Wtorkowe orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie małżeństw stawia rządzących pod ścianą. Ale Tusk, któremu majaczą na horyzoncie kolejne wybory, może obawiać się łatki tego, który „ugina się przed Unią”. Chociaż ostatnie wybory prezydenckie pokazały już, że uśmiechanie się do prawicy nie przynosi pożądanych skutków.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Zawieranie małżeństwa poza granicami kraju staje się coraz popularniejsze — pary decydują się na ślub, chociażby w uroczej włoskiej Toskanii czy na hiszpańskim wybrzeżu. W przypadku większości osób uznanie ich małżeństwa przez Urząd Stanu Cywilnego w Polsce to czysta formalność. Niestety, jest też grupa wciąż w tym zakresie wykluczana — pary jednopłciowe. Ponieważ nad Wisłą równości małżeńskiej nie ma, możliwość, by przysięgać sobie miłość aż po grób, mają tylko w innych europejskich państwach. Ale potem i tak odmawia się im transkrypcji tego aktu w kraju.
Taka sytuacja spotkała Jakuba Cupriaka-Trojana i jego męża Mateusza Trojana, którzy pobrali się w Berlinie w 2018 r. Próbowali transkrybować akt w polskich urzędach, na każdym etapie spotykając się jednak z decyzją odmowną. Sprawa dotarła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). NSA chciał się dowiedzieć czy „uregulowania krajowe, które nie zezwalają na uznanie małżeństwa osób tej samej płci zawartego w innym państwie członkowskim ani na transkrypcję w tym celu aktu małżeństwa do rejestru stanu cywilnego, są zgodne z prawem Unii”.
I TSUE orzekł, że nie są. W uzasadnieniu czytamy, że ludzie, którzy „układają życie rodzinne w przyjmującym państwie członkowskim, zwłaszcza przez zawarcie małżeństwa, muszą być pewni, że będą mogli je kontynuować po powrocie do państwa pochodzenia”.
Małżeństwo w TSUE, w Polsce — presja na ministrów





