Szokujące wieści dotyczące zdarzenia przekazywaliśmy na łamach WPROST, do tragicznego zdarzenia doszło w środowe (tj. 25 lutego) popołudnie.
Zejście lawiny miało miejsce po słowackiej części Tatr, dokładnie w rejonie Doliny Mięguszowieckiej, w pobliżu niebieskiego szlaku turystycznego. Jak poinformowali słowaccy ratownicy z Horskiej Zachrannej Służby (HZS), lawina zeszła ze żlebu opadającego z Popradzkiej Grani.
„Podczas lądowania ratowników na miejscu lawiny czescy skialpiniści odkopali już jedną zasypaną osobę i prowadzili u niej resuscytację krążeniowo-oddechową […] Podczas transportu ratowników na miejsce wypadku, ciało drugiej osoby zasypanej lawiną również zostało uwolnione, jednak doznała ona poważnych obrażeń uniemożliwiających przeżycie. Niestety, pomimo ogromnego wysiłku wszystkich zaangażowanych, nie udało się przywrócić funkcji życiowych reanimowanej osoby” – czytamy w relacji z tragicznego zdarzenia na stronie internetowej HZS.
Zginęła dwójka Polaków, w wieku 31 i 41 lat. Jak szybko miało się okazać, pod lawiną została bardzo znana i doświadczona dwójka freeriderów i skialpinistów w środowisku górskim. Mowa o Alim Olszańskim i Marku Patoli.
Marek był jedną z najbardziej ambitnych i zdeterminowanych osób, jakie poznałem. W górach wyznaczał sobie cele i je realizował. Nikt lepiej nie celował w świeży śnieg i mało kto tak dobrze jeździł na nartach. Miał końskie zdrowie. W Tatrach absolutnie freeridowa czołówka. Robił tak niewiarygodne rzeczy, że w ekipie krążyły o nim żarty. Każdy z nas chciałby być jak Marek, ale nikt nie był, bo Marek był poza skalą. Jednocześnie bardzo dobry kolega, kompan przygód (nie tylko) w górach i dni tak dobrych, że opowiada się o nich latami. Marek zawsze był w górach, a jak nie był, to akurat planował. Kiedykolwiek o nich mówił, zapalał się w nim ogień i chęć działania. Pozostanie w jednej ze swoich ulubionych dolin i teraz już nigdy nie ominie go warun. Do zobaczenia w górach Mareczku! Do zobaczenia Panowie! – napisano o Patoli na profilu „Bieruń – Sprawy z Twojego miasta”.
Tragedia w Tatrach. Nie żyją Ali Olszański i Marek Patola
Olszański jeszcze kilkadziesiąt godzin przed tragedią zamieszczał w mediach społecznościowych nagranie prosto z gór. Nikt wówczas nie spodziewał się, że w Tatrach może dojść do tak ogromnej tragedii.
W szczególny sposób Olszańskiego pożegnano również na bardzo znanym Tatromaniaku, serwisie miłośników Tatr.
Chciałem nigdy nie musieć podawać tej informacji. Chciałem nigdy jej nie usłyszeć… Jeśli są ludzie będący uosobieniem życia „na pełnej petardzie”, Ty zdecydowanie byłeś jednym z nich. Dziękuję Ci za wszystkie wrażenia i emocje, jakimi nas obdarzałeś. Dziękuję Ci za wszystkie rozmowy, za Twoją życzliwość względem tego, co robię. Byłeś jedyny w swoim rodzaju. Odpoczywaj w spokoju Bracie. I miej tam zawsze świeży puch – czytamy we wpisie na Facebooku.
W Tatrach obowiązuje obecnie trzeci, czyli znaczny stopień zagrożenia lawinowego. W wielu miejscach są obserwowane samoistne zejścia dużych lawin. Warunki w górach są w znacznej mierze niekorzystne.














