— Raúl Castro wciąż ma wśród Kubańczyków ogromny autorytet moralny i polityczny — przyznaje w rozmowie z „Newsweekiem” Helen Yaffe z Uniwersytetu Glasgow. Federalny akt oskarżenia wobec byłego prezydenta Kuby dotyczący zarzutów sprzed kilku dekad pokazuje, jak długofalowa była strategia USA mająca w niego uderzyć. Raúl i jego zmarły brat Fidel przez lata byli solą w oku kolejnych amerykańskich administracji.
— Jeśli Fidel był ojcem narodu, to Raúl jest jego wujkiem — mówi „Newsweekowi” Helen Yaffe, profesorka ekonomii politycznej Ameryki Łacińskiej na Uniwersytecie w Glasgow i współprowadząca podcast „Cuba Analysis”.
Departament Sprawiedliwości USA w środę ogłosił postawienie 94-letniemu Raúlowi Castro zarzutów karnych w związku z poleceniem zestrzelenia dwóch cywilnych samolotów grupy Brothers to the Rescue w 1996 r. W ataku przeprowadzonym przez dwa kubańskie myśliwce na międzynarodowej przestrzeni powietrznej zginęły cztery osoby, w tym trzech obywateli USA.
Hawana uważa postawienie zarzutów za kolejny etap eskalacji konfliktu przez administrację Donalda Trumpa zdeterminowaną, by doprowadzić do zmiany reżimu. Zdaniem kubańskich władz USA fałszują przebieg historycznych wydarzeń.
Raúl Castro, autorytet dla Kubańczyków
Raúl Castro i jego starszy brat urodzili się w Birán na wschodzie Kuby. Fidel stał się polityczną i ideologiczną twarzą rewolucji, natomiast Raúl skupił się na zadaniach wojskowych i organizacyjnych. Obaj brali udział w ataku na koszary Moncada w 1953 r., próbując wzniecić powstanie przeciwko dyktaturze Fulgencio Batisty. Po nieudanym zamachu zostali aresztowani i zesłani na emigrację do Meksyku.
W 1956 r. powrócili na Kubę. W ciągu kolejnych dwóch lat zyskali szerokie poparcie społeczne dzięki walce partyzanckiej, a po upadku armii Batisty wkroczyli do Hawany 1 stycznia 1959 r. Raúl przez lata był ministrem sił zbrojnych Kuby, a jego brat pełnił funkcję prezydenta (przewodniczącego Rady Państwa Republiki Kuby). W 2006 r. stan zdrowia Fidela pogorszył się, a władzę przejął Raúl i sprawował ją aż do 2018 r., kiedy to przekazał władzę Miguelowi Díaz-Canelowi. Mimo że zrezygnował z prezydentury, a później również stanowiska pierwszego sekretarza Partii Komunistycznej Kuby Castro nadal pozostaje jedną z najważniejszych postaci politycznych na wyspie.
— Wciąż ma ogromny autorytet moralny i polityczny — zwraca uwagę Yaffe. Podkreśla znaczenie tego, że w podczas styczniowych protestów przeciwko zaostrzeniu amerykańskiej blokady Raúl maszerował razem z Díaz-Canelem.
— Do tej pory ma niesamowity autorytet weterana rewolucji — mówi Yaffe. — Raúl zawsze bardzo rygorystycznie podchodził do przekazywania odpowiedzialności, a w przeciwieństwie do Fidela miał wyznaczone godziny urzędowania, choć najważniejsze decyzje i tak były z nim konsultowane.
Amerykańskie samochody z lat 50. na kubańskich ulicach przypominają o trwającym od dekad embargu, które USA nałożyły na rząd Castro po rewolucji 1959 r. Przez ostatnie 67 lat Waszyngtonowi nie udało się przywrócić wyspy do swojej strefy wpływów. Próby te obejmowały inwazję w Zatoce Świń w 1961 r., nałożone rok później sankcje czy ocieplenie stosunków za czasów prezydentury Baracka Obamy, kiedy to ponownie otwarto placówki dyplomatyczne.
