Karol Nawrocki podjął decyzję w sprawie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Prezydent podpisał nowelizację ustawy, której przepisy ograniczają wypłatę świadczenia 800 plus i dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej dla tych, którzy nie pracują w naszym kraju. Zmiany wchodzą w życie 1 października.
30 września jest więc ostatnim dniem funkcjonowania Ukraińców w Polsce na starych zasadach.
Decyzję o zmianach poprzedziła szeroka dyskusja, która wiązała się z narastającymi w Polsce antyukraińskimi nastrojami. W połowie września premier Donald Tusk napisał w serwisie X: „Narasta fala prorosyjskich nastrojów i niechęci do walczącej Ukrainy, kreowanych przez Kreml na bazie autentycznych lęków i emocji. Rolą polityków jest zatrzymanie tej fali, nie płynięcie na niej. To test na patriotyzm i dojrzałość całej polskiej klasy politycznej”.
W styczniu Krzysztof Bosak z Konfederacji mówił natomiast: „Ukraińcy, którzy przybyli do Polski po rozpoczęciu inwazji Rosji na ich kraj i nie płacą składek na ubezpieczenie zdrowotne, nie powinni mieć dostępu do świadczeń medycznych, za które płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Trudno o większy przywilej niż dostęp do systemu ochrony zdrowia bez płacenia w Polsce składki zdrowotnej. Nawet polski bezrobotny musi pójść i się zarejestrować w urzędzie pracy”.
„Na sam socjal dla Ukraińców wydajemy znacznie, znacznie więcej niż oni płacą tutaj w podatkach. Jaki mam interes, żeby wysyłać 800 plus na Ukrainę? Cały czas wysyłamy te pieniądze na dzieci uczące się w ukraińskich szkołach. Jaki mamy interes, żeby leczyć w Polsce Ukraińców, którzy mieszkają w swoim kraju, a przyjeżdżają się do nas leczyć, a nie płacą nawet składki zdrowotnej?” -w lutym mówił jego partyjny kolega, Sławomir Mentzen.
Do tej pory Ukraińcy mieli prawo do korzystania z publicznych świadczeń opieki zdrowotnej na podstawie specustawy z 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym.
Koszt leczenie Ukraińców
Jak przekazało Interii Ministerstwo Zdrowia, od początku wojny do 30 czerwca 2025 r. udzielono świadczeń 609 025 obywatelom Ukrainy, to dokładnie 4,298 mln świadczeń. Niemal połowa z nich dotyczyła podstawowej opieki zdrowotnej. 19 proc. stanowiły świadczenia w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, najczęściej dotyczyły one położnictwa i ginekologii (176,9 tys.), okulistyki (46,2 tys.) oraz chirurgii ogólnej (37,2 tys.). Kolejną grupą najczęściej udzielanych świadczeń były stomatologiczne (522,9 tys.) oraz rehabilitacja lecznicza (325,9 tys.).
W ramach leczenia szpitalnego odnotowano 301,6 tys. świadczeń. Najwięcej związanych było z pediatrią, chemioterapią, kompleksową opieką nad pacjentkami z nowotworem piersi, chorobami wewnętrznymi oraz chirurgią dziecięcą.
Pytamy też w Ministerstwie Zdrowia, ile od początku wojny kosztowało leczenie uchodźców z Ukrainy. Do czerwca 2025 r. koszty wyniosły 2 484 594 576,67 złotych. Kwota jest ogromna, łatwo wpisuje się w retorykę o tym, że to Ukraińcy są odpowiedzialni za załamujący się w Polsce system ochrony zdrowia. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, ile rocznie kosztuje leczenie w Polsce. Dla przykładu w 2023 roku NFZ przeznaczył 144,29 mld zł na leczenie, a jak wynika z planu finansowego Funduszu, w 2025 r. koszt leków i świadczeń ma wynieść 185,47 mld zł.
Zgodnie z zapowiedziami ograniczenie świadczeń zdrowotnych dla niepracujących obywateli Ukrainy, to szacunkowa oszczędność dla budżetu państwa na około 75 milionów złotych w 2026 roku.
Od 1 października dorosłym obywatelom Ukrainy, którzy nie opłacają składek i nie pracują w Polsce, nie będzie już przysługiwać m.in.: leczenie i rehabilitacja uzdrowiskowa, programy zdrowotne i programy lekowe, leczenie stomatologiczne, przeszczepy i endoprotezy, operacje usunięcia zaćmy, refundowane leki i wyroby medyczne na receptę. Zmiany nie dotyczą dzieci, które do 18. roku życia zachowują prawo do korzystania z tych świadczeń.
