Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Małopolska. Referendum w sprawie odwołania wójta gminy – Wprost

Małopolska. Referendum w sprawie odwołania wójta gminy – Wprost

9 maja, 2026
Ile wrzucić do „koperty” na komunię? Zaskakujące dane – Biznes Wprost

Ile wrzucić do „koperty” na komunię? Zaskakujące dane – Biznes Wprost

9 maja, 2026
Nagranie z sokołem z Lublina hitem sieci. Ptaki na kominie elektrociepłowni

Nagranie z sokołem z Lublina hitem sieci. Ptaki na kominie elektrociepłowni

9 maja, 2026
Terry Szuplat o pisaniu przemówień dla Obamy i słabościach wystąpień Trumpa

Terry Szuplat o pisaniu przemówień dla Obamy i słabościach wystąpień Trumpa

9 maja, 2026
„Kalejdoskop Wydarzeń”: Dorota Gawryluk o relokacji żołnierzy USA do Polski

„Kalejdoskop Wydarzeń”: Dorota Gawryluk o relokacji żołnierzy USA do Polski

9 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Małopolska. Referendum w sprawie odwołania wójta gminy – Wprost
  • Ile wrzucić do „koperty” na komunię? Zaskakujące dane – Biznes Wprost
  • Nagranie z sokołem z Lublina hitem sieci. Ptaki na kominie elektrociepłowni
  • Terry Szuplat o pisaniu przemówień dla Obamy i słabościach wystąpień Trumpa
  • „Kalejdoskop Wydarzeń”: Dorota Gawryluk o relokacji żołnierzy USA do Polski
  • Premier Hiszpanii pokazał, jak walczyć z Trumpem. „Stał się symbolem oporu”
  • Komar tygrysi w Europie – zagrożenie, objawy ukąszenia i jak się chronić
  • Węgry. Peter Magyar i nowy rząd. Zmiany w Budapeszcie
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Brud, bieda, wszystko śmierdzi i gnije”. Indie walczą z epidemią trądu
„Brud, bieda, wszystko śmierdzi i gnije”. Indie walczą z epidemią trądu
Aktualności

„Brud, bieda, wszystko śmierdzi i gnije”. Indie walczą z epidemią trądu

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 kwietnia, 2025

W ubiegłym roku przyszło do Jeevodai 56 nowych trędowatych, średnio jeden na tydzień. Dziś troje, dwa tygodnie temu też trójka, w ubiegłym raptem jedna kobieta. Choć politycy grzmią, że trąd już nie jest w Indiach problemem, bo spada liczba nowych zachorowań, z punktu widzenia osady wygląda to inaczej. Publikujemy fragment książki Pawła Smoleńskiego pt. „Trędowate kobiety czyszczą ryż”.

Pora iść na spacer po Jeevodai. Zacznijmy od placyku przy bramie, zespawanej z żelaznych kątowników, krzywej, pogiętej od nowości, pomalowanej na czarno. Naprzeciw mamy betonową studnię z żeliwną pompą i budynek przychodni. Urzędują w nim aptekarz Dźitram, pielęgniarz Lalaram i Santosz, który trzyma pieczę nad kartami zdrowia, chudy jak przecinek, chory na wszystko, każdego dnia słabszy, może dlatego, że wiecznie pijany. Pod tym względem nie jest tu akurat szczególnym wyjątkiem wśród mężczyzn.

Jeevodaya pije, tak samo jak piją pobliskie wsie, miasteczka i miasta, jak całe Indie. Nie da się na to nic poradzić, choć z pijaństwem walczył już Mahatma Gandhi. Alkoholu nie tolerował też ojciec Wiśniewski. Nie pomagają prośby ani groźby. Jeszcze niedawno mieszkał w Jeevodai Gopal, zięć Radheśjama, paramedyka, który pamięta księdza Adama. Gopal pracował w polu, dał się lubić, nie zadzierał nosa i raczej się nie awanturował, choć prawie zawsze patrzył na świat zamglonymi oczyma. Miał raptem czterdzieści dwa lata, gdy pewnej nocy rozwłóczyła go ciężarówka. Wracał do domu z wódkopijni przy asfaltowej szosie, niedaleko przystanku, gdzie zatrzymują się autokary z Rajpuru i Radźimu. Sprzedają tam za kilkadziesiąt rupii najtańszy bimber w małych buteleczkach, podłą berbeluchę, często domowej produkcji. Nikt nie traci czasu na pogwarki, tylko leje gorzałę w gardło, setka na jeden łyk, niech zamroczy jak najszybciej. A potem chwiejnym krokiem w drogę, rowem, środkiem szosy, jak nogi poniosą. Każdej nocy pijane cienie przemazują się w samochodowych reflektorach.

