Przemysław Czarnek ze swoją charakterystyczną ekspresją na pewno doskonale odnalazłby się w roli antypodatkowego trybuna.
Choć zarówno PiS, jak i PO głosowały w Sejmie nad ustawą obniżającą ceny paliw, to trudno powiedzieć, by panował wokół niej powszechny polityczny konsensus. Wręcz przeciwnie, zgodnie z logiką polaryzacji wokół cen paliw mamy już narracyjną wojnę. Obie strony chcą się politycznie pożywić na tańszych paliwach, obie starają się przekonać opinię publiczną, że to jej zasługa.
Ceny paliw? Rząd ma mocniejsze karty w ręku
Na zdrowy rozsądek, nieporównanie mocniejsze karty w ręku ma rząd. To bowiem strona rządowa przygotowała obowiązujące rozwiązania, a więc pakiet CPN (Ceny Paliwa Niżej) w postaci obniżonego VAT-u, akcyzy i rządowej ceny maksymalnej. W końcu za poziom cen — zwłaszcza tak strategicznych produktów, jak benzyna — opinia publiczna w naturalny sposób odpowiedzialnością obarcza rządzących.
Nic też nie wskazuje, by koalicja — wbrew atakom PiS — zbyt długo zwlekała z uruchomieniem narzędzi obniżających ceny. Argumenty opozycji krzyczącej, że Donald Tusk zwlekał z działaniem, by przez kilka tygodni więcej „łupić” Polaków podatkami, dotrą zapewne do wyborców PiS, zwłaszcza tych czerpiących informacje o świecie wyłącznie z takich mediów jak TV Republika czy portal wPolityce, ale nie będą jakoś szczególnie rezonować wśród „normalsów”.
Rząd zareagował akurat wtedy, gdy było to politycznie korzystne — wprawdzie kierowcy zaczęli już pomału odczuwać wzrost kosztów, ale jeszcze nie zdążyli masowo wściec się na rząd, tuż przed świętami wielkonocnymi, gdy Polacy będą się rozjeżdżać po całym kraju i w trakcie rodzinnych spotkań rozmawiać także o sytuacji na stacjach benzynowych i tym, jak z tym radzą sobie politycy.
Kontrastując „drożyznę PiS”, a więc wzrost cen spowodowany najpierw przez pandemię, a potem wojnę w Ukrainie, z błyskawicznym i skutecznym działaniem rządu wobec obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie, koalicja może przekonać do siebie część mniej na co dzień zainteresowanych polityką wyborców. Tych, od których decyzji, czy pójść na następne wybory, czy zostać w domu może zależeć to, kto w 2027 r. utworzy rząd.
Przy tym ze wszystkich sił tworzących koalicję polityczną dywidendę za ceny paliwa skonsumuje najpewniej głównie, jeśli nie wyłącznie, najsilniejsza tworzącą ją partia, czyli Koalicja Obywatelska. To Tusk — o co jak można sądzić, bardzo celowo zadbał — jest twarzą rządowej akcji CPN, to do jego partii politycznie należy ta akcja, pozostałe siły tworzące rząd są tu w zasadzie niewidoczne. Można więc spodziewać się umocnienia od dawna widocznego w sondażach trendu wzmacniania KO kosztem mniejszych koalicjantów i umacniania przewagi tej partii nad PiS.
Ceny paliw to „efekt Czarnka”? Nie będzie z tym łatwo
Oczywiście, opozycja atakuje rząd, że zadziałał za późno, przekonuje, że akcja CPN to „efekt Czarnka” — bo gdyby kandydat PiS na premiera jako pierwszy nie zaproponował obniżki VAT i akcyzy na paliwo i nie wywierał w tej kwestii ciągłej presji na rząd, to Tusk nigdy by nic z cenami paliw nie zrobił. PiS wymyślił nawet nowy skrót CPN — „Czarnek Przygotował Nam Ustawę”. Kogo to przekona? Najpewniej tylko najwierniejszy prawicowy elektorat.
