Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Kamil Semeniuk bohaterem we Włoszech. Reprezentant Polski w wyśmienitej formie – Siatkówka – Sport Wprost

Kamil Semeniuk bohaterem we Włoszech. Reprezentant Polski w wyśmienitej formie – Siatkówka – Sport Wprost

12 kwietnia, 2026
Ukąszony przez węże 200 razy. Amerykanin chce stworzyć rewolucyjną odtrutkę

Ukąszony przez węże 200 razy. Amerykanin chce stworzyć rewolucyjną odtrutkę

12 kwietnia, 2026
Wybory na Węgrzech. Victor Orban pogratulował wygranej TISZY

Wybory na Węgrzech. Victor Orban pogratulował wygranej TISZY

12 kwietnia, 2026
Francisco Roig krytykowany za swoje zachowanie. To nowy trener Igi Świątek – Tenis – Sport Wprost

Francisco Roig krytykowany za swoje zachowanie. To nowy trener Igi Świątek – Tenis – Sport Wprost

12 kwietnia, 2026
Ten jeden zabieg sprawi, że czereśnie będą słodkie. Soczyste i bez robaków

Ten jeden zabieg sprawi, że czereśnie będą słodkie. Soczyste i bez robaków

12 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Kamil Semeniuk bohaterem we Włoszech. Reprezentant Polski w wyśmienitej formie – Siatkówka – Sport Wprost
  • Ukąszony przez węże 200 razy. Amerykanin chce stworzyć rewolucyjną odtrutkę
  • Wybory na Węgrzech. Victor Orban pogratulował wygranej TISZY
  • Francisco Roig krytykowany za swoje zachowanie. To nowy trener Igi Świątek – Tenis – Sport Wprost
  • Ten jeden zabieg sprawi, że czereśnie będą słodkie. Soczyste i bez robaków
  • Był policjantem w Wielkiej Brytanii. Stracił obywatelstwo przez Rosję
  • Aluron CMC Warta Zawiercie górą w półfinale. Porażka Asseco Resovii – Siatkówka – Sport Wprost
  • Na łąkach wielkie ożywienie. Decydujący czas dla zagrożonych gryzoni
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Żyją w cieniu Dawtony i mówią, że to piekło. „Trudno znieść ten smród”
Żyją w cieniu Dawtony i mówią, że to piekło. „Trudno znieść ten smród”
Aktualności

Żyją w cieniu Dawtony i mówią, że to piekło. „Trudno znieść ten smród”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości19 listopada, 2025

„Piekło” — tak opisują swoje życie mieszkańcy bloków sąsiadujących z zakładem firmy Dawtona w Lesznie. Przez całą dobę trwa załadunek tirów. Drżą szyby w oknach. A w powietrzu unosi się trudny do zniesienia smród.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Powietrze drży od huku rozjeżdżających ulicę tirów. W uszy wwierca się monotonny szum chłodni czekających na rozładunek. Zza ogrodzenia dochodzi metaliczny pogłos maszyn przetwarzających warzywa i owoce. — Dziś chyba przerabiają jabłka na musy — zgaduje Małgorzata Gołębiewska, która mieszka w jednym z bloków sąsiadujących z zakładem produkcyjnym firmy Dawtona w podwarszawskim Lesznie. O firmie zrobiło się głośno, gdy wyszło na jaw, że jej wiceprezes kupił pod koniec rządów PiS działkę istotną dla budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Przed 1991 r. bloki przy ulicy Lipowej należały do kombinatu rolnego. Po likwidacji pegeeru jego ziemię, budynki i krowy kupił Andrzej Wielgomas. Ludzie w Lesznie wiedzieli o nim tyle, że wypłynął na przecierach pomidorowych. Nie interesowali się, skąd miał pieniądze. Liczyło się, że kilkudziesięciu byłych pracowników gospodarstwa zachowało pracę. Ojciec Małgorzaty Gołębiewskiej robił to samo co za komuny, czyli oporządzał krowy. Inni — jak o sobie mówią — pegeerusy, w tym kowale i kierowcy traktorów, nie mogli siedzieć bezczynnie. Kiedy nie było dla nich roboty, musieli iść w pole, do cięcia kapusty czy buraków.