Nie wiadomo, kto i w jakich okolicznościach rozjechał Gopala. Tu nie ma obyczaju, by kierowca, nawet jeśli nic nie zawinił, zatrzymał się przy ofierze wypadku. Zginął na miejscu, uderzenie wyrzuciło ciało aż na pobocze. Trochę wrzasków, przekleństw, rozpaczy. Koniec.

Gopala opłakano. Leży pod krzyżem na miejscowym cmentarzu. W budach przy asfalcie mężczyźni z Jeevodai ciągle piją, niektórzy na umór, bo tak po prostu jest.

Spacer po Jeevodai — Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych

Wejdźmy do przychodni. Dwa razy w tygodniu zaludnia się, ale jest otwarta każdego dnia, więc zawsze można tu zajrzeć po pomoc i na pogaduchy. Zobaczymy poczekalnię, która może być też świetlicą albo kapitalnym miejscem na południową drzemkę, jeśli komuś nie przeszkadza natrętny zapach gencjany, jako że dużo tu ławek i wieczny półmrok. Na prawo jest pokój bez drzwi (bo po co), gdzie babcie z Jeevodai rano i po południu moczą trądowe rany i zmieniają sobie bandaże; pielęgniarz, jeśli akurat jest, nożyczkami przycina babciom martwe kawałki skóry i ciała. Na lewo – apteka z podstawowymi lekami, obok kanciapa, a w niej stół, na którym stoją kartonowe pudełka z kartami zdrowia pacjentów. Meble mocno podniszczone, wytarte, ale nie zmienia to faktu, że naprawdę panują tu porządek i czystość, o jakich gdzie indziej można tylko pomarzyć. Wystarczy przejechać się po wsiach, gdzie bywa jeevodayska ekipa medyków: dziesiątki ludzi stłoczonych pod byle jakim dachem, brud, bieda, wszystko śmierdzi i gnije. Jeśli chcecie zobaczyć rany trędowatych, w których zagnieździły się robale, to odpowiednie do tego miejsca. Ale nie musicie jechać aż tak daleko. Czasami takie rany opatrywane są również w Jeevodai.

Żeby rozpoznać tę paskudną chorobę, wystarczy wiedza doświadczonych paramedyków, na przykład Lalarama. Nawet jeśli jest po kielichu, wszystko dokładnie sprawdzi i nigdy nie pomyli się w diagnozie. Żyje tu dostatecznie długo, poza tym jego matka chorowała na trąd.

Akurat przyszła kobieta w granatowo-złotym sari, na oko czterdziestolatka, ale równie dobrze może być dwa razy młodsza. Ma na przedramionach niewielkie, odbarwione plamki, suche jak wiór, bo zmiany trądowe nigdy nie pokrywają się potem. I większą plamę między łopatkami, wyglądającą tak, jakby ktoś posypał mąką jej czarną skórę. Szybko trafiła do Jeevodai, więc wyleczy trąd pewnie za jakieś pół roku, góra za rok, a w odbarwione miejsca może nawet powróci pigment. Przynajmniej tak mówi Lalaram, a jemu można wierzyć.

W poczekalni czeka chłopak w poplamionych spodniach i złachanej koszuli. Na zniszczonych stopach ma marne klapki. Przywlókł się z wioski leżącej na skraju dżungli, ma ręce rozerwane w strzępy. Jakoś niedawno eksplodował mu w dłoniach fajerwerk, przewiązał rany kawałkiem szmaty. Ręce zdążyły zaropieć, krwawiły, a on się dziwił, że nic nie boli, choć przecież powinno. Nie wiedział, że choruje na trąd. Przy okazji pobieżnego badania wyszło, że ma objawy gruźlicy. To w Jeevodai żadna rewelacja, przychodzą tu pacjenci z gruźlicą kości, żołądka, jelit, a nawet oczu.

