Dla mnie ojciec już nie istnieje – mówi Caroline Darian, autorka książki „I już nigdy nie nazwę cię tatą”, córka Dominique’a Pelicota – przestępcy seksualnego, którego proces wstrząsnął nie tylko Francją.

Caroline Darian: Trudno było przejść przez to wszystko, gdy siedzieliśmy razem w przestrzeni wielkości chusteczki do nosa. Szczerze mówiąc, odczuwałam ten proces jako jeszcze jedną z prób, którym nas poddano, dalszemu upokarzaniu ofiar. Byliśmy zmuszeni spotykać się z oskarżonymi na co dzień. Regularnie wpadaliśmy na siebie na korytarzach, podczas przerw na kawę, w toalecie. Wszędzie. Wielu z nich patrzyło na mnie podczas procesu jak na obiekt seksualny.

– Nie. Ponad połowa oskarżonych została skazana na mniej niż 10 lat. To krócej niż średni wyrok we Francji za gwałt bez okoliczności obciążających. Upiekło im się… Zauważyłam też, że niektórzy sędziowie wolą mówić o „stosunkach seksualnych bez zgody” zamiast o gwałcie. Ta niechęć do używania właściwych słów pokazuje, jak wiele jeszcze przed nami.

– Nie otrzymałam odpowiedzi, których szukałam. Dominique był sądzony w tym sądzie za czyny popełnione przeciwko Gisèle, mojej matce. Nie chciał przyznać się do czynów dotyczących innych ofiar w naszej rodzinie. Nie mogę uznać tego za satysfakcjonujące.

Było tak, jakby moja sprawa w tym sądzie nie istniała. To dla mnie straszne. Zresztą nawet mamie nie opowiedział całej historii. Do dzisiaj nie wiemy, ilu mężczyzn przychodziło ją gwałcić i kiedy to się ­zaczęło.

– Bez prawdy nie można odbudować siebie, prawda stanowi część tego procesu.

– Szok był tak wielki, że przeżyłam efekt dysocjacji. Jakbym nie widziała, kto jest na fotografiach. I wtedy policjant powiedział: „Proszę spojrzeć na to znamię na policzku… to na pewno pani”. Dopiero wówczas dotarła do mnie prawda… Leżałam na lewym boku, jak moja matka na wszystkich zdjęciach zrobionych przez ojca. Jedno z miejsc, w których je zrobiono, poznaję. Drugiego nie.

– To był straszny szok. Przeżyłam załamanie. Wiem, że mnie odurzył, prawdopodobnie w celu wykorzystania seksualnego.

– Nie otrzymałam jeszcze odpowiedzi z biura prokuratora. Czekam na decyzję.

– Nie mam ojca. Dominique wciąż żyje, ale w moim sercu i w głowie jest martwy i pogrzebany. Nie jest człowiekiem, którego znałam. To ostateczna zdrada – być zdradzoną przez ojca. Kiedy dowiedziałam się o tym, co nam zrobił, moje fundamenty runęły. Straciłam część siebie, straciłam część swojej tożsamości. Nie można sobie wyobrazić takiego smutku i takiej samotności. Trudno jest być córką największego przestępcy seksualnego ostatnich lat. A jednocześnie córką jego ofiary. Jeśli jeszcze kiedykolwiek go zobaczę, będzie to miało związek wyłącznie z innym procesem dotyczącym naszej rodziny.

– To było wcześniejsze życie. Życie, którego już nie ma.

– Już nie.

– Czekałam na to, ale bez skutku. Była jakaś część mnie, która miała nadzieję, że dowiem się wszystkiego. Byłam naprawdę zdeterminowana, żeby zmusić go do uznania faktów. To dla mnie porażka. Przez cztery miesiące procesu nie zrobił nic poza unikami.

– Dlatego że przyznaje się do czegoś tylko wtedy, gdy jest przyparty do muru, gdy nie ma innego wyboru. Nie może przyznać, że popełnił kazirodztwo, bo zniszczyłoby to wizerunek, jaki sam sobie stworzył. Dlatego upiera się, że nigdy nie dotknął dzieci ani wnuków. On kłamie. Osobą, która mogłaby spróbować skłonić go do wyznania prawdy, jest moja matka, ale ona nie chciała. Jestem też pewna, że jego działalność przestępcza rozpoczęła się znacznie wcześniej, niż udowodniono.

Przecież nie budzisz się pewnego dnia i postanawiasz: „Zamierzam odurzyć moją żonę narkotykami i dać ją zgwałcić przez dziesiątki mężczyzn”. Wcześniejsze zbrodnie nie zostały jeszcze wyjaśnione.

– Teraz widzę wszystko inaczej. Myślę, że wiele rzeczy nam umknęło, ale jak mogliśmy sobie coś takiego wyobrazić? Nie mieliśmy dysfunkcyjnej rodziny ani brutalnego ojca. Wręcz przeciwnie. Nie mogliśmy sobie wyobrazić niewyobrażalnego. A on był oszustem. Miał dwie twarze: człowieka rodzinnego oraz seksualnego drapieżnika i pilnował, żeby te dwa oblicza nigdy się nie skrzyżowały. Wszystko, co robił, robił metodycznie, z premedytacją. I wiedział, że najważniejsze jest, aby nikt go nie podejrzewał.