— Prezes Andrzej Wielgomas był dobrym panem — starszy mężczyzna siedzący na ławce pod blokiem przekrzykuje hałas tirów. — Podchodził czasem do człowieka, klepnął po ramieniu, wsunął do kieszeni kilka banknotów. Dzięki niemu ludzie nie musieli zrywać się świtem i jechać do roboty do Warszawy. My, stare pegeerusy, mieliśmy do zakładu minutę, dwie. Kiedy poszliśmy na emeryturę, miejsca przy linii produkcyjnej zajęły nasze dzieci.

Małgorzata Gołębiewska jako jedna z niewielu mieszkanek postpegeerowskich bloków znalazła pracę poza przetwórstwem. Została pomocą przedszkolną. Wyszła za mąż za żołnierza zawodowego. Na wykupienie mieszkania w bloku przy Lipowej wzięli kredyt.

Smog akustyczny

Początkowo życie naprzeciw Dawtony było do wytrzymania. Z urzędu gminy płynęły zapewnienia, że tiry będą omijać dojazd do bloków. Prezes Wielgomas zapowiadał budowę szosy, która miała biec przez pola przedsiębiorstwa do szosy wojewódzkiej. — Czekaliśmy, a hałas rósł wraz z powstawaniem kolejnych hal Dawtony — opowiada Małgorzata Gołębiewska. — Pod naszymi oknami, w dzień i w nocy, zaczęło przejeżdżać i parkować coraz więcej tirów.

Ulica Lipowa jest drogą gminną, z zakazem wjazdów ciężarówek powyżej 10 ton. Codziennie ten zakaz łamało i nadal łamie kilkadziesiąt cięższych tirów. A pod znakiem zakazu pojawiła się niedawno tabliczka: „Nie dotyczy pojazdów do zakładu produkcyjnego Dawtona”.

Piekło — tak Małgorzata opisuje to, co dzieje się w mieszkaniu, koło którego przez całą dobę trwa załadunek i wyładunek tirów. Szyby w oknach drżą, nie da się słuchać radia ani włączyć filmu na Netflixie. Nie ma gdzie pójść na spacer z wnukami, bo łańcuch tirów zaczyna się tuż po wyjściu z klatki schodowej. — Najgorzej jest latem, kiedy mimo upału musimy siedzieć przy zamkniętych oknach — mówi Małgorzata. — Ja cierpię na astmę i nadciśnienie. Mąż, który ma za sobą udział w kilku misjach pokojowych, jest nerwowy. Syn, student biologii, ma problemy z koncentracją. Hałas nas budzi i przy hałasie — mimo leków na sen i zatyczek — nie możemy zasnąć.

Za narażenie na ciągły hałas można Dawtonę pozwać. Trzeba tylko udowodnić, że wskutek wytwarzanego przez zakład tzw. smogu akustycznego człowiek stracił zdrowie. Niezbędne jest też zatrudnienie firmy, która zbada poziom decybeli. Norma to 55 dB w dzień i 45 dB nocą. Hałas, w którym od lat żyją mieszkańcy ul. Lipowej, można porównać do nieustającego placu budowy. A ten generuje nawet 110 dB. Małgorzaty nie stać na postawienie się Dawtonie. Stroną mogłaby być wspólnota zarządzająca blokiem.

