Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi szeroko zakrojone kontrole w Dino na terenie całej Polski. Jak wynika z ustaleń, działania inspektorów zostały wyraźnie zintensyfikowane, a liczba wydanych decyzji przekroczyła już tysiąc. Skala interwencji pokazuje, że sprawa warunków pracy w tej sieci sklepów stała się jednym z ważniejszych tematów dla PIP.
Jak poinformował główny inspektor pracy Marcin Stanecki, w ubiegłym roku znacząco wzrosła liczba skarg składanych przez pracowników. Do inspekcji wpłynęło blisko 52 tys. zgłoszeń, obejmujących niemal 90 tys. różnych zagadnień. Wśród nich znalazły się również liczne sygnały dotyczące pracowników Dino, co miało przełożyć się na rozszerzenie działań kontrolnych.
Kontrole w Dino objęły setki sklepów w całym kraju
Liczba przeprowadzonych kontroli przekroczyła już 400 w całej Polsce. Początkowo były to działania o ograniczonym zakresie, jednak wraz ze wzrostem liczby zgłoszeń inspekcja zaczęła prowadzić je szerzej. Jak zaznaczył Marcin Stanecki, reakcja PIP była konieczna, a efektem tych działań jest już ponad tysiąc wydanych decyzji.
Szczególnie niepokojące ustalenia dotyczyły jednego ze sklepów, w którym stwierdzono bardzo niską temperaturę. W jednym z przypadków warunki miały być na tyle trudne, że temperatura spadała do poziomu niecałych 4 st. C. To właśnie takie sytuacje zwróciły uwagę opinii publicznej i przyczyniły się do zwiększenia zainteresowania warunkami pracy w marketach tej sieci.
Sprawa zwolnionej kierowniczki
Duże poruszenie wywołała także sprawa Katarzyny Kiwerskiej, kierowniczki jednego ze sklepów Dino. Kobieta miała wcześniej zwracać uwagę przełożonym na zbyt niską temperaturę w placówce i domagać się zapewnienia odpowiednich warunków pracy. Gdy jej działania nie przyniosły efektu, zdecydowała się nagłośnić problem.
Na interwencję poselską wpuściła do sklepu lidera partii Razem Adriana Zandberga. Jego termometr miał pokazać w pomieszczeniu 8 st. C. Po ujawnieniu sprawy pracodawca rozwiązał z Katarzyną Kiwerską umowę o pracę. Sprawa odbiła się szerokim echem, a główny inspektor pracy przyznał, że osobiście rozmawiał z byłą kierowniczką i zadeklarował pomoc, także przed sądem, jeśli zajdzie taka potrzeba.
PIP zapowiada dalsze działania
Marcin Stanecki podkreślił, że nie widzi zgody na sytuację, w której osoba występująca w obronie innych ponosi tak poważne konsekwencje. Zaznaczył również, że osoby reagujące na niebezpieczne warunki pracy zasługują na uznanie, a nie na utratę zatrudnienia z dnia na dzień.
Sama Katarzyna Kiwerska w rozmowie z INNPoland wskazała, że jako osoba zarządzająca sklepem czuła obowiązek reagowania na niebezpieczne warunki. Przyznała, że jest jej przykro z powodu sposobu, w jaki została potraktowana, choć jednocześnie spodziewała się takiego rozwoju wydarzeń. Wszystko wskazuje na to, że kontrole w Dino nadal będą prowadzone, a sprawa warunków pracy w tej sieci nie została jeszcze zamknięta.


