Kiedy wyjeżdżał ze zdegradowanego z PKO BP Ekstraklasy Śląska Wrocław, dodatkowo z kontuzją złamanego śródstopia, raczej mało kto przewidywał, że może podbić niemieckie boiska. Co więcej, w barwach klubu ze stolicy Dolnego Śląska Mateusz Żukowski – bo o nim mowa – rozegrał 66. meczów.
Ile było tych naprawdę udanych, decydujących o obliczu zespołu? Z pewnością mniej niż takich, po których na Żukowskiego spadała krytyka. Często określany był mianem „jeźdźca bez głowy”, który jest aktywny, ale z tej aktywności niewiele wynika. A bywa, że kończy się na fatalnych błędach, obciążających ostateczne wynik spotkań.
Mateusz Żukowski gwiazdą w Niemczech. Wierzył w niego Jacek Magiera
Okazało się jednak, że to, co podejrzewano we Wrocławiu, ostatecznie sprawdziło się na niemieckich boiskach. W Żukowskiego bardzo mocno wierzył Jacek Magiera. Nieodżałowany trener, którego pożegnaliśmy niespodziewanie w kwietniu b.r., prowadził piłkarza w okresie jego gry w Śląsku. Żukowski był próbowany na różnych pozycjach. Ale Magiera wielokrotnie podkreślał, że na treningach ten chłopak prezentuje się bardzo dobrze i trzeba tylko poczekać na moment, aż przełoży to na warunki meczowe.
To się udało, ale w pełnej krasie – już za naszą zachodnią granicą. Żukowski przeniósł się na zaplecze Bundesligi, lądując w 1. FC Magdeburg. Zawodnikiem niemieckiego klubu został we wrześniu 2025 roku. Kiedy Polak zaczął grać regularnie, pojawiła się pewność siebie, a obecnie trudno sobie wyobrazić nie tylko ten konkretny zespół, ale całą 2. Bundesligę bez Żukowskiego. Trudno się zresztą temu dziwić, mowa o liderze klasyfikacji strzelców. Trudno się zatem dziwić, że jego nazwisko przewijało się nawet w kontekście powołań do kadry trenera Jana Urbana.
Z pewnością świętej pamięci Magiera z uśmiechem przywitałby swojego byłego podopiecznego w najważniejszej drużynie w kraju. Żukowski wielokrotnie podkreślał, jak istotnym trenerem w jego karierze był właśnie ten szkoleniowiec. Polak dedykował zresztą trafienie z weekendu Magierze, kilkadziesiąt godzin po tragicznej informacji o śmierci, która wstrząsnęła środowiskiem piłkarskim.
Czy Żukowski ma potencjał na to, żeby stać się realną opcją ofensywną w reprezentacji Polski? Wydaje się, że potrzebne będzie potwierdzenie skuteczności również w kolejnym sezonie ze strony Polaka. Z pewnością polski napastnik pokazał, że ma w sobie „to coś”, co pozwala mu złapać świetną, strzelecką serię, a piłka nie tylko go szuka, ale też sam potrafi wykreować groźną sytuację – popisując się m.in. uderzeniami z dystansu.
Robert Lewandowski znalazł następcę w Bundeslidze? To na razie dużo… za duże określenie, ale bez wątpienia po „Lewym” i jego wieloletnich popisach na najwyższym poziomie, czy to w BVB, czy Bayernie Monachium, teraz to właśnie o Żukowskim zrobiło się głośno. A reprezentacja Polski nie może sobie pozwolić na pominięcie bramkostrzelnego napastnika, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej ery… bez Lewandowskiego. Bądź „Lewego” już w dużo mniejszym wymiarze, oszczędzanego na najważniejsze mecze – jeśli tego typu koncepcję założy selekcjoner i kapitan kadry.