Dar dla mieszkańców

— Powariowaliście, ludzie! — reaguje na pomysł walki z Dawtoną Zofia, sąsiadka Małgorzaty. Od 15 lat pracuje w zakładzie przetwórstwa jako operator produkcji. Przy przetworach pracują też jej mąż, syn i synowa. — Nic byście ludzie nie mieli, gdyby nie były prezes Andrzej Wielgomas i aktualnie rządzący firmą jego syn Paweł! — krzyczy. — Dają paczki żywnościowe na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Na portierni zakładu wystawiają przeciery, koncentraty i kiszonki. Każdy może brać.

Zofia pokazuje wąską ścieżkę, która biegnie od bloku w stronę komórek. Ziemia dookoła dróżki, podobnie jak grunt na tyłach budynku należy do Dawtony. Dzięki — jak mówi Zofia — dobremu sercu Wielgomasów mieszkańcy nie muszą drobić po ścieżce, ale do woli chodzić po okolicznym gruncie. Niedawno, na prośbę mieszkańców, firma wynajęta przez Dawtonę rozebrała stojącą na tyłach bloku ruderę pokrytą eternitem. Pracownicy wykopali dół, w którym uklepali i zasypali eternit. Ktoś o tym doniósł do gminy i Dawtona została zobowiązana do wyczyszczenia gruntu. Zofia jest przekonana, że pracownicy zanieczyścili ziemię wbrew woli prezesów.

Małgorzata Gołębiewska

Małgorzata Gołębiewska

Foto: Marek Zawadka / Newsweek

O tym, że Wielgomasowie mają dobre serce, mam się przekonać kilkaset metrów dalej, przy kolejnych postpegeerowskich blokach, przylegających do muru Dawtony. Na tle zielonej ściany hal przetwórstwa czerwieni się metalowe ogrodzenie placu zabaw z umieszczonym na froncie białym napisem „Dawtona”. To dar przedsiębiorstwa dla mieszkańców. Wysokie panele ogrodzeniowe są ostro zakończone. Ostre krawędzie mają też stylizowane na zielone liście elementy jednego z przyrządów. Placyk jest pusty. Piasek, którym został wysypany, namókł po deszczu.

— Wystarczy trochę pokopać łopatką, a pojawi się czarna, błotnista ziemia — mówi mieszkaniec bloków samotnie wychowujący dwójkę dzieci.

Martwe ryby

— Dziś Dawtona obrabia kapustę — słyszę kilkaset metrów dalej, od mieszkańców domów z przylegających do zakładu ulic Sokołowskiej, Błońskiej i Ogrodowej. — Śmierdzi, jakby całe Leszno gotowało bigos. Niedawno po wsi i okolicach niósł się smród rozkładającego się czosnku i cebuli. Najtrudniejszy do zniesienia jest jednak odór płukanej kukurydzy. Czasem śmierdzi tak bardzo, że oczy łzawią i zbiera się na wymioty.

Rytm życia w cieniu Dawtony — dosłownie, bo od przydomowych ogródków do ogrodzenia zakładu jest nawet kilka metrów — wyznaczają płynące z zakładu, śmierdzące ścieki. To, w dużym uproszczeniu brudna woda po płukaniu szykowanych do przerobu warzyw i owoców. Wylewanie popłuczyn na pola orne, gdzie mogą być rolniczo wykorzystane np. jako nawóz, jest zgodne z prawem. Problem polega na tym, że śmierdzący płyn trafia też do stawu należącego do Dawtony, z którym sąsiadują domy przy Sokołowskiej, Błońskiej i Ogrodowej. Najbardziej śmierdzi latem, kiedy woda paruje i unosi się nad nią szara mgła. Dziś — co dobrze widać zza ogrodzenia — stawik jest mętny i pokryty białą pianą. W powietrzu unosi się smród szamba. — Za czasów PGR pływały tu ryby, kaczki, łabędzie i rybitwy — mówi jeden z mieszkańców. — Dziś nic po nich nie zostało. Pousychały też okalające staw krzaki i drzewa. Nie ma śladu po rybach. Wyginęły latem.

