Po wizycie w USA Karol Nawrocki ma same problemy. Dlaczego komentarzy broniących podróży prezydenta za ocean jest tak mało? Dlaczego krytyka udziału w CPAC przykrywa prawie czterokrotnie poparcie dla tej inicjatywy? Nawet prawicowa część internetu uważa wyjazd Nawrockiego za dyplomatyczną klęskę.
Obrońcy decyzji Karola Nawrockiego o zabraniu głosu na CPAC, corocznej konferencji amerykańskich konserwatystów, przekonują, że prezydent, tłumacząc ruchowi MAGA, że Rosja wcale nie broni konserwatyzmu i jest zagrożeniem dla Zachodu, działał w polskim interesie.
Problem w tym, że wystąpienie prezydenta niespecjalnie przebiło się do amerykańskich mediów i opinii publicznej. Karol Nawrocki mówił do pustej sali, na której nie było nikogo ze ścisłego decyzyjnego grona kształtującego politykę obecnej administracji wobec Rosji i naszego regionu. Najwyższym rangą przedstawicielem prezydenckiego gabinetu na tegorocznym CPAC był sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr., znany raczej z ekscentrycznego podejścia do wiedzy medycznej niż zainteresowania Rosją i polityką transatlantycką.
Co dla prezydenta gorsze, także na polskim politycznym podwórku jego wizyta w Teksasie może się wcale nie okazać takim sukcesem, jak zakładało to zapewne otoczenie głowy państwa.
Prezydent przegrywa na własnym boisku
Jak pokazuje bowiem analiza kolektywu badawczego Res Futura, w mediach społecznościowych dominują komentarze negatywnie oceniające udział prezydenta w konferencji za oceanem. Tylko 22 proc. komentarzy wyraża poparcie dla wyjazdu Karola Nawrockiego do Teksasu, aż 78 proc. go krytykuje, często, jak piszą autorzy analizy, w silnie wulgarny sposób.
Oczywiście, media społecznościowe to nie rzeczywistość i nie należy przesadnie sugerować się tym, co dzieje się na Facebooku czy X, gdy próbuje się szacować nastroje w całym społeczeństwie. Niemniej te dane są znaczące, bo w sieci to prawica tradycyjnie w Polsce dominuje. To PiS znacznie sprawniej niż obóz skupiony wokół KO był do tej pory w stanie walczyć o dominację w mediach społecznościowych, zarzucając je treściami powielającymi partyjny przekaz dnia.
Niedawno udało się to w przypadku debaty SAFE. Jak pokazują analizy Res Futury, w sieci dominowały krytyczne komentarze wobec SAFE nad pozytywnymi, tych pierwszych było 46 proc., tych drugich 38 proc. Podobnie rozkładały się reakcje na weto prezydenta: za było 57 proc. komentarzy, przeciw 31 proc. Sondaże badające całość społeczeństwa, a nie tylko jego najbardziej aktywną w sieci część, pokazywały odwrotne proporcje: niewielką przewagę zwolenników SAFE i wyraźniejszą krytyków weta prezydenta.
Jeśli więc prezydent sprawę swojej wizyty przegrywa na tak przyjaznym sobie boisku, jak media społecznościowe, to oznacza, że otoczenie prezydenta ma problem — nawet jeśli starsi, mniej usieciowieni wyborcy Nawrockiego, siedzący cały dzień nie na X, a przed Republiką, byli zachwyceni teksańską wyprawą.
Nawet polska prawica ma dość Trumpa?
Z czego wynikają negatywne reakcje wobec wizyty Nawrockiego na CPAC? Według Res Futury dominują cztery tematy: nieobecność Trumpa na konferencji, co zdaniem krytykujących oznacza, że wystąpienie na niej było dyplomatyczną klęską Nawrockiego; krytyka CPAC jako imprezy skrajnie prawicowej; poziom języka angielskiego prezydenta Nawrockiego; wreszcie skojarzenia CPAC z Orbánem, Putinem i prorosyjską postawą.
