W skrócie
-
Firma Planet Labs wstrzymała publikację zdjęć satelitarnych z wojny w Iranie pod naciskiem rządu USA po ataku na szkołę w Minabie.
-
Analitycy śledczy, tacy jak Bellingcat, zostali zmuszeni do korzystania z mniej dokładnych źródeł, w tym programu Copernicus i Google Earth.
-
Zdjęcia Planet Labs wcześniej służyły jako dowody w śledztwach, dotyczących zbrodni wojennych w Buczy i Strefie Gazy.
Od 9 marca „pod naciskiem rządu USA”, któremu „nie spodobały się obrazy zbombardowanej szkoły dla dziewcząt w Minabie”, zdjęcia z wojny w Iranie nie są publikowane – podaje niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Firma Planet Labs, będąca autorem zdjęć, poinformowała klientów o dobrowolnym zastosowaniu się do prośby rządu USA o „wstrzymanie publikacji materiałów wizualnych z wyznaczonego obszaru”.
Planet Labs cenzuruje zdjęcia. W tle zapowiedzi działań Trumpa
28 lutego, w pierwszym dniu ataków USA i Izraela na Iran, w szkole w irańskim mieście Minab zginęło 156 cywilów, w tym 120 uczniów. Eksperci ustalili, że do ataku użyto amerykańskiej rakiety Tomahawk. Kluczową rolę w dochodzeniu odegrał brytyjski portal śledczy Bellingcat, którego analitycy korzystali z danych Planet Labs.
Żądania amerykańskiej administracji względem Planet Labs pojawiają się w kontekście wcześniejszych gróźb Donalda Trumpa, który od początku wojny w Iranie zapowiadał radyklane kroki – w tym m.in. ataki na „wszystkie elektrownie w kraju” – w przypadku niespełnienia jego oczekiwań. Część komentatorów interpretowała te słowa jako zapowiedź popełnienia zbrodni wojennych.
W reakcji Trump utrzymywał, że zmasowany atak na infrastrukturę energetyczną byłby w takim wypadku konieczny, gdyż Irańczycy to „zwierzęta”.
„Nie martwię się tym. Wiecie, co to jest zbrodnia wojenna? Posiadanie broni jądrowej” – przekonywał amerykański przywódca.
USA cenzurują zdjęcia satelitarne konfliktów zbrojnych
Firma powstała w Kalifornii w 2010 roku z inicjatywy byłych pracowników NASA. Zdjęcia Planet Labs były wykorzystywane m.in. podczas gromadzenia materiału dowodowego na zbrodnie rosyjskiego wojska w podkijowskiej Buczy oraz zbrodni sił Izraela w Strefie Gazy.
„Obecnie w kosmosie działa około 200 minisatelitów. Są mniejsze niż lodówka turystyczna i ważą zaledwie kilka kilogramów” – podaje „FT”. Po wyniesieniu w przestrzeń kosmiczną przez rosyjskie i amerykańskie rakiety przesyłają one obrazy z niskiej orbity okołoziemskiej.
Jake Godin z Bellingcat przyznał w rozmowie z „FAZ”, że cenzura, dotycząca Planet Labs, utrudnia pracę.
Obecnie analitycy portalu są „zmuszeni korzystać z innych źródeł danych”, m.in. unijnego programu obserwacji i monitorowania Ziemi Copernicus czy Google Earth – podaje „FAZ”. Często są one jednak mniej szczegółowe i rzadziej aktualizowane od danych oferowanych przez Planet Labs.
Godin przekonuje jednak, że Bellingcat „jest przyzwyczajony do obchodzenia przeszkód”. Jako dowód podaje, że przy użyciu danych z satelity Sentinel-2 programu Copernicus niedawno udało mu się udokumentować zniszczenie przez izraelską armię wiosek w Libanie.













