W skrócie
-
Włoski sąd przedłużył areszt dla Polaka, który pod wpływem narkotyków śmiertelnie potrącił dwie młode kobiety.
-
Krzysztof L. podczas posiedzenia sądu wyraził żal i zwrócił się z przeprosinami do rodzin ofiar. Powiedział, że w chwili zdarzenia został oślepiony światłami drugiego samochodu.
-
Lokalna społeczność po tragedii ogłosiła dwudniową żałobę.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Do tragedii doszło w sobotę w miasteczku Brivio w regionie Brianza w prowincji Lecco, gdzie odbywał się lokalny festiwal. W wydarzeniu chciały wziąć udział trzy przyjaciółki – 21-letnie Milena i Giorgia oraz rok młodsza od nich Chiara. Po zaparkowaniu samochodu, kobiety ruszyły poboczem w stronę imprezy. Wtedy najechała furgonetka, prowadzona przez 34-letniego Polaka.
W wyniku potrącenia obie 21-latki poniosły śmierć na miejscu. Ich przyjaciółka cudem uniknęła poważnych obrażeń. Jak podały włoskie media, została kilka metrów z tyłu, bo zapatrzyła się w telefon.
Badania wykazały, że w chwili zdarzenia Krzysztof L. był pod wpływem narkotyków. Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem podwójnego zabójstwa drogowego.
Włochy. Polak śmiertelnie potrącił dwie studentki. Sąd przedłużył areszt
We wtorek włoski sąd zdecydował o przedłużeniu L. aresztu, m.in. z racji na to, że nie ma on we Włoszech nikogo bliskiego, u kogo mógłby odbywać areszt domowy do czasu zakończenia postępowania. Podczas posiedzenia mężczyzna opowiedział o okolicznościach zdarzenia ze swojej perspektywy.
L. powiedział, że nadjeżdżający z naprzeciwka samochód oślepił go lampami. – Zanim je zobaczyłem, było już za późno – powiedział. Podkreślił, że gdy zorientował się, co się stało, natychmiast pobiegł udzielić kobietom pomocy.
– Nie miały pulsu, nic już nie mogliśmy zrobić – mówił, płacząc.
Włochy. Śmiertelne potrącenie studentek. Sprawca prosił o przebaczenie
Mężczyzna wyjaśnił też, dlaczego feralnego wieczoru znalazł się we Włoszech. Tłumaczył, że przyjechał odebrać rower. Nie była to jego pierwsza wizyta w tym kraju. Był tam wcześniej dwukrotnie. L. jest zawodowym kierowcą, na stałe mieszka w Polsce z żoną i ośmioletnim dzieckiem. Nie był wcześniej karany.
34-latek podkreślił, że jest zdruzgotany tym, co się stało. Zalany łzami zwrócił się w stronę bliskich ofiar, prosząc je o przebaczenie.
L. nie odniósł się do kwestii swojej trzeźwości w chwili zdarzenia. Portal Leggo.it przekazał, że trwają pogłębione badania na temat tego, kiedy 34-latek przyjął narkotyki.
Śmierć przyjaciółek wywołała poruszenie w lokalnej społeczności. Po wypadku w mieście ogłoszono dwudniową żałobę.