Argumenty dotyczące jakości angielskiego prezydenta czy skrajnie prawicowego charakteru CPAC podnoszone były zapewne przez zadeklarowanych przeciwników Karola Nawrockiego i jego obozu politycznego, przez ludzi, którzy niezależnie od tego, jak nie potoczyłaby się wizyta prezydenta za oceanem, i tak byliby do niej wrogo nastawieni. Podobne głosy, należące do wyborców, którzy i tak nigdy nie zagłosowaliby na Nawrockiego, nie będą więc szczególnie martwić otoczenia prezydenta.
Znacznie bardziej problematyczne są rozbrzmiewające w mediach społecznościowych głosy, wskazujące na nieobecność Trumpa czy skojarzenia otoczenia CPAC z Orbánem, a tegoż z Putinem — bo one mogą pochodzić także od prawicowych wyborców.
Największy problem dla otoczenia prezydenta jest jednak inny: dlaczego komentarzy broniących podróży prezydenta za ocean jest tak mało? Dlaczego krytyka udziału w CPAC przykrywa prawie czterokrotnie poparcie dla tej inicjatywy? Dlaczego narracja podsuwana przez ośrodek prezydencki i PiS — sojusz ze Stanami jest kluczowy dla naszego bezpieczeństwa, prezydent dbał o to, by pozostał on jak najbliższy, a jego świetne relacje z ruchem MAGA służą interesom Polski — nie wywołała entuzjazmu prawicowych użytkowników mediów społecznościowych?
Jak można przypuszczać, jednym z powodów może być to, jak także prawicowy elektorat postrzega Donalda Trumpa, jego politykę wobec naszego regionu oraz toczoną właśnie przez Stany i Izrael wojnę z Iranem. Ta ostatnia jak dotąd sprawia wrażenie zupełnie nieprzemyślanej, chaotycznej operacji. Amerykański prezydent nie tylko nie potrafi wytłumaczyć, co chce właściwie osiągnąć na Bliskim Wschodzie, ale też nieustannie wysyła sprzeczne komunikaty: w ciągu 48 godzin potrafi kilkukrotnie ogłosić zwycięstwo, grozić Iranowi totalną destrukcją i zapewniać, że pokój jest bliski.
Być może nawet wyjątkowo pro-amerykański i pro-trumpowski elektorat polskiej prawicy zaczyna dostrzegać koszty rządów amerykańskiego prezydenta i postrzegać go nie jako gwaranta polskiego bezpieczeństwa, ale jako eksportera globalnego chaosu, którego polityka wymiernie uderza w polskie interesy — np. w postaci wyższych cen benzyny. W niedawnym sondażu IBRiS na pytanie o to, kto odpowiada za wzrost cen paliwa, największa grupa (38 proc.) wskazuje na politykę Stanów Zjednoczonych.
Analizując te dane, Marcin Duma wskazywał, że wśród wyborców PiS za wysokie ceny paliwa zdecydowana większość (53,7 proc.) obwiniała Tuska, a działania Trumpa tylko 18,4 proc. Z kolei wśród wyborców Konfederacji jako główni winowajcy drożyzny na stacjach wskazywani byli Tusk i Netanjahu (odpowiednio jedna trzecia i ponad jedna czwarta wskazań), a Trump zebrał tylko 6,6 proc. głosów. Jednak fakt, że blisko co piąty wyborca PiS wini Stany, a co czwarty wyborca Konfederacji Netanjahu, działającego przecież w bliskim sojuszu z Trumpem, powinien dać otoczeniu prezydenta do myślenia.
To może być wielki problem dla pisowskiej prawicy
Bo jeśli podobne emocje wobec Trumpa i Stanów będą się utrzymywać, to będzie to wielki polityczny problem dla PiS i obozu prezydenckiego. Karol Nawrocki i partia Kaczyńskiego włożyły wszystkie swoje jajka do amerykańskiego koszyka, czy raczej do czerwonej czapeczki z napisem MAGA. W momencie, gdy polska opinia publiczna zwróci się przeciw Trumpowi, gdy uzna, że jego rządy nie służą polskim interesom, to uderzy to także w polskich trumpistów.
Decyzja PiS, by postawić wszystko na tak nieprzewidywalnego partnera, dla którego Polska i polskie interesy nigdy nie były priorytetowe, może się bardzo boleśnie zemścić — tym bardziej, że inne prawicowe siły, jak Konfederacja czy PSL, nie antagonizując się z Waszyngtonem, starają się utrzymywać rozsądny dystans od brandu MAGA.