Obok chłopaka przycupnęła stara kobieta ze zdeformowaną twarzą, zdrożona, bo szła tu przez kilka dni. Nie ma domu ani nikogo bliskiego, nie wie, skąd jest ani ile ma lat. Włóczy się od wsi do wsi, żebrze, często głoduje. Najczęściej ją przegonią, ale tym razem ktoś powiedział, że jeśli pójdzie kilka kilometrów za Abhanpur i z asfaltu skręci w prawo w bitą drogę, tuż obok niewielkiej żółto-czerwonej świątyni i niezwyczajnych tu figur zamyślonych ludzi, których chrześcijanie uznają za świętych, może liczyć, że jej pomogą, dadzą jeść, pozwolą napić się ze studni. Są jednak na tym świecie miejsca, gdzie władają dobrzy bogowie i mieszkają życzliwi ludzie.

Trąd. Choroba, która zabiera ciało

W ubiegłym roku przyszło do Jeevodai pięćdziesięcioro sześcioro nowych trędowatych, średnio jeden na tydzień. Dziś troje, dwa tygodnie temu też trójka, w ubiegłym raptem jedna kobieta. Choć politycy grzmią, że trąd już nie jest w Indiach problemem, bo spada liczba nowych zachorowań, z punktu widzenia osady wygląda to inaczej. Jeśli przysiądziemy pod dachem przychodni, jeszcze przed wieczorem doczekamy się kulawego Tiśwariego, chudego jak szczapa i z wiecznie otwartymi oczami, bo trąd zdążył zeżreć mu powieki, więc niebawem oślepnie. Tiśwari ma opodal dom, a w nim przepiękną żonę i zdrowe dzieci. W Jeevodai pilnuje bramy, otwiera ją i zamyka, śmigając na drewnianych kulach, jakby to były zdrowe nogi Usaina Bolta.

Zaraz na rowerze przyjedzie tu Natwar. Trąd zabrał mu nogi do kolan, ale ma protezy i pedałuje jak zawodowy kolarz. Kiedy elektrownia wyłącza dopływ prądu, wsiada na rower, podjedzie kilkadziesiąt metrów i zapuści generator. Chyba że wyręczy go schizofrenik Bednath, barczysty i silny jak niedźwiedź. Przyprowadził go do Jeevodai trędowaty brat. Albo Prabhu, bardzo ciemny, z niebieskimi oczami, przez co nie pasuje tu ani trochę.

Wszyscy są nocnymi dozorcami, choć przesiadują tu również za dnia, drzemiąc na ławkach w poczekalni albo goniąc za płot bezpańskie krowy. A po zmroku nie tylko pilnują bramy, ale też obchodzą teren i gwiżdżą, gdy mijają pełne godziny.

Po prawej ręce od przychodni są budynki, gdzie dzisiaj mieści się przedszkole, a parę lat temu mieszkali chorzy na AIDS, podrzuceni do Jeevodai, bo tak wymyśliło się specjalistom od profilaktyki medycznej. Nie był to zły pomysł, gdyż za każdym z HIV szły (fakt, że krótko) konkretne pieniądze, ale też nie miało to większego sensu. W głębi za przedszkolem stoją dormitoria dla najstarszych chłopców, a dalej, aż po horyzont, już tylko pola, wyschnięte, bo wciąż nie spadł deszcz. Kiedyś na skraju pól były warzywniaki, lecz zmarniały, nic tu dzisiaj nie rośnie. Są za to sterty śmieci, których kiedyś akurat nie było.

Jeśli pójdziemy w lewo, natkniemy się na spiczasty dach, pod którym czasami zbierają się krawcy, a który za czasów ojca Wiśniewskiego osłaniał prowizoryczną przychodnię. Miniemy plac zabaw z kilkoma podrdzewiałymi huśtawkami. Migną stacje drogi krzyżowej i grób ojca Adama.

