Rosyjska pomoc dla Iranu to modelowa forma wsparcia autorytarnego: niewidoczna na pierwszy rzut oka, ale decydująca dla przetrwania reżimu — pisze magazyn „Foreign Policy”.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Oficjalnie Kreml potępia amerykańskie groźby ataku na Iran, uznając je za „niedopuszczalne”. Nieoficjalnie, zaangażowanie Moskwy jest zdecydowanie większe.
Zdaniem „Foreign Policy” Kreml boi się, że ewentualny sukces protestów w Iranie mógłby wywołać efekt domina. Oba kraje mają za sobą doświadczenie protestów (Rosja w latach 2011–2012, Iran w 2009). Właśnie lęki przed mobilizacją uliczną, buntem elit i szybkim załamaniem systemu stworzyły fundament ścisłej współpracy rosyjsko‑irańskiej w zakresie kontroli społeczeństwa i neutralizowania opozycji.
Protesty w Iranie trwają od 28 grudnia, głównie z powodu coraz gorszej sytuacji ekonomicznej. Demonstracje rozprzestrzeniły się na cały kraj. Według szacunków mediów i organizacji pozarządowych podczas tłumienia protestów reżim zabił od kilkuset do nawet 20 tys. osób. Represje na taką skalę nie byłyby możliwe bez rosyjskiego sprzętu i technologii.
Wspólnota interesów autorytarnych reżimów
Od ponad dekady Rosja wspiera Iran w budowaniu systemu kontroli i inwigilacji. Dzięki temu Teheran może także przewidywać i torpedować działania organizatorów protestów.
W ubiegłym roku oba kraje podpisały Traktat o Kompleksowym Partnerstwie Strategicznym, który stanowi polityczną podkładkę pod transfer wiedzy i technologii ułatwiających tłumienie buntów — zauważa „Foreign Policy”. Dokument przewiduje m.in.: współpracę w zakresie „bezpieczeństwa informacyjnego”, koordynację przeciw „wykorzystywaniu technologii informacyjnych do celów przestępczych”, wymianę doświadczeń w zarządzaniu narodowymi segmentami internetu. De facto ten dokument tworzy ramy dla wspólnego rozwijania narzędzi kontroli społeczeństw.
Jednocześnie broń z Rosji pozostaje jednym z filarów irańskiej machiny represji. Iran od lat używa karabinów i konstrukcji opartych na rosyjskich projektach, broni wyborowej, karabinów maszynowych i sprzętu montowanego na pojazdach opancerzonych, śmigłowców Mi‑17 i Mi‑28.
Pod koniec ubiegłego roku Iran kupił 40 opancerzonych pojazdów Spartak MRAP, zaprojektowanych z myślą o tłumieniu miejskich zamieszek przez rosyjską Gwardię Narodową. To sprzęt do kontroli, nie do wojny — idealny dla reżimu walczącego z własnym społeczeństwem.
Internet jako pole bitwy: „zarządzona łączność”
Najważniejszym polem, na którym Moskwa wyposaża Teheran, jest jednak infrastruktura cyfrowa. Obowiązujące od 8 stycznia wyłączenia internetu to nie prosta blokada, lecz wysoce selektywne sterowanie łącznością, wzorowane na rosyjskich metodach. Polega na odcięciu dostępu mobilnego i międzynarodowego, przy jednoczesnym utrzymaniu działania systemów państwowych i bankowości.
Dzięki technikom deep packet inspection Iran może nie tylko filtrować, ale także kształtować ruch w czasie rzeczywistym: identyfikować konkretne aplikacje, blokować VPN-y, dławić szyfrowaną komunikację i manipulować przepływem danych. Czyli robić to, co Rosja.
W 2023 r. irańska delegacja odwiedziła rosyjskie zakłady zbrojeniowe, gdzie zaprezentowano jej sprzęt „nieletalny”: paralizatory, granaty hukowe, ładunki wyważające. Był to efekt fali protestów z 2022 r. po śmierci w areszcie Mahsy Amini. Iranka została zatrzymana przez policję moralności za nieprawidłowe noszenie hidżabu. W zamieszkach zginęło wówczas ponad 500 osób.
A jeśli do gry wejdą Stany Zjednoczone?
Kreml nie złamie zasady nienaruszalności granicy między wsparciem a bezpośrednim udziałem militarnym. Bezpośrednia interwencja byłaby kosztowna i narażałaby Rosję na nową izolację. Zamiast tego Moskwa stawia na pomoc dyskretną, techniczną, trudną do jednoznacznego wykazania, ale niezwykle skuteczną — pisze „Foreign Policy”.
Zdaniem magazynu, amerykańska interwencja całkowicie zmieniłaby dynamikę: zmniejszyłyby swobodę Rosji i jednocześnie zwiększyły jej poczucie konieczności działania. Nawet wtedy Moskwa najpewniej unikałaby jednak wysłania wojsk, stawiając na intensyfikację dostaw, pogłębienie współpracy cybernetycznej, mocniejsze wsparcie wywiadowcze i dyplomatyczne.