Jednocześnie ostatni sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że PiS zanotował lekki wzrost poparcia, a na czwarte miejsce — za Nową Lewicę — spadła Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Gdyby ten trend utrzymał się w kolejnych badaniach, to byłaby to świetna wiadomość dla PiS — oznaczałoby to bowiem, że „efekt Czarnka” faktycznie działa. Może nie tyle na rząd i jego politykę wobec cen benzyny, ile na prawicowy elektorat wahający się między PiS a ugrupowaniem Brauna. A przecież Przemysław Czarnek został wskazany jako kandydat na premiera głównie po to, by zatamować odpływ wyborców PiS w tym kierunku.
Opozycja — w tym Czarnek — może przy tym atakować rząd nie tylko za to, że zaczął walczyć ze wzrostem paliw zbyt późno, ale także za to, że nie obniża podatków pośrednich na kolejne produkty, których ceny podatne są na chaos na Bliskim Wschodzie. A rosną przecież ceny nie tylko benzyny, ale też gazu LNG, za chwilę może pojawić się problem cen nawozów przekładających się na ceny produktów spożywczych.
PiS — jako opozycji, która nie odpowiada dziś za finanse państwa — bardzo łatwo będzie krzyczeć, że rząd „łupi Polaków” podatkami, podczas gdy kierowcy samochodów na gaz płacą coraz więcej, by dojechać co dziennie z domu do pracy, rolnicy mają coraz większy problem, by zapłacić za niezbędne do produkcji żywności nawozy, a zwykłe rodziny przeżywają chwile grozy w warzywniaku, mięsnym czy markecie. Argumenty, że trzeba obniżyć podatki pośrednie zawsze działają na duże grupy wyborców niekoniecznie myślących o tym, skąd mają pochodzić środki uzupełniające mniejsze wpływy do budżetu albo — skoro już ograniczamy wpływy, to gdzie obciąć wydatki.
Czarnek ze swoją charakterystyczną ekspresją na pewno doskonale odnajdzie się w tej roli antypodatkowego trybuna. Idąc za ciosem, kandydat PiS na szefa rządu już zresztą złożył projekt ustawy obniżającej VAT na żywność do O proc., obiecując, że w ten sposób „3 mld zł zostaną w kieszeniach Polaków”. Dla rządu taka populistyczna licytacja może być bardzo niebezpieczna, zwłaszcza że część jego elektoratu jest wyczulona na antypodatkowy populizm.
Wszyscy są zakładnikami sytuacji na Bliskim Wschodzie
Przy tym w kwestii cen paliw obie główne polskie siły polityczne są zakładnikami sytuacji, na którą nie mają żadnego wpływu — wojny w rejonie Zatoki Perskiej. Jeśli wojna zakończy się w miarę szybko, a towarzyszący jej szok energetyczny okaże się bardziej krótkotrwały i mniej bolesny, niż ostrzegają dziś przed tym eksperci, to rząd wyjdzie z całej sytuacji raczej zwycięsko.
Im dłużej będzie trwała wojna i im trudniej będzie łagodzić szok cenowy, obniżając podatki pośrednie, tym większe problemy będzie miał rząd. PiS w tym czasie odpali narrację: my o wiele lepiej radziliśmy sobie z wojną Władimira Putina, co może przekonać nawet część bardziej umiarkowanym wyborców.
Chociaż jednocześnie PiS nie będzie pomagać jego sklejenie z Donaldem Trumpem. Jak pokazuje ostatnie badanie CBOS, decyzję Donalda Trumpa, by wspólnie z Izraelem zaatakować Iran, za niesłuszną uważa ponad trzy czwarte Polaków. Im więcej będziemy płacić za wojnę, im bardziej zakłóci ona nasze codzienne życie, tym bardziej czerwone czapeczki MAGA zaczną ciążyć PiS i ośrodkowi prezydenckiemu.