Z danych UNICEF wynika, że od początku konfliktu 2,5 tys. dzieci w Ukrainie zostało zabitych lub rannych. W ogarniętym wojną kraju szczególnie niepewny jest los dzieci z niepełnosprawnościami. Jednym z nich jest Matwij. Chłopiec, który pierwszy raz stanął na własnych nogach, mając osiem lat, właśnie po tym, jak z mamą uciekł przed wojną. Wcześniej stąpał jedynie na palcach, mógł przejść kilka kroków, głównie poruszał się na wózku. Wszystko zmieniło się, po zabiegu wykonany w jednym z krakowskich szpitali.
Ucieczka wśród spadających bomb
Matwij mieszkał z mamą w Charkowie. Choruje na dziecięce porażenie mózgowe i padaczkę. Szkoła, rehabilitacja, basen i wizyty lekarskie wypełniały jego codzienność. Intelektualnie jest w pełni sprawny, posłuszeństwa odmawia mu jednak ciało. Chłopiec ma hipertonie, czyli wzmożone napięcie mięśniowe.
Spięcia mięśni sprawiały, że Matwij musiał korzystać z wózka. Najbardziej problematyczne były stopy, których nie był w stanie rozluźnić na tyle, by ich całą powierzchnią dotknąć podłoża. Na palcach pokonywał kilka metrów, większy dystans był dla niego nieosiągalny.
Lekarze w Ukrainie twierdzili, że dzieci z porażeniem mózgowym „tak mają”. Hanna, mama Matwija dopytywała o inne możliwości leczenia, na własną rękę dowiedziała się, że możliwy jest zabieg, dzięki któremu chłopiec mógłby stanąć na własnych nogach. Ukraiński lekarz zbywał jednak jej pytania. Kobieta dowiedziała się, że kilka razy w roku do kraju przyjeżdżają medycy z Rosji, którzy mogliby pomóc jej synowi. Koszt zabiegu był jednak nie do przejścia. Tysiąc dolarów – Hanna nie miała takich pieniędzy. Przestała wierzyć, że jej syn będzie chodził.
Był marzec 2022 roku. Od miesiąca w kraju trwała wojna. Charków leży zaledwie 40 km od granicy z Rosją. Bomby spadały coraz bliżej mieszkania Hanny i Matwija. Kobieta zdecydowała, że trzeba uciekać. Do samochodu zakapowała syna, swoje koty i najpotrzebniejsze rzeczy i czekała na dobry moment, by ruszyć między kolejnymi wybuchami.
Początkowo pojechali do Dniepra do rodziny. Codzienne wybuchy i syreny alarmowe sprawiały, że u Matwija nasilały się ataki padaczki. Po kilku dniach w takich warunkach chłopiec miał je kilka razy dziennie. Były coraz silniejsze. Hanna w kwietniu wyjechała z synem do Polski.
Przez pierwsze trzy miesiące schronienia udziela im polska rodzina. Po tym czasie Hanna znajduje mieszkanie na wynajem w Krakowie. Matwij wciąż ma ataki padaczki, jeden z nich jest tak silny, że trafia do szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Chłopiec trafia na konsultację ortopedyczną, gdzie pada propozycja wykonania tenotomii, czyli przecięcia ścięgna Achillesa. Zabieg umożliwia całkowitą korekcję końskiej stopy (tak określa się deformacją wynikającą z zaburzeń neurologicznych, charakteryzującą się uniesieniem pięty i zgięciem podeszwowym stopy). Jest wiosna 2023 roku, Matwij ma osiem lat. Zabieg wykonano za dramo, bo Matwij i jego mama w Polsce otrzymali status uchodźców.
Jest wrzesień 2025 roku. Hanna i Matwij mieszkają w podkrakowskich Słomnikach. Tam chłopiec chodzi do szkoły integracyjnej. Hanna pracuje zdalnie dla ukraińskiej firmy, po polsku mówi już bardzo dobrze, rozumie praktycznie wszystko.
Na pytanie o powrót do Ukrainy Hanna odpowiada, że wolałaby zostać w Polsce.
– Tam dla Matwija nie ma przyszłości – mówi Ukrainka.
– Czego chciałaby Pani dla syna? – pytam.
– Żeby mógł żyć, a nie tylko istnieć – odpowiada łamiącym się głosem.
Na całym świecie zarejestrowanych jest obecnie 6,86 mln ukraińskich uchodźców, z czego prawie milion mieszka w Polsce.


