Ze wstępnych ustaleń amerykańskiego śledztwa wynika, że w ataku na znajdującą się na szkołę podstawową dla dziewcząt w Iranie zginęło ponad 175 osób. Większość z nich to małe dzieci. Wszystko wskazuje na to, że za atakiem stały siły USA. Nie byłaby to pierwsza sytuacja, w której Amerykanie przez pomyłkę i błędną ocenę sytuacji zaatakowali nieuzbrojonych cywilów.
Stany Zjednoczone były wielokrotnie oskarżane o zbrodnie wojenne i naruszanie prawa w związku ze śmiercią cywilów i przeprowadzanymi atakami, m.in. w Wietnamie, Iraku, Afganistanie, Syrii czy Jemenie. Określenie dokładnej liczby ofiar cywilnych często okazuje się jednak trudnym zadaniem ze względu na sprzeczne informacje ze strony władz oraz trudności z identyfikacją ofiar i potencjalnych bojowników.
Atak na szkołę dla dziewcząt w Iranie
Zaatakowana szkoła w Minab — niewielkim miasteczku w prowincji Hormozgan — znajdowała się w pobliżu koszar morskiej brygady Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Stany Zjednoczone twierdzą, że celem ich ataku były obiekty związane z irańską marynarką wojenną w tym regionie. Jak podał „The Washington Post”, szkoła podstawowa Shajareh Tayyebeh znajdowała się na liście celów USA. Kilka osób znających kulisy sprawy twierdzi, że mogła ona zostać błędnie uznana za obiekt wojskowy.
Nalot miał miejsce w czasie lekcji w sobotę, która w Iranie jest pierwszym dniem tygodnia szkolnego. Zginęli zarówno nauczyciele, jak i dzieci. Szkoła od ponad dekady funkcjonuje jako placówka edukacyjna i — jak poinformował „The New York Times” — „nie ma żadnych dowodów na to, by na jej terenie prowadzono działalność wojskową”.
Wojsko amerykańskie wszczęło śledztwo w tej sprawie, a dwóch rozmówców Associated Press, którzy mieli informacje dotyczące wstępnych ustaleń, przekazało, że powodem ataku mogła być nieaktualna analiza wywiadowcza. Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) korzystało z koordynatów przekazanych przez Defense Intelligence Agency, jednak — jak informuje AP — dane te były nieaktualne.
Atak, w którym według cytowanego przez magazyn „TIME” Stowarzyszenia Związków Nauczycieli Iranu zginęło co najmniej 108 dzieci, spotkał się z powszechnym międzynarodowym potępieniem oraz oskarżeniami o możliwe zbrodnie wojenne. Analizy zdjęć satelitarnych, materiałów wybuchowych i opinie ekspertów wskazują na prawdopodobne zaangażowanie sił amerykańskich. Zdjęcia matek opłakujących dzieci przy trumnach oraz masowe groby ofiar wzbudziły oburzenie i sprzeciw wobec trwających działań wojennych.
W zeszłym tygodniu odbyła się ceremonia pogrzebowa zmarłych dziewcząt. Ze zdjęć wynika, że udział w niej wzięło kilka tysięcy osób. O atak Iran oskarżył Izrael i Stany Zjednoczone. Prezydent Donald Trump początkowo zrzucił winę na Iran, jednak później zadeklarował, że zaakceptuje wyniki śledztwa Pentagonu. Izrael nie przyznał się do odpowiedzialności.
Ile cywilów zginęło za czasów prezydentury Donalda Trumpa?
Podczas operacji wojskowych prowadzonych przez administrację Trumpa — zarówno podczas jego pierwszej, jak i obecnej kadencji — doszło do kilku innych przypadków śmierci cywilów. Wiele z tych wydarzeń miało miejsce na Bliskim Wschodzie.
„Jeszcze przed rozpoczęciem operacji w Iranie liczba nalotów na całym świecie po powrocie Trumpa do urzędu przekroczyła łączną liczbę ataków ze wszystkich czterech lat prezydentury Joe Bidena” — poinformowała niedawno redakcja ProPublica.
