Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy wdrażającej mechanizm SAFE mówi o polskiej polityce więcej niż setki deklaracji o bezpieczeństwie i wzmacnianiu armii. W praktyce okazało się bowiem, że gdy pojawił się projekt realnie wzmacniający krajowy przemysł obronny, został zablokowany z powodów czysto politycznych.
Weta do ustawy regulującej działanie SAFE w Polsce można było się spodziewać od dawna. A pewnikiem stało się, gdy prezydent Nawrocki wraz z szefem NBP Adamem Glapińskim zaproponowali swoje rozwiązanie w postaci SAFE 0 proc. Pomijając już realność tej propozycji i faktyczne jej koszty, to uzyskaliśmy odpowiedź na pytanie, jak daleko Prawo i Sprawiedliwość może się posunąć w politycznej grze kosztem interesu bezpieczeństwa państwa.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych sloganów prawicy ostatnich lat było hasło „Murem za polskim mundurem”. Miało oznaczać bezwarunkowe wsparcie dla żołnierzy oraz konsekwentną budowę zdolności obronnych państwa. Problem polega na tym, że armia to nie tylko żołnierze w mundurach. To także przemysł, który produkuje dla nich sprzęt, rozwija technologie i utrzymuje zdolności produkcyjne w kraju. Bez tego żadna nowoczesna armia nie jest w stanie funkcjonować w dłuższej perspektywie.
Mechanizm SAFE miał właśnie wzmocnić ten element systemu bezpieczeństwa. W praktyce oznaczałby większy udział polskiego przemysłu w modernizacji Sił Zbrojnych RP. Dla wielu zakładów byłaby to szansa na rozwój, nowe inwestycje i miejsca pracy. Weto prezydenta oznacza, że o rozwój polskich firm będzie znacznie trudniej. Trudno pogodzić taką decyzję z deklaracjami o budowie silnego zaplecza przemysłowego dla polskiej armii. Zwłaszcza że jeszcze cztery miesiące temu to samo Prawo i Sprawiedliwość grzmiało, że SAFE jest potrzebne, aby przyspieszyć rozwój przemysłu.
Polityczne gierki PiS
W całej tej historii najbardziej uderzające jest jednak coś innego. W sporze o SAFE od początku nie chodziło o bezpieczeństwo państwa. Chodziło o politykę. Program oznaczał ogromne środki finansowe dla regionów, w których funkcjonują zakłady zbrojeniowe. W wielu przypadkach są to regiony, gdzie od lat wygrywa Prawo i Sprawiedliwość. Przyjęcie mechanizmu SAFE oznaczałoby więc, że to obecny rząd doprowadziłby do uruchomienia programu, który przyniósłby tam inwestycje i nowe miejsca pracy.
Dla części polityków prawicy okazało się to trudne do zaakceptowania. W efekcie przeciwko SAFE występowali nawet samorządowcy z miast, które mogłyby na nim najwięcej zyskać. To właśnie tam program mógłby oznaczać kolejne inwestycje i rozwój produkcji. Mimo to sprzeciw wobec SAFE pojawił się również w lokalnym środowisku politycznym związanym z PiS. Według zapowiedzi rządu inwestycje w samą Hutę Stalowa Wola mogłyby przekroczyć 20 mld zł i stać się kołem zamachowym rozwoju regionu na dziesięciolecia.
Jeszcze bardziej wymowne są argumenty, które pojawiły się w otoczeniu prezydenta. Część polityków prawicy mówiła wprost, że woli utrzymanie modelu zakupów w Stanach Zjednoczonych, nawet jeśli oznacza to ograniczenie roli polskiego przemysłu. Tak twierdził Rafał Bochenek, wspominał o tym Dariusz Matecki. Mówił również Jarosław Kaczyński.
Najdalej jednak w tej retoryce poszedł szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz. Wielokrotnie stwierdził bowiem, że Polska powinna prowadzić zakupy zbrojeniowe zgodnie z amerykańską doktryną obronną. To zdanie mówi bardzo wiele o sposobie myślenia części elit politycznych. Zadaniem instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa jest przede wszystkim dbanie o interes Polski. W tym o rozwój własnych zdolności przemysłowych.
Współpraca z USA pozostaje jednym z filarów bezpieczeństwa Polski i nikt poważny tego nie kwestionuje. Jednak czym innym jest współpraca strategiczna, a czym innym uzależnienie całej polityki zakupów od interesów amerykańskich koncernów zbrojeniowych. W tej sytuacji Karol Nawrocki zachował się nie jak zwierzchnik Sił Zbrojnych, lecz jak lobbysta amerykańskiego przemysłu.
Stracona szansa
Mechanizm SAFE mógł być jedną z najważniejszych zmian w polskiej polityce zbrojeniowej od wielu lat. Pozwalałby stopniowo zwiększać udział krajowego przemysłu w modernizacji armii oraz budować kompetencje technologiczne w Polsce. A przede wszystkim pozwolić na budowę konkurencyjności na zagranicznych rynkach i zwiększyć rolę polskiego przemysłu na świecie.
W wielu krajach właśnie w taki sposób budowano nowoczesny przemysł obronny. Korea Południowa czy Turcja jeszcze dwadzieścia lat temu były przede wszystkim importerami uzbrojenia. Obecnie są jego znaczącymi producentami i eksporterami.
Polska przez lata podążała w przeciwnym kierunku. Modernizacja armii oznaczała przede wszystkim zakupy gotowych systemów za granicą. W efekcie krajowy przemysł rozwijał się znacznie wolniej, niż mógłby przy odpowiedniej polityce państwa. SAFE miał być próbą zmiany tego modelu. Weto prezydenta sprawia, że ta zmiana zostaje przynajmniej na razie zatrzymana.
Dlatego decyzja Karola Nawrockiego jest na wielu poziomach szkodliwa. Zarówno dla Sił Zbrojnych, jak i polskiego przemysłu obronnego, który bardzo potrzebował tego programu i wzywał prezydenta do podpisania ustawy. Teraz Nawrocki pokazał prawdziwą twarz i ujawnił, jakie są realne priorytety części klasy politycznej.
Gdy pojawił się projekt wzmacniający polski przemysł obronny i zwiększający udział krajowych firm w modernizacji armii, został on zablokowany. Nie dlatego, że zagrażał bezpieczeństwu finansowemu państwa, jak próbowano wmówić wyborcom. Został zablokowany dlatego, że był politycznie niewygodny.
Właśnie to weto najlepiej pokazuje, ile warta jest cała retoryka o budowie silnej armii i wspieraniu polskiego munduru. W praktyce okazało się, że gdy trzeba było wybrać między interesem państwa a interesem partyjnym, wygrała polityka i przywiązanie do wytycznych napływających z zewnątrz.