerunku normalności podczas pełnoskalowej inwazji.

— Przekaz i sygnał, że wszystko jest pod kontrolą Kremla, rosyjski reżim polityczny stara się wysyłać zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz, poprzez całą procedurę wyborczą, także te wybory — powiedział Mikhail Komin, ekspert rezydent CEPA. — Mimo spadającego poparcia dla władz, rosnącego pesymizmu społecznego oraz bez wątpienia skutecznej kampanii Ukrainy, która przenosi wojnę coraz głębiej do Rosji, obawiam się, że Kreml niestety osiągnie swój cel.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version