W Białym Domu słychać tykanie zegara, który może wybuchnąć w każdej chwili. W tym przypadku rolę zegara pełni jednak żywa osoba — Pam Bondi. Sposób, w jaki prokurator generalna radzi sobie z aktami Jeffreya Epsteina, stał się narastającym problemem politycznym, z którym nie potrafią uporać się ani Departament Sprawiedliwości, ani Biały Dom.
Jak twierdzą demokraci z komisji nadzoru Izby Reprezentantów, Bondi wielokrotnie odmawiała zadeklarowania, czy podporządkuje się wezwaniu do złożenia spisanych do protokołu zeznań pod przysięgą dotyczących ujawnienia informacji o Epsteinie przez Departament. To doprowadziło do tego, że parlamentarzyści zaczęli opuszczać salę, tłumacząc swoje działania protestem przeciwko działaniom mającym na celu uniknięcie odpowiedzialności. Ostatnie emocje za zamkniętymi drzwiami Kapitolu sugerują, że lont wciąż się tli.
Problem z aktami Epsteina
Sprawa Epsteina jest szczególnie kłopotliwa dla prezydenta Donalda Trumpa ze względu na jego udokumentowaną znajomość z miliarderem. Jest to temat wyjątkowo drażliwy wśród zwolenników MAGA, którzy od dawna podejrzewają, że establishment próbuje ukryć prawdę o Epsteinie i jego elitarnych kontaktach.
Podczas kampanii wyborczej w 2024 r. konserwatyści obiecywali pełną przejrzystość w sprawie Epsteina, jednak wyborcy są rozczarowani tym, co postrzegają jako powolne i chaotyczne ujawnianie akt śledztwa. Dodatkowo niektórzy twierdzą, że administracja Trumpa zachowuje się opieszale. Twarzą podejrzewanej obstrukcji wokół sprawy Epsteina stała się właśnie Bondi.
Obrońcy prokurator generalnej mogą argumentować, że zamknięty briefing był uzasadnionym kompromisem, jednak prawnicy spierają się o szczegóły żądań Kongresu. Departament Sprawiedliwości utrzymuje, że wezwanie komisji nadzoru jest „całkowicie niepotrzebne”, twierdząc, że parlamentarzystom zaoferowano dostęp do nieocenzurowanych akt w siedzibie departamentu oraz zorganizowano dodatkowe briefingi dotyczące wdrażania ustawy o przejrzystości dokumentów Epsteina.
Sama Bondi, gdy pytano ją o to, czy zastosuje się do wezwania i złoży zeznania pod przysięgą, trzymała się znanej formułki:
— Będę postępować zgodnie z prawem.
Ale politycznie to właśnie to jest problemem. Gdy skandal dotyczy braku przejrzystości, odpowiedzi oparte na przepisach brzmią wymijająco, a w przypadku Trumpa niejednoznaczność wokół Epsteina wzbudza szczególne podejrzenia.
Demokraci i republikanie są zgodni
To, co czyni tę sytuację niebezpieczną dla Bondi, to powstawanie pewnego wzorca. Jej wystąpienie przed Komisją Sądownictwa Izby Reprezentantów w lutym skrytykowały zarówno lewica, jak i prawica — z ust prokurator padły ostre słowa, personalne ataki i próby unikania konkretnych pytań dotyczących ujawniania akt.
Demokraci chętnie wykorzystywali nagrania przesłuchania, jednak wystąpienie Bondi spotkało się także z ostrą krytyką ze strony czołowych konserwatystów — w tym środowiska MAGA — którzy przedstawiają prokurator jako osobę niekompetentną i nieprzejrzystą. W efekcie zarówno republikanie, jak i demokraci zaczęli zadawać sobie pytanie: od czego Bondi chce odwrócić uwagę?
Prokurator wielokrotnie musiała tłumaczyć, co już ujawniono (a czego nie), dlaczego nie dotrzymano terminów, dlaczego nazwiska ofiar nie zostały zanonimizowane, a domniemani sprawcy już tak oraz dlaczego cała przejrzystość procesu wydaje się podejrzanie wyreżyserowana. Słynne były także słowa Bondi, która stwierdziła, że rzekoma „lista klientów” Epsteina miała „leżeć na jej biurku”. Kobieta przyznała później, że taka lista w rzeczywistości nie istnieje — wpadka ta szczególnie zawiodła przedstawicieli środowiska MAGA.