Pierwszą operacją przeprowadzoną przez Trumpa był rajd na obiekt Al-Kaidy w Jemenie w 2017 r. Według Reutersa, w jego wyniku zginęło około 30 osób, w tym 10 kobiet i dzieci. Organizacja Human Rights Watch podała, że ofiarami było co najmniej 14 cywilów, z czego 9 było dziećmi. „Niestety…prawdopodobnie zginęli także cywile niezwiązani z walkami” — napisano w oświadczeniu wydanym wtedy przez CENTCOM, regionalne dowództwo armii USA odpowiedzialne m.in. za Bliski Wschód.
Dwa lata później, w 2019 r., „The New York Times” poinformował, że amerykański nalot na Baghuz w Syrii zabił około 80 osób, co czyni go jednym z najbardziej tragicznych incydentów z ofiarami wśród cywilów podczas wojny z Państwem Islamskim. Bomby zostały zrzucone prosto w tłum kobiet z dziećmi. Zespół śledczy „The New York Times” przekazał te ustalenia do CENTCOM, który potwierdził atak, informując o śmierci 16 bojowników i 4 cywilów. W odniesieniu do pozostałych 60 ofiar stwierdzono, że nie jest jasne, czy były one cywilami, czy osobami powiązanymi z Państwem Islamskim.
Amerykański nalot na port naftowy Ras Isa w Jemenie, za czasów drugiej kadencji Trumpa, pochłonął życie co najmniej 70 osób. Celem USA byli bojownicy Huti — przedstawiciele tej grupy wydali oświadczenie, w którym oskarżyli administrację Trumpa o atak na „kluczowy obiekt cywilny, który od dziesięcioleci służy mieszkańcom Jemenu”. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.
Ofiary za rządów Baracka Obamy i Joe Bidena
Za czasów prezydentury Baracka Obamy ofiary cywilne odnotowano podczas operacji USA m.in. w Jemenie, Afganistanie, Iraku czy Syrii. Obama autoryzował ponad 500 nalotów dronami, w których zgodnie z ustaleniami Rady Stosunków Międzynarodowych zginęło łącznie około 3 tys. 800 osób, w tym 324 cywilów.
Dwa najczęściej przytaczane incydenty to atak na orszak weselny w Jemenie oraz atak na szpital Lekarzy Bez Granic (MSF) w afgańskim mieście Kunduz. Według ustaleń Human Rights Watch, w grudniu 2013 r. Stany Zjednoczone wystrzeliły kilka rakiet w konwój pojazdów w Jemenie, zabijając około 12 osób i raniąc co najmniej drugie tyle. Konwój był częścią uroczystości ślubnej, a raporty wskazują na to, że wszystkie ofiary były cywilami.
Zgodnie z doniesieniami MSF, rankiem 3 października 2015 r. „amerykański samolot AC-130 wystrzelił 211 pocisków w główny budynek szpitala, gdzie pacjenci spali lub przechodzili operacje”. Zginęły co najmniej 42 osoby, a 37 kolejnych odniosło rany. Wielu zabitych stanowili pacjenci. Obama przyznał się do ataku i złożył „najgłębsze kondolencje personelowi medycznemu oraz innym cywilom, którzy zostali zabici lub ranni z powodu tego tragicznego incydentu”. Według raportu wojska amerykańskiego seria nalotów przeprowadzonych między lipcem 2015 a kwietniem 2016 roku na cele Al-Kaidy i Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii spowodowała śmierć 14 cywilów.
Śmierć cywilów za rządów Joe Bidena była wynikiem działań wojskowych w Afganistanie, Syrii, Iraku i Jemenie. Część przypadków nadal jest przedmiotem sporu lub jest weryfikowana. Jednym z najbardziej nagłośnionych incydentów podczas wycofywania wojsk USA z Afganistanu w 2021 roku był atak rakietowy, w którym zginął pracownik organizacji humanitarnej oraz dziewięciu członków jego rodziny, w tym siedmioro dzieci.
— Ten atak przeprowadzono w głębokim przekonaniu, że pozwoli on zapobiec bezpośredniemu zagrożeniu dla naszych żołnierzy oraz znajdujących się na lotnisku ewakuowanych — powiedział wtedy generał Kenneth McKenzie, dowódca CENTCOM. — Nasze śledztwo wykazało, że uderzenie było tragiczną pomyłką.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