Oglądam zdjęcia, na których widać martwe ryby unoszące się na tafli wody. Ktoś pokazuje nagrany komórką filmik, na którym ciężkie maszyny zasypują stawik grudami czarnej ziemi. Oglądam też nagranie z pól na tyłach zakładu Dawtony. Widać na nim wystające z zabudowań zakładu rury, którymi do rowów płynie białoszara, spieniona ciecz.

Smród i czynnik ludzki

— Latem śmierdzi suszone na podwórku pranie. Nie da się wyjść przed dom z kawą i zrobić grilla, bo wszystko staje w gardle. Jesteśmy bezradni — mówią mieszkańcy domków z Sokołowskiej, Błońskiej i Ogrodowej. W Polsce, w odróżnieniu od regulacji hałasu, brakuje prawnych norm dotyczących smrodu. W tej sprawie nie da się pozwać Dawtony. Lepiej nie zbierać też dowodów, wchodząc na jej pola, bo za tzw. naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa grożą wysokie kary. — Jedyne, co możemy zrobić, to zgłaszać firmę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie. Robiliśmy to wielokrotnie, inspektorzy przyjeżdżali i ponoć nakładali na zakład kary. Mimo to nadal śmierdzi — mówią mieszkańcy. — Od kilku lat radny Janusz Biały organizuje w Lesznie spotkania z prezesem Pawłem Wielgomasem. Za każdym razem skarżymy się na smród z pól i hałas zakładowych maszyn.

Jacek Werder

Jacek Werder

Foto: Marek Zawadka / Newsweek

Paweł Wielgomas — jak wspominają mieszkańcy — na każdym spotkaniu zrzucał winę na kogoś, kto popełnił błąd. Przekonywał, że śmierdzi, bo któryś z robotników omyłkowo wylał ścieki za blisko ich domów. Ryby w stawiku wytruł inny pracownik. Kolejny nie sprzątnął na czas gnijących na polu odpadów cebuli. Winni mieli zostać przykładnie ukarani.

Radny Janusz Biały był na wszystkich spotkaniach. — Dzięki naciskom ze strony mieszkańców udało się zmniejszyć uciążliwy hałas — wspomina. — Kilka elementów instalacji, m.in. suszarni, zostało naprawionych i wygłuszonych. Niestety, mimo obietnic firma nie postawiła w obrębie swoich granic ekranów dźwiękoszczelnych. Prezes Paweł Wielgomas obiecywał też zmniejszenie odoru docierającego z zakładu i z pól. Przekonywał, że smród to efekt naturalnych procesów gnilnych i można go zmniejszyć, pozbywając się w ciągu 48 godzin gnijących odpadów. Odór miało zmniejszyć też wstępne oczyszczanie popłuczyn, które miały być równomiernie wtłaczane w ziemię orną, a nie wylewane w jednym miejscu. Tyle obietnice. Smród pozostał.

Dodatkowy komin

— A będzie tylko gorzej — mówi Jacek Werder, inżynier automatyk, działacz społeczny, mieszkaniec Marianowa. Od Leszna dzieli go 2,5 km, mimo to czuje odór z pól Dawtony. Pracował dla kilku cukrowni, ale nawet tam uchodzący za uciążliwy zapach towarzyszący produkcji cukru był niczym w porównaniu z tym smrodem. Spotykamy się na Lipowej, przed wjazdem do zakładu, naprzeciwko bloku Małgorzaty Gołębiewskiej. Dzięki interwencji Werdera zniknął umieszczony przy ulicy — pod zakazem wjazdu ciężarówek powyżej 10 ton — napis: „Nie dotyczy pojazdów do zakładu produkcyjnego Dawtona”. — Niestety, na razie niewiele można zrobić w sprawie planowanej rozbudowy zakładowej kotłowni węglowej. Firma tłumaczy, że wbrew wcześniejszym obietnicom nie może przejść na gaz, ponieważ PGNiG odmówiło instalacji przyłącza — mówi. — Wszystko wskazuje na to, że w Lesznie będzie kopcił kolejny komin, bo w czerwcu ubiegłego roku wójt Grzegorz Banaszkiewicz wydał decyzję o tzw. środowiskowych uwarunkowaniach zgody na rozbudowę zakładowej kotłowni węglowej. W praktyce oznacza to zgodę na instalację trzeciego kotła węglowego Dawtony. Lada moment jej roczne spalanie, z około 9600 ton wzrośnie do ponad 13 tys. ton węgla kamiennego.