Przesłuchanie Bondi zagrożeniem dla Trumpa
Demokraci wyczuli krew. Wezwanie komisji nadzoru miało charakter ponadpartyjny, ponieważ poparło je także kilku republikanów. To daje opozycji solidny argument. Termin przesłuchania Bondi wyznaczono na 14 kwietnia.
Jeśli prokurator generalna się nie stawi, demokraci mogą próbować wnieść sprawę o obrazę Kongresu, co potwierdza najgorsze obawy środowiska MAGA względem akt Epsteina. Jeśli się pojawi, demokraci uzyskają zeznania pod przysięgą i stenogram — dodatkowy materiał w walce z administracją Trumpa. Obydwa rozwiązania to polityczna strata dla obecnej administracji. W przypadku tego skandalu brak nowych informacji rzadko działa uspokajająco, a opinia publiczna wychodzi z założenia, że zawsze jest coś jeszcze, co Bondi celowo ukrywa.
Rynki już wyceniają spore szanse na to, że prokurator nie dotrwa na stanowisku do końca roku. Oczywiście nie są one wyrocznią, jednak stanowią użyteczny barometr: internauci coraz częściej postrzegają Prokurator Generalną jako jedną z najbardziej zagrożonych nagłym odwołaniem osób w administracji.
Na ten moment rynek Kalshi ocenia szansę odejścia Bondi z administracji Trumpa w 2026 r. na 52 proc. Na Polymarket ocena jest bardziej optymistyczna — szacowane szanse na jej odejście do 2027 r. wynoszą 38 proc. Nie są to fatalne liczby, jednak nie są też najlepsze. I biorąc pod uwagę dotychczasowe działania Bondi wokół sprawy Epsteina, o wiele bardziej prawdopodobne jest, że nagle się pogorszą.
Przypadek Kristi Noem
Przypadek Bondi nie jest jednak taki sam jak sytuacja Kristi Noem. Przynajmniej na razie. Noem stała się poważnym problemem dla Trumpa w sposób, który dotyczył go bezpośrednio, po tym jak zeznała, że zatwierdził on kontrowersyjną, wartą 220 mln dol. kampanię reklamową resortu bezpieczeństwa, która promowała jej przywództwo.
Trump publicznie odciął się od sytuacji, twierdząc, że nic o niej nie wiedział, a Noem została szybko przeniesiona na inne stanowisko, mimo wcześniejszego wsparcia ze strony prezydenta podczas kryzysu wokół egzekwowania przepisów imigracyjnych w Minneapolis.
Bondi nie popełniła jednak takiego samego błędu. Wręcz przeciwnie — od początku zachowuje lojalność i dyscyplinę w przekazie, chroni prezydenta, sprowadza spór do proceduralnych kwestii, a demokratów traktuje jak nieskutecznych graczy. To właśnie taki instynkt Trump ceni u swoich współpracowników — ochrona prezydenta za wszelką cenę. Jednak paradoksalnie to właśnie ta lojalność czyni Bondi szczególnie podatną na ryzyko. Im bardziej postrzegana jest jako tarcza administracji w sprawie Epsteina, tym szybciej staje się jej najsłabszym ogniwem.
Ostatecznie zaufanie Trumpa do Bondi najpewniej zostanie przetestowane w klasyczny, „trumpowy” sposób: poprzez próbę lojalności. Prezydent USA wielokrotnie wyrażał irytację tym, że sprawa akt Epsteina odciąga uwagę od ważniejszych, jego zdaniem, kwestii i daje opozycji potężną broń polityczną. Wpadki prokurator, choć kłopotliwe dla administracji, nie muszą oznaczać, że straci ona zaufanie Trumpa — choć jego cierpliwość może się skończyć, jeśli sprawa pozostanie żywa i wciąż będzie mu szkodzić. Jest to znaczny problem dla Białego Domu.
Bondi może jednak „wybuchnąć” podobnie jak Noem, jeśli w jakiś sposób — nawet niechcący — wplącze prezydenta w decyzje dotyczące akt Epsteina lub w inny sposób podważy jego pozycję.
Tekst opublikowany w amerykańskiej edycji „Newsweeka”. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweek Polska”.