– Zastanawiałam się, ale nie potrafię udzielić sensownej odpowiedzi. Jest tym, kim jest. Przestępcą. To wszystko. Nie wierzę, że jego skłonności można wyleczyć. Zawsze będzie stanowił zagrożenie. Powinien umrzeć w więzieniu.

– Odcięłam się od tego, mówiąc, że jest manipulatorem, kłamcą, który wciąż próbuje mieć nad nami jakąś władzę. Od razu zobaczyłam, czym to grozi.

– Żaden lekarz nie postawił innej diagnozy. Miała też wiele problemów ginekologicznych. Nikt jednak nie podejrzewał wykorzystywania seksualnego, co z pewnością nie jest oczywistym wnioskiem w przypadku kobiety w tym wieku.

Często powtarzałam sobie, że gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz, lepiej zinterpretowałabym jej ciągłe omdlenia, szybką utratę wagi, nieustanne zaburzenia snu. Czasami brzmiała przez telefon, jakby była pijana. Kiedy zapytałam ją, jaki mamy dzień, nie miała pojęcia.

– Ani trochę. To ta sama osoba, którą zawsze znałam: która nie okazuje swoich uczuć, bardzo dostojna, dyskretna i silna. Jestem naprawdę dumna z mojej mamy. I z tego, że postanowiła upublicznić ten proces. Ona otworzyła drzwi. Wskazała drogę innym ofiarom przemocy seksualnej. Powiedziała im, że nie są już same. Dla mnie jest bohaterką…

Każdego dnia wchodziła do sądu z setkami dziennikarzy, była obserwowana przez wszystkich, upokarzana przez adwokatów obrony. Przez cztery miesiące konfrontowała się z 51 oskarżonymi i nawet się nie wzdrygnęła. Nie ma wielu kobiet w jej wieku, które byłyby w stanie zachować dystans, pozostać tak silne.

– To prawda, nie rozmawiamy prawie wcale.

– Nie możemy sobie nawzajem pomóc w odbudowaniu siebie.

Myśl, że ja również byłam ofiarą, jest dla niej z pewnością nie do zniesienia. Z przyczyn emocjonalnych nie jest w stanie spojrzeć prawdzie w oczy. I jest to dla mnie trudne. Nie potrafię tego ująć ­inaczej.

A ja też nie mogę pomóc jej. Po prostu tak jest. Wszyscy starają się radzić sobie z tym, co się stało, jak potrafią. Trzeba to uszanować. Szanuję jej wybory, a ona szanuje moje.

– Wszystko, co można zrobić, to próbować. Ale ogólnie jest nieco lepiej niż wcześniej.

– Nie mam poczucia, że moje życie zostało zredukowane do tych wydarzeń. Wręcz przeciwnie, ponieważ staram się robić coś pożytecznego dla społeczności. Założyłam stowarzyszenie M’endors Pas, które walczy z przemocą farmakochemiczną.

Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Mamy we Francji wiele ofiar i nie chodzi tylko o kobiety – również mężczyźni i dzieci, które padły ofiarą gwałtu pod wpływem leków. Odurzenie bardzo często ma miejsce w domu, sprawcą są członkowie rodziny lub osoby, które ofiara dobrze zna. To dotyczy blisko połowy ofiar. Przed aresztowaniem Dominique’a nie miałam o tym pojęcia. Wiedziałam oczywiście o pigułce gwałtu na randce, w nocnych klubach i barach, ale nie wiedziałam, że jest to o wiele bardziej rozpowszechnione i często dzieje się w domu przy użyciu leków z rodzinnej apteczki: środków przeciwbólowych czy uspokajających.

– Mamy stronę internetową, jesteśmy obecni na portalach społecznościowych i ludzie kontaktują się z nami, gdy potrzebują informacji, mają wątpliwości. Z reguły kierujemy ich do centrum referencyjnego ds. agresji przy użyciu leków (CRAFS). Pracują tam farmakolodzy specjalizujący się w przestępczości farmakologicznej, z którymi współpracujemy od samego początku.

Prowadzimy rozmowy z instytucjami służby zdrowia o testach w szpitalach publicznych w celu udowodnienia przemocy farmakochemicznej. Nie każde laboratorium szpitalne jest obecnie w stanie to zrobić. We współpracy z władzami chcemy również szkolić personel medyczny, bo często objawy pozostają nierozpoznane lub są nieprawidłowo interpretowane – tak jak w przypadku mojej matki. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jest pomoc ofiarom w zebraniu dowodów w odpowiednim czasie.

– Ofiary muszą być świadome, że coś takiego może się zdarzyć, a przede wszystkim muszą o tym mówić głośno. Często ofiary są „zamurowane w milczeniu”, a jeśli mają jakiekolwiek wątpliwości, powinny je zgłosić i mieć pewność, że ich sytuacja zostanie szybko rozpoznana.

– Syn, mąż, rodzeństwo – moja rodzina. A potem – wraz z utworzeniem mojego stowarzyszenia – walka z przemocą ­farmakochemiczną.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version