Nie podpisując ustawy o SAFE, prezydent Karol Nawrocki może nie tylko zahamować rozwój polskiego przemysłu obronnego, ale przede wszystkim uderzyć wprost w swoich wyborców.
Jeśli prezydent zawetuje ustawę o SAFE, rząd będzie musiał wprowadzić plan B. Prawdopodobnie spróbuje uruchomić środki z unijnego instrumentu przez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Dla budżetu obronnego nie musi to oznaczać utraty pieniędzy, ale zmieni sposób ich wydawania. Największe konsekwencje mogą odczuć projekty przemysłowe i część programów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Pałac Prezydencki robi wszystko, aby storpedować instrument Security Action for Europe (SAFE). Dla Prawa i Sprawiedliwości to kwestia wyłącznie polityczna, a nie sprawa bezpieczeństwa państwa. Po pierwsze, ciężko będzie prawicy przyznać, że to konkurenci sprawili, że regiony, gdzie tradycyjnie głosuje się na PiS, dostaną ogromne pieniądze. Dlatego przeciwko SAFE jest nawet prezydent Stalowej Woli, choć dzięki programowi w jego mieście mogą pojawić się nowe miejsca pracy.
Po drugie, politycy PiS i otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego mówią wprost, że wolą robić zakupy w Stanach Zjednoczonych, a SAFE na to nie pozwala. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz, stwierdził nawet, że Polska powinna robić zakupy zbrojeniowe zgodne z amerykańską doktryną obronną. Jakby zapomniał, że przede wszystkim powinien dbać o interes Polski i polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Dlatego jest niemal pewne, że Nawrocki zawetuje ustawę, dzięki której środki miały być rozdzielane przez specjalny mechanizm powiązany z programami rozwoju przemysłu obronnego, obrony cywilnej i planem modernizacji technicznej sił zbrojnych.
Plan B
Jeżeli ustawa zostanie zawetowana pieniądze i tak mogą trafić do Polski. Ustawa bowiem jedynie reguluje zasady ich przepływu, procedury bezpieczeństwa i zarządzanie projektami. Rząd nadal może pozyskać pieniądze, ale musi znaleźć nowy mechanizm zarządzania nimi. Najprostszym będzie skierowanie środków z SAFE do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, który działa przy Banku Gospodarstwa Krajowego i finansuje modernizację armii.
Fundusz jest dziś głównym instrumentem finansowania programów zbrojeniowych Ministerstwa Obrony Narodowej. Trafiają do niego pieniądze z obligacji emitowanych przez BGK, ze środków celowych budżetu państwa oraz z innych źródeł.
Włączenie pieniędzy z SAFE do tego mechanizmu oznaczałoby, że zamiast osobnego programu inwestycyjnego na rozwój polskiego przemysłu obronnego, trafią one do wspólnej puli przeznaczonej na modernizację sił zbrojnych.
Z punktu widzenia armii taki scenariusz nie musi być niekorzystny. Fundusz i tak finansuje większość największych programów zbrojeniowych ostatnich lat. Żołnierze tak czy siak otrzymają sprzęt, który jest zatwierdzony w długoletnich programach zbrojeniowych. Jednak pieniądze te niekoniecznie trafią na rozwój polskiego przemysłu. Innymi słowy, pieniądze nadal trafiałyby do modernizacji armii, tyle że bez dodatkowych mechanizmów przemysłowych zapisanych w ustawie.
Problem w przemyśle
Największa różnica pomiędzy dotyczy jednak sposobu wydawania pieniędzy. Projekt ustawy zakładał silne powiązanie programu SAFE z inwestycjami w Polski przemysł zbrojeniowy przez powstanie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych. Według deklaracji rządu, nawet ponad 80 proc. środków miało trafić do krajowych firm. Przede wszystkim do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i jej spółek.
Chodziło m.in. o rozwój produkcji amunicji, modernizację zakładów zbrojeniowych oraz udział polskich firm w europejskich projektach przemysłowych. Najwięcej mogłyby zyskać Huta Stalowa Wola, Rosomak, Meskoczy Dezamet. Większość z nich leży w miastach, gdzie regularnie wygrywa PiS.
Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych nie ma jednak takiego mechanizmu. Finansuje przede wszystkim zakupy sprzętu dla armii. W takiej sytuacji efekt gospodarczy programu w Polsce mógłby być wyraźnie mniejszy. Zwłaszcza, jeśli władza zmieniłaby się na taką, która woli inwestować za granicą. A mieliśmy już takie przypadki. Były minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak, wolał kupić produkt koreański, niż produkowane w HSW Kraby.
Cios w bezpieczeństwo wewnętrzne
Drugim potencjalnym przegranym zmian może być Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W pierwotnych założeniach polskiej ustawy wdrażającej SAFE zakładano bowiem, że część finansowania zostanie przeznaczona nie tylko na projekty stricte wojskowe, ale także na działania związane z ochroną granic, bezpieczeństwem infrastruktury krytycznej i zdolnościami reagowania kryzysowego państwa, w tym na obronę cywilną, którą obecna władza, z lepszym lub gorszym skutkiem, stara się odbudować.
W grę wchodziły inwestycje w systemy obserwacji i monitoringu granic, nowe środki transportu dla formacji granicznych, rozwój infrastruktury teleinformatycznej oraz systemów łączności, a także modernizacja zaplecza logistycznego i szkoleniowego służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne. W kontekście wciąż trwającego kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią oraz rosnącej liczby incydentów hybrydowych takie projekty były traktowane jako element szerszego bezpieczeństwa państwa, spójnego z działaniami Sił Zbrojnych.
Kluczowym beneficjentem takich inwestycji mogłaby być przede wszystkim Straż Graniczna, która od 2021 r. systematycznie rozbudowuje systemy ochrony wschodniej granicy. Chodzi tu zarówno o rozwój elektronicznych systemów nadzoru, jak i o modernizację sprzętu obserwacyjnego, bezzałogowych systemów latających czy mobilnych centrów dowodzenia.
Część środków mogłaby również trafić do Policji, zwłaszcza na projekty związane z ochroną infrastruktury krytycznej, reagowaniem na zagrożenia hybrydowe i rozwój systemów dowodzenia w sytuacjach kryzysowych.
Sytuacja zmienia się jednak w momencie, gdy środki z SAFE zostałyby skierowane bezpośrednio do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. W takiej sytuacji projekty realizowane przez służby cywilne, nawet jeśli są związane z bezpieczeństwem państwa, mogą znaleźć się poza głównymi potrzebami. Zwłaszcza, że musiałyby się dogadać dwa ministerstwa, a sprzęt kupowany przez armię musiałby zostać przekazany cywilom.
Jedyna szansa
Najważniejsze jest jednak to, że w przypadku prezydenckiego weta, scenariusz z wykorzystaniem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych nie oznacza automatycznej utraty pieniędzy z Unii Europejskiej. Polska nadal może korzystać z finansowania SAFE.
Zmienia się jednak struktura wydatków i sposób zarządzania nimi. Zamiast dużego celowego programu inwestycyjnego wspierającego przemysł obronny zostanie wykorzystany mechanizm finansowania zakupów sprzętu. To oznacza, że Polska nie straci miliardów euro z programu, ale może stracić część efektu gospodarczego – inwestycji w krajowe fabryki, nowe linie produkcyjne i miejsca pracy w sektorze zbrojeniowym.
W dłuższej perspektywie różnica może sięgać dziesiątek miliardów złotych potencjalnych inwestycji przemysłowych, które w scenariuszu funduszowym po prostu nie powstaną. Nie podpisując ustawy, prezydent może nie tylko zahamować rozwój polskiego przemysłu obronnego, ale przede wszystkim uderzyć wprost w swoich wyborców. W województwie podkarpackim zdobył 71,02 proc. głosów, w lubelskim 66,54 proc., a w świętokrzyskiem 63,61 proc. Tam też znajduje się większość zakładów, które dzięki SAFE mogłyby liczyć na rozwój w zrost zatrudnienia.