Karol Nawrocki musi ujawnić aneks do raportu z likwidacji WSI, bo inaczej wyszedłby na „miękiszona”. Jarosław Kaczyński musi być wobec tego krytyczny, bo inaczej ostentacyjnie odciąłby się od stanowiska swojego brata. Wspólnie starają się, by publiczne pokazanie tego „Świętego Graala prawicy” miało jak najmniejsze polityczne znaczenie.
– Trzeba po 20 latach przeciąć spekulacje, co w nim jest – słyszymy od współpracownika prezydenta Nawrockiego. Przeciąć, czyli ujawnić aneks, by jeszcze bardziej nie obrastał legendami. Tylko że w ocenie prezesa PiS lepiej, by ten aneks trzymać dalej w sejfie.
Aneks jednak konwojem pojechał do marszałków Sejmu i Senatu – Włodzimierza Czarzastego i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – by dopełnili formalności i wydali swoje opinie w sprawie ujawnienia aneksu. Opinie te nie mają najmniejszego znaczenia, ale ustawa tego wymaga. Marszałkowie mają na to miesiąc.
Ujawnienie aneksu to nie jest żaden priorytet Nawrockiego. Od lat o to zabiegał jednak jego jeden z najbliższych współpracowników (był szefem BBN), a prywatnie przyjaciel – Sławomir Cenckiewicz. Nawrocki uznaje autorytet Cenckiewicza w sprawach służb. Jak mówił Cenckiewicz, rozmawiali o aneksie i prezydent od początku prezydentury chciał go ujawnić.
Fundamentalna różnica
Sam proces ujawniania aneksu był jednak poza Cenckiewiczem. To wiceszef BBN gen. Andrzej Kowalski – dziś, po rezygnacji Cenckiewicza, p.o. szefa BBN – pracował nad zaczernianiem fragmentów z danymi osobowymi i wrażliwymi, by dostosować dokument do wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Ze słów Cenckiewica wynika, że chciałby jak najszerszego ujawnienia aneksu. Wedle Cenckiewicza – co mówił publicznie – od stworzenia aneksu upłynęło już tyle czasu, że jest to dokument historyczny, a informacje w nim zawarte przestały być wrażliwe.
Przez ostatni miesiące Cenckiewicz przyjeżdżał na Nowogrodzką, by rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim. Często w cztery oczy. Nie znamy przebiegu tych rozmów, ale naturalne jest, że temat ujawnienia aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych powinien się pojawić. Bo prezydent Nawrocki deklarował, że go ujawni, a Cenckiewicz był jego współtwórcą.
Między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką jest w sprawie ujawniania aneksu fundamentalna różnica. Karol Nawrocki, uznający w tych sprawach autorytet Sławomira Cenckiewicza, jest jednoznacznie za ujawnieniem aneksu. Jarosław Kaczyński mówi od zawsze „nie”. – Prezes zawsze był przeciwko odtajnieniu aneksu – słyszymy od polityka PiS bliskiego Nowogrodzkiej. Kaczyński zbyt dobrze zna Antoniego Macierewicza – twórcę aneksu – by mu ufać. A przede wszystkim: brat prezesa PiS, Lech Kaczyński zajął w sprawie aneksu jednoznaczne stanowisko: był przeciw jego ujawnieniu.
– Nie uważam, żeby to upublicznienie było jakimś szczególnie ważnym aktem. Przyłączam się do tego, co wtedy powiedział mój świętej pamięci brat, że tam jest wiele tez o charakterze publicystycznym, a nie takim, które powinny być w tego rodzaju dokumencie – powiedział dziennikarzom w niedzielę w Parczewie, gdzie odbyło się uroczyste odsłonięcie Ronda Prezydenta im. Lecha Kaczyńskiego, reagując na zapowiedź prezydenta. Według niego w aneksie są „bardzo wątpliwe tezy, jeżeli chodzi o ich udowodnienie”, „bardzo ryzykowne”.
Nie robić wielkiej pompy
Lech Kaczyński po lekturze twierdził, że „Antoni Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje”. Uznał aneks za publicystykę, a więc za rzecz ośmieszającą dla państwa. Lech Kaczyński, mając za sobą lekcję głównego raportu, nie dowierzał Macierewiczowi i dlatego prosił, by mu dostarczyć niektóre dokumenty w oryginale. A gdy je dostawał, to utwierdzał się z decyzji, że aneks musi leżeć w sejfie.
Nie ma w polskiej polityce dokumentu, który by obrósł większą legendą niż 886 stron aneksu do raportu z likwidacji WSI. Powstał on w 2007 r. Jego autorem jest przede wszystkim Antoni Macierewicz, ale tworzył go również Sławomir Cenckiewicz. Aneks teoretycznie miał być jedynie dodatkiem do samego raportu – choć dwa razy obszerniejszym – lecz przerósł go nie tylko objętością, ale i tajemniczością.
W jednym z wywiadów były już szef BBN stwierdził, że trzeba po prostu zakończyć proces ujawniania aneksu i „nie robić wielkiej pompy” wokół niego. I, co powiedział wprost, ujawnienie będzie istotne, ale „dla osób, które się tym interesują, [bo to] przyczynek do oceny czym były WSI”.
– Będzie pewien zawód po opublikowaniu – mówił Nawrocki ostatnio. W aneksie ma być wiele o Bronisławie Komorowskim. O nielegalnym handlu bronią. O korzeniach mafii w Polsce. Publikacja aneksu nie będzie bombą atomową, ale środowiskom prawicowym bliskich zwłaszcza „Gazecie Polskiej”, publicystom i historykom z tej flanki dostarczy dużo materiału – zwłaszcza do rozszyfrowywania, kto i co się kryje w zaczernionych polach.