— Kolejne administracje w Waszyngtonie nie potrafiły zrozumieć głębokiego przywiązania Kubańczyków do historycznego zobowiązania wobec suwerenności i sprawiedliwości społecznej — mówi Yaffe, wskazując, że Raúl był symbolem tego nastawienia. — To właśnie jest pomost łączący walkę o niepodległość pod wodzą José Martíego, bohatera narodowego z końca XIX w., z rewolucją lat 50. i późniejszą decyzją o przyjęciu socjalizmu.
Kubańska tradycja nieugiętej postawy
Jak twierdzi Jason Marczak, wiceprezes i dyrektor Atlantic Council’s Adrienne Arsht Latin America Center, akt oskarżenia wobec Castro pokazuje kolejny etap presji wywieranej przez USA na władze w Hawanie.
— Te zarzuty to jasny sygnał dla Kubańczyków: albo gracie według naszych zasad, albo Stany Zjednoczone uderzą w jednego z architektów rewolucji — zuważa Marczak w rozmowie z „Newsweekiem”.
W wywiadzie udzielonym „Newsweekowi” w ubiegłym miesiącu prezydent Díaz-Canel powiedział, że jeśli USA rozpoczną konflikt zbrojny, Kuba „będzie walczyć”. Zaznaczył też, że nie obawia się o swoje życie ani wolność, kontynuuje wieloletnią tradycję nieugiętej postawy kubańskich przywódców wobec Waszyngtonu.
Yaffe odwiedziła Kubę w styczniu, gdy tłumy oddawały hołd 32 kubańskim żołnierzom poległym podczas przejęcia władzy w Wenezueli po schwytaniu byłego prezydenta Nicolása Maduro przez Amerykanów. Maduro był ważnym sojusznikiem Hawany.
— To był wyjątkowo zimny dzień — wspomina w rozmowie z „Newsweekiem”. — Przynajmniej 100 tys. Kubańczyków z różnych środowisk — wojskowi i cywile — godzinami stało na zimnie i deszczu, by oddać hołd poległym.
Jak twierdzi, taka mobilizacja w sprawie śmierci osób broniących prezydenta innego kraju „daje pewne wyobrażenie o tym, co by zrobili, gdyby chodziło o ochronę Raúla”.
Hawana reaguje na zarzuty
Ogłoszenie aktu oskarżenia nastąpiło 20 maja, a więc rocznicę powołania Republiki Kuby z 1902 r. Kubańczycy z USA zgromadzili się tego dnia pod Freedom Tower w Miami, gdzie po rewolucji ponad pół miliona uchodźców z Kuby uznano za imigrantów.
Tego samego dnia amerykańska armia podkreśliła gotowość lotniskowca USS Nimitz na południowych wodach Karaibów. Wcześniej Trump groził możliwym podjęciem działań wojskowych. Z kolei restrykcyjne embargo naftowe wywołało na wyspie kryzys energetyczny, przerwy w dostawach prądu i protesty.
Raúl Castro ostatni raz publicznie pokazał się w Dzień Pracy 1 maja, kiedy ubrany w mundur wojskowy maszerował razem z Díaz-Canelem. Prezydent Kuby potępił amerykański akt oskarżenia jako „działanie polityczne całkowicie pozbawione podstaw prawnych” i mające na celu uzasadnienie ewentualnej agresji militarnej wobec Kuby. Na platformie X napisał, że zestrzelenie samolotów było „legalną samoobroną” po naruszeniu kubańskiej przestrzeni powietrznej przez „notorycznych terrorystów”.
Jak podała agencja Associated Press, Marlene Alejandre-Triana, której ojciec Armando Alejandre Jr. zginął podczas zestrzelenia samolotów w 1996 r., określiła zarzuty jako „długo wyczekiwane”. Także kubańska społeczność w Miami miała przyjąć je z zadowoleniem.
Clark Neily, wiceprezes ds. analiz prawnych w waszyngtońskim think tanku Cato Institute, mówi „Newsweekowi”, że akty oskarżenia wobec zagranicznych przywódców rzadko służą wyłącznie wymiarowi sprawiedliwości. — Legitymizacja działań rozliczających, nawet jeśli są prawnie uzasadnione, zależy po części od tego, czy jesteśmy gotowi stosować te same standardy wobec wszystkich — mówi.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.