Jacek Werder wyliczył, że jedna kotłownia Dawtony będzie emitować więcej zanieczyszczeń niż wszystkie kopciuchy w gminie. Instalacja obiecywanego przez zarząd firmy systemu odpylania niewiele zmieni. Do smrodu płynącego z pól dojdą tony wypuszczanych do atmosfery dwutlenku siarki, tlenków azotu, tlenku węgla i pyłów. A to wszystko w zasięgu otuliny Kampinowskiego Parku Narodowego.

Pożegnanie z Kolumbijczykami

Podróż wzdłuż ogrodzenia dzielącego mieszkańców od Dawtony kończę w okolicy obór. Kiszonka dla stojących w niej krów to — jak później przeczytam w e-mailu od firmy — główne źródło uciążliwego smrodu w Lesznie. Działka i budynki gospodarcze nie należą do Dawtony. Smrodzić ma ktoś inny.

Cofam się w stronę bloków przy Lipowej. Po prawej mijam zniszczony budynek, w którym za czasów PGR mieściła się administracja. W oknach na pierwszym i drugim piętrze błyszczą światła. Na tyłach biurowca, na sypiących się ze starości schodkach, grupka Ukraińców pali papierosy. Zapraszają do środka. Zaglądam do klitki na końcu korytarza. Ledwo mieści się w nim wąski tapczanik, na którym śpi kobieta z dzieckiem. Łazienka i WC są wspólne dla całego piętra. Dawtona kasuje za kilkumetrową klitkę 600 zł. Po 300 zł za osobę. Kobieta nie chce rozmawiać. Jest wdzięczna firmie, bo dziś mało kto chce zatrudnić Ukrainkę i przygarnąć ją z dzieckiem. Ale — jak mówią mieszkańcy popegeerowskich biur — nawet tu nie można się czuć bezpiecznie. Dzień wcześniej wywieziono stąd Kolumbijczyków. Nawet nie było czasu na pożegnanie, bo dostali dwie godziny na spakowanie się. Podobno zawiniła agencja pośrednictwa pracy, ale — jak mówią lokatorzy — firma mogłaby zachować się po ludzku.

O tym, jak pracują obcokrajowcy zatrudniani przez Dawtonę, słyszę od pracownika magazynów. Najciężej harują Ukrainki. Po 12 godzin dziennie, za niewiele ponad minimalną stawkę godzinową, ładują na wózek palety z przetworami. Jedna paleta waży ok. 20 kg. Trzeba się po nią schylić, podnieść i włożyć na wózek. I tak setki razy dziennie. Z jedną, półgodzinną przerwą na posiłek, ale żeby coś zjeść, trzeba się dostać do stołówki. Z półgodzinnej przerwy robi się ledwie 20 minut odpoczynku.

Nikt się jednak nie skarży. W okolicy ciężko o pracę z mieszkaniem. Trzeba brać, co dają.

Odpowiedzi i wątpliwości

Wysyłam e-mail do zarządu Dawtony. Na moje pytania odpowiada biuro prasowe firmy.

Pytam o znak umożliwiający wjazd ciężkich tirów na gminną ulicę Lipową. Okazuje się, że — wbrew temu, co przekazano społecznikowi Jackowi Werderowi — o dodatkowym oznaczeniu wiedziały władze gminy.