Vis-à-vis kościoła strzeżonego przez figurę Chrystusa jest internat dla dziewcząt, dalej wiata na traktor, dom trędowatych kobiet, budynek dla rodzin, przed którym płoną paleniska, gdy nadchodzi pora wieczornego posiłku. Pralnia, gdzie wiszą klatki pełne przepiórek, pomieszczenie, gdzie babcie czyszczą ryż, chlewik, obórka.

Gdybyśmy skręcili trochę w prawo, minęlibyśmy zadaszoną betonową wylewkę, nazwaną Helena Hall, gdzie dzieci jedzą lub zbierają się przy nadzwyczajnych okazjach. Wspólną kuchnię, czarną od zacieków i dymu, w której stoją ciśnieniowe kotły na ryż opalane drewnem, i kolejne domy rodzinne, piętrowe, a obok nich daszki, gdzie parkują księże samochody.

Potem wchodzi się między wyschnięte grządki, pod ogromne jackfruity i mango, między kikuty bananowców; te akurat, kiedy nadejdzie monsun, podobno odżyją i znów zaowocują. Zaraz obok jest polana znaczona bielą nagrobków. To miejscowy cmentarz: równe prostokąty mogił, krzyż przy krzyżu, choć spoczywają tu głównie hinduiści. I to w zasadzie wszystko, jeśli nie liczyć wyschniętego stawu, zaoranych pól ryżowych, grobli, które mają zatrzymać deszczową wodę. Tam wałęsają się bezdomne psy, drepcą stadka krów i bawołów, chłopcy łapią duże jaszczurki, węże i pasiaste wiewiórki, jakieś wielkie białe ptaszyska i bure tłuściutkie przepiórki. A jeszcze dalej jest to samo, czyli nic.

Wyczekiwana i świadoma. Śmierć piękna

Pierwszy umarł Mały – Ćhote. To było naprawdę dawno, więc nikt nie pamięta, jak Mały wyglądał i dlaczego umarł, skoro był ledwie chłopcem. Ale za to wszyscy wiedzą, w której mogile leży. Zwłaszcza że Mały po śmierci trafił do panteonu dobrych bóstw opiekujących się Jeevodayą, siedzi gdzieś w niebie ponad osadą, obok Sziwy i Ganesza-Słonia, wesołego Kryszny, obok Jezuska też. Tak przynajmniej opowiadają tu niektóre stare kobiety. Jak ta wychudzona żebraczka, znaleziona na ulicy, przez kilka dni konająca z głodu. Leżała w poprzek ruchliwego chodnika, nie zwracano na nią uwagi, bo i nie takie rzeczy jak śmierć na ulicy dzieją się w Rajpurze. Przywieziono ją do Jeevodai w zasadzie tylko po to, żeby po ludzku pochować.

A jednak żebraczka, podkarmiona i opatrzona, jakimś cudem uciekła śmierci. Lubiano ją, choć żyła w swoim zmyślonym świecie i była lekko szalona, lecz mimo to jakoś bliska ludziom, bo usłużna, serdeczna, miła. Gdy ktoś przechodził obok niej, łapała za rękę, zsuwała dziurawe sari, dotykała swoich wyschniętych piersi i mówiła, że teraz nie ma w nich mleka, ale jeszcze będzie, bo kobieta ma piersi po to, by karmić. Codziennie chodziła do kościoła, mimo że nigdy nie przyjęła chrztu. Przysiadywała z boczku, powtarzała modlitwy i śpiewała pieśni. Rozumiała ich sens, wszyscy to potwierdzą.

Czuła się całkiem dobrze, normalnie jadła i sypiała, zamiatała podłogę w domu kobiet, chodziła w pole, nie trawiła jej żadna choroba. Aż nagle powiedziała Helenie, że następnego dnia pójdzie odwiedzić Małego. Nie było w tym nic dziwnego, bo często chodziła na cmentarz.

– Idź – odrzekła Helena.

– Nie słuchasz mnie, Mami Dźi. Jutro nie pójdę na grób, tylko tam, gdzie Mały mieszka.

