— Pamiętam, jak kiedyś Jarosław Kaczyński powiedział: „najważniejsze, żeby się urodziło i żeby ochrzcić”. No, moim zdaniem nie jest to kwintesencją człowieczeństwa i na pewno nie definiuje to nas jako ludzi — mówi dr hab. Maciej Socha, wybitny ginekolog-onkolog, położnik i perinatolog, Kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku.
ZNANY GINEKOLOG: TO JA JESTEM PRO-LIFE, TO JA RATUJĘ KOBIETY, A NIE KAJA GODEK
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Ginekolog i onkolog prof. Maciej Socha od miesięcy jest jedną z najbardziej atakowanych postaci polskiej medycyny. W podcaście „Rachunek Sumienia” mówi wprost, że wraz ze wzrostem jego rozpoznawalności narasta agresja kierowana wobec niego i jego pacjentek.
— Ludzie w internecie czują się bezkarni. W imię miłości chrześcijańskiej piszą, jak chcieliby, żebym zmarł, jak życzą mi śmierci i co powinno się ze mną zdarzyć — mówi Socha.
Zapytany przez Magdaleną Rigamonti, czy te groźby wpływają na jego decyzje, odpowiada: — Nie. Zrobię wszystko, żeby to się nie wydarzyło.
Najbardziej dotkliwe są ostatnio protesty pod gdańskim szpitalem. — Parking przed szpitalem został przejęty przez organizacje pani Kai Godek. Stoją tam z megafonami i zdjęciami rozkawałkowanych płodów. To utrudnia wejście nie tylko mnie, ale także wszystkim pacjentkom, również tym z nowotworami żeńskich narządów płciowych. To jest niedopuszczalne — mówi Socha.
„To nie Kaja Godek jest pro-life. To ja ratuję życie kobiet”
W rozmowie pojawia się wątek określania lekarzy dokonujących aborcji mianem „aborterów”. Socha reaguje zdecydowanie: — Ostatnio pozwoliłem sobie powiedzieć, że to nie Kaja Godek jest pro-life. To ja jestem pro-life. To ja ratuję życie kobiet.
Dodaje, że jego oddział działa zgodnie z prawem: — Przypomnę — wykonujemy procedury zgodne z polskim prawem. Legalne i bezpieczne.
Odwołując się do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., Socha mówi: — Od 2021 roku, kiedy przestała obowiązywać przesłanka embriopatologiczna, był trudny czas, kiedy umierały kobiety. Dodaje, że w całej Polsce rosła liczba pacjentek, które nie otrzymały pomocy, mimo że ich zdrowie było zagrożone. — My byliśmy jednym z tych oddziałów, na których pacjentki, jeżeli zgłaszały się do nas ze wskazaniami do przerwania ciąży, to my ciąże przerywaliśmy. Przyjeżdżały do nas z całej Polski, bo słyszały odmowy — podkreśla.
Prowadząca „Rachunek sumienia” przypomina sprawę Izy z Pszczyny. Socha: — Nie będę wymieniał wszystkich imion. Ale te kobiety umierały w wyniku działań lub zaniechań, które wynikały z tego prawa — komentuje to Socha.
Dramatyczne rozmowy z pacjentkami
Dużą część rozmowy stanowią przykłady prawdziwych historii. Jedna z nich dotyczy pacjentki, która nosiła płód z ciężką przepukliną oponowo–mózgową. — Zapytała mnie: „W jakim mechanizmie moje dziecko umrze? Czy rozpaćka się w mojej pochwie?”— relacjonuje Socha. — To są techniczne pytania. Te kobiety są w rozpaczy, a naszym zadaniem jest przeprowadzić je przez to w sposób godny.
Podkreśla, że ciąże te nie są wynikiem braku odpowiedzialności. — To są ciąże, których te kobiety bardzo chciały. A kiedy dowiadują się, że płód jest tak ciężko chory, ich życie legnie w gruzach. One chcą ratować swoją godność, zdrowie i życie.
Profesor odnosi się także do sprawy dr Jagielskiej z Oleśnicy. — To nie była zdrowa ciąża. Płód był obarczony ciężką chorobą, która doprowadziłaby do jego śmierci. W takim przypadku zakończenie ciąży, nawet w 34. tygodniu, jest godniejsze niż doprowadzenie do porodu, podczas którego mogłoby dojść do 40-50 złamań kości.
Podkreśla, że nie jest przeciwnikiem hospicjów perinatalnych — sam współtworzył jedno z nich. — To piękne inicjatywy. Ale kobiety nie mogą być zmuszane do heroizmu.
— Ile aborcji naprawdę wykonuje się w Polsce? — pyta Rigamonti.
— Realnie około 120 tys. kobiet rocznie przerywa ciążę — mówi Socha i dodaje: — Restrykcyjne prawo nie zmniejsza liczby aborcji. To wiemy od dawna.
Komentuje też słynne słowa Jarosława Kaczyńskiego o wyjazdach do Czech. — Nie wiem, jakim gnojkiem trzeba być, żeby coś takiego powiedzieć. Są kobiety, które nie mają pieniędzy na wyjazd do sąsiedniego miasta. Są zależne finansowo od męża, żyją w małych społecznościach. Nie mogą po prostu wsiąść w samochód i wyjechać.
Gość „Rachunku sumienia” zwraca również uwagę systemową nierówność. — Kiedy mężczyzna ma problem urologiczny, ma pomoc w pięć minut. Tymczasem rodząca kobieta nie ma dostępu do znieczulenia, bo nie ma anestezjologa. To jest przemoc położnicza. I będę używał tego słowa — mówi.
Mimo ogromnej presji Socha mówi, że nie odejdzie z zawodu. — Jestem dumny z miejsca, w którym pracuję. Dumny, że możemy pomagać kobietom. I że stajemy po stronie ich życia i zdrowia — deklaruje.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.