Interesuje mnie, dlaczego prezes Paweł Wielgomas nie wywiązał się z obietnicy budowy ekranów dźwiękoszczelnych oddzielających osiedla w Lesznie od zakładu przetwórstwa. W odpowiedzi czytam, że tzw. zieloną ścianę zamontowano, ale w pobliżu chłodnic.

Smród, na który skarżą się ludzie w Lesznie i okolicach, to — jak zapewnia biuro prasowe — naturalne zapachy płynące z przetwórstwa żywności. W październiku i listopadzie mogą pojawić się zapachy związane z blanszowaniem warzyw kapustnych. Podobną woń — według przedstawicieli Dawtony — można poczuć w domu podczas gotowania kalafiora i brokuła. Nie ma też mowy o wylewaniu ścieków bezpośrednio na pola. Firma robi wszystko zgodnie z umowami i pozwoleniami. Część tzw. wód popłucznych jest, owszem, wykorzystywana do nawodnienia pól, ale nie zawierają szkodliwych związków chemicznych.

Dalej czytam, że budowa alternatywnej drogi dla tirów, która ominie blok Małgorzaty Gołębiewskiej, stoi w miejscu w związku m.in. z koniecznością rozstrzygnięcia sprawy przez ministra klimatu i środowiska. Ruch jest też po stronie wójta, który ma do czerwca przyszłego roku czas na przygotowanie planu ogólnego, w którym ma pojawić się zapis dotyczący budowy.

Dawtona uspokaja, że w przyszłości jej kotłownia ma zostać przebudowana w kierunku wykorzystania gazu. Na razie jednak rezerwowy piec węglowy jest konieczny dla funkcjonowania przedsiębiorstwa i nie zwiększa emisji, której limit jest zawarty w pozwoleniu.

Firma zapewnia również, że pochyla się z troską nad każdym pracownikiem. Piszę o klitce dla kobiety z dzieckiem, ale dostaję komentarz, że wynajmowane przez zakład pokoje dwuosobowe nie mogą być mniejsze niż 12 mkw. Pytam też o warunki dla Ukrainek pracujących po 12 godzin i w odpowiedzi czytam, że poza przerwami regulaminowymi pracownicy mogą korzystać z infrastruktury sanitarnej i higienicznej.

Odzywam się również do wójta gminy Leszno Grzegorza Banaszkiewicza. W e-mailu napisanym przez inspektora do spraw komunikacji społecznej nie dostaję odpowiedzi na pytanie, ile podatków wpływa od Dawtony do kasy gminy. Interesuje mnie więc, dlaczego wójt wyraził zgodę na rozbudowę szkodliwej dla mieszkańców kotłowni węglowej. Początkowo słyszę, że wszystkie informacje są dostępne na stronie gminy. Faktycznie, ostatni zapis w tzw. kalendarium to „stwierdzenie przez wójta braku potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania kotłowni węglowej na środowisko”. W praktyce: zgoda na jej rozbudowę. Kiedy e-mailowo naciskam na odpowiedź, skąd ta decyzja, dostaję SMS od pracownika urzędu gminy: „Z naszego punktu widzenia istotne jest, żeby wybrzmiało, że wójt początkowo nie chciał się na to zgodzić. Zgodził się na rozbudowę kotłowni, dlatego że jego odmowa została uchylona przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Warszawie”.

Jadę raz jeszcze do Leszna. Siadam na ławce naprzeciwko placu zabaw, daru Dawtony dla mieszkańców. Zza ogrodzenia dobiega monotonny szum i stukot maszyn przetwarzających kapustę, śmierdzi zgnilizną i szambem. — Możemy pisać skargi do samego pana Boga, a i tak nic się tu nie zmieni — słyszę od kobiety z dzieckiem. — Jedyne, co my, mieszkańcy Leszna, możemy zrobić, to przestać jeść produkty Dawtony. Robię to od dawna, bo ich ketchup ma dla mnie gorzki smak.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
46