Nie było żadnej racjonalnej przyczyny, by uznać, że takie słowa są czymś innym niż kolejnym objawem szaleństwa. Ale stało się dokładnie tak, jak postanowiła. Po prostu położyła się na swoim łóżku w domu kobiet, zasnęła i tak wymknęła się z życia. To była – dzisiaj tak tutaj mówią – jedna z najpiękniejszych śmierci w Jeevodai, bo w końcu śmierć też może być świadoma, spokojnie wyczekiwana, a więc piękna.

Fragment książki „Trędowate kobiety czyszczą ryż” Pawła Smoleńskiego wydanej przez Wydawnictwo Czarne. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”. Książkę można kupić tutaj.

Okładka książki „Trędowate kobiety czyszczą ryż”.

Foto: Wydawnictwo Czarne

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Premier Hiszpanii pokazał, jak walczyć z Trumpem. „Stał się symbolem oporu”

Premier Hiszpanii pokazał, jak walczyć z Trumpem. „Stał się symbolem oporu”

Szokujące tajemnice Jerzego Andrzejewskiego. Podwójne życie autora „Popiołu i diamentu”

Szokujące tajemnice Jerzego Andrzejewskiego. Podwójne życie autora „Popiołu i diamentu”

Złamali przysięgę wierności Rzeczypospolitej. Z punktu widzenia prawa stali się przestępcami

Złamali przysięgę wierności Rzeczypospolitej. Z punktu widzenia prawa stali się przestępcami

Sztuka, nawet bez zrozumienia, poprawia samopoczucie. Mózg automatycznie reaguje na piękno

Sztuka, nawet bez zrozumienia, poprawia samopoczucie. Mózg automatycznie reaguje na piękno

Rosyjskie macki w Zondacrypto. Ćwiklak: to nie może być przypadek

Rosyjskie macki w Zondacrypto. Ćwiklak: to nie może być przypadek

W pułapce kobiecej ambicji. „Te historie pokazują, że sukces zawsze ma swoją cenę”

W pułapce kobiecej ambicji. „Te historie pokazują, że sukces zawsze ma swoją cenę”

Roboty koszące tańsze niż myślisz. Znaleźliśmy kilka perełek poniżej 2500 zł
                
            
    W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez
    
    Media Expert, 
    
    Ceneo

Roboty koszące tańsze niż myślisz. Znaleźliśmy kilka perełek poniżej 2500 zł W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez Media Expert, Ceneo

Sandra nienawidzi tych spojrzeń. „Jestem postrzegana jako »młoda zdobycz«”

Sandra nienawidzi tych spojrzeń. „Jestem postrzegana jako »młoda zdobycz«”

Karol Nawrocki dostał niespodziewany cios. „Chcieli zablokować nominację”

Karol Nawrocki dostał niespodziewany cios. „Chcieli zablokować nominację”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Ile wrzucić do „koperty” na komunię? Zaskakujące dane – Biznes Wprost

Ile wrzucić do „koperty” na komunię? Zaskakujące dane – Biznes Wprost

9 maja, 2026
Nagranie z sokołem z Lublina hitem sieci. Ptaki na kominie elektrociepłowni

Nagranie z sokołem z Lublina hitem sieci. Ptaki na kominie elektrociepłowni

9 maja, 2026
Terry Szuplat o pisaniu przemówień dla Obamy i słabościach wystąpień Trumpa

Terry Szuplat o pisaniu przemówień dla Obamy i słabościach wystąpień Trumpa

9 maja, 2026
„Kalejdoskop Wydarzeń”: Dorota Gawryluk o relokacji żołnierzy USA do Polski

„Kalejdoskop Wydarzeń”: Dorota Gawryluk o relokacji żołnierzy USA do Polski

9 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Premier Hiszpanii pokazał, jak walczyć z Trumpem. „Stał się symbolem oporu”

Premier Hiszpanii pokazał, jak walczyć z Trumpem. „Stał się symbolem oporu”

9 maja, 2026
Komar tygrysi w Europie – zagrożenie, objawy ukąszenia i jak się chronić

Komar tygrysi w Europie – zagrożenie, objawy ukąszenia i jak się chronić

9 maja, 2026
Węgry. Peter Magyar i nowy rząd. Zmiany w Budapeszcie

Węgry. Peter Magyar i nowy rząd. Zmiany w Budapeszcie

9 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.