09.11.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Mają 30 lat, ale nie stać ich na własny kąt. Muszą mieszkać z rodzicami

Mają 30 lat, ale nie stać ich na własny kąt. Muszą mieszkać z rodzicami

Kacper dostawał coraz bardziej pikantne wiadomości. „Spodobała mi się ta gra”

Kacper dostawał coraz bardziej pikantne wiadomości. „Spodobała mi się ta gra”

Polskiego CSAR nie będzie. Zagórski: to przez decyzję Antoniego Macierewicza

Polskiego CSAR nie będzie. Zagórski: to przez decyzję Antoniego Macierewicza

Hasło „nemzeti érdek” stało się wytrychem. A w polityce nie ma sentymentów

Hasło „nemzeti érdek” stało się wytrychem. A w polityce nie ma sentymentów

Słynny brytyjski pisarz: USA, jeśli będą podążać obecną ścieżką, upadną

Słynny brytyjski pisarz: USA, jeśli będą podążać obecną ścieżką, upadną

Amerykańska historyczka: pierwszą osobą, która spojrzała mi w oczy i powiedziała „Trump wygra”, była Agnieszka Holland

Amerykańska historyczka: pierwszą osobą, która spojrzała mi w oczy i powiedziała „Trump wygra”, była Agnieszka Holland

Politolog: Donald Tusk uprawia politykę odpowiadania na „popyt”. A według mnie decyduje odgórna „podaż”

Politolog: Donald Tusk uprawia politykę odpowiadania na „popyt”. A według mnie decyduje odgórna „podaż”

Dyplomata: trzeba sporo umiejętności, żeby być u władzy nieprzerwanie przez 16 lat. Ale Orbán popełnił wielki błąd

Dyplomata: trzeba sporo umiejętności, żeby być u władzy nieprzerwanie przez 16 lat. Ale Orbán popełnił wielki błąd

Stan finansów państwa na rok przed wyborami? „Bądźmy szczerzy, w naszej chatce mamy wielkiego słonia. Jest gorzej niż w Rumunii!”

Stan finansów państwa na rok przed wyborami? „Bądźmy szczerzy, w naszej chatce mamy wielkiego słonia. Jest gorzej niż w Rumunii!”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Ukąszony przez węże 200 razy. Amerykanin chce stworzyć rewolucyjną odtrutkę

Ukąszony przez węże 200 razy. Amerykanin chce stworzyć rewolucyjną odtrutkę

12 kwietnia, 2026
Wybory na Węgrzech. Victor Orban pogratulował wygranej TISZY

Wybory na Węgrzech. Victor Orban pogratulował wygranej TISZY

12 kwietnia, 2026
Francisco Roig krytykowany za swoje zachowanie. To nowy trener Igi Świątek – Tenis – Sport Wprost

Francisco Roig krytykowany za swoje zachowanie. To nowy trener Igi Świątek – Tenis – Sport Wprost

12 kwietnia, 2026
Ten jeden zabieg sprawi, że czereśnie będą słodkie. Soczyste i bez robaków

Ten jeden zabieg sprawi, że czereśnie będą słodkie. Soczyste i bez robaków

12 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Był policjantem w Wielkiej Brytanii. Stracił obywatelstwo przez Rosję

Był policjantem w Wielkiej Brytanii. Stracił obywatelstwo przez Rosję

12 kwietnia, 2026
Aluron CMC Warta Zawiercie górą w półfinale. Porażka Asseco Resovii – Siatkówka – Sport Wprost

Aluron CMC Warta Zawiercie górą w półfinale. Porażka Asseco Resovii – Siatkówka – Sport Wprost

12 kwietnia, 2026
Na łąkach wielkie ożywienie. Decydujący czas dla zagrożonych gryzoni

Na łąkach wielkie ożywienie. Decydujący czas dla zagrożonych gryzoni

12 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.