Gdyby szukać postaci pomnikowej na przestrzeni ostatnich kilku, a nawet kilkunastu lat – załóżmy ramy czasowe w postaci tylko XXI wieku – to w przypadku reprezentacji Polski siatkarzy, można wskazać jednego, nadal będącego w drużynie. A przynajmniej do momentu ogłoszenia składu na sezon 2026. Tą postacią jest Bartosz Kurek.
Reprezentacja Polski bez Bartosza Kurka. Czas na rewolucję?
Trener Nikola Grbić podczas spotkania z mediami w Warszawie, w miniony czwartek (tj. 16 kwietnia), przyznał otwarcie, że jest po rozmowie z kapitanem reprezentacji. Dojrzałej i wyjaśniającej, w jakim miejscu jest sam Kurek, ale też zapotrzebowanie drużyny.
Atakujący w reprezentacji Polski seniorów funkcjonuje od 2007 roku. Biorąc pod uwagę, że w tamtym momencie Tomasz Fornal czy Jakub Kochanowski… byli dziesięciolatkami, to też pokazuje skalę długowieczności „Kurasia”. Teraz reprezentacja musi sobie jednak radzić bez swojego szefa. Nowym kapitanem został – tu bez zaskoczeń – Aleksander Śliwka. Choć to nie przyjmujący będzie grał na pozycji, która pod nieobecność Kurka, będzie potrzebowała nowego, wyraźnego lidera.
W sezonie 2025 objawił się PlusLidze i reprezentacji – Kewin Sasak. Atakujący Bogdanki LUK Lublin w klubie zdobył właściwie wszystko, co było do zdobycia (poza Pucharem Polski, dołożonym w sezonie 2025/26). Co więcej, Sasak sięgnął z kolegami po złoto Ligi Narodów. Kiedy jednak przyszło do grania w najważniejszej imprezie, tj. mistrzostwach świata – Grbić postawił na Kurka. Niestety, kapitan Polaków przegrał ze zdrowiem tuż przed grą o medale. Półfinał i mecz o 3. miejsce Kurek oglądał już poza boiskiem.
Wydaje się, że w nadchodzącym sezonie Sasak zostanie „jedynką”. Choć paradoksalnie atakujący Bogdanki LUK nie spełnia takiej roli… nawet w klubie. Wszystko ze względu na kontuzję, która mogła zakończyć się nawet dużo większymi problemami i dłuższą przerwą. Ostatecznie jednak, bez konieczności operacji, Sasak wrócił do trenowania i obecnie jest „zapleczem” dla Mateusza Malinowskiego.
Tę świadomość, co nie jest zaskoczeniem, ma selekcjoner Polaków.
– Najważniejsze jest to, że Kewin jest zdrowy. Jego obecna forma nie jest dla mnie najważniejsza. Nie będzie też ważna na pierwszym turnieju. Nie będzie też na drugim – wyliczał Grbić w dniu ogłoszenia powołań.
Kto jeśli nie Sasak, przynajmniej na początku sezonu reprezentacyjnego, będzie zatem atakującym w reprezentacji Polski?
– Oczywiście na początku dla siatkarzy to będzie duża okazja. Jest Dulski, który gra bardzo dobrze. I ja nie wiem, jak oni będą grali, trenowali, kto będzie lepszy. Myślę, że będę miał okazję ich zobaczyć. Taka sama sytuacja była w ostatnim sezonie z Kubą Nowakiem i Maksem Graniecznym – dodał trener polskiej kadry.
Wspomniany Dawid Dulski rzeczywiście ma za sobą świetny czas w lidze francuskiej. Do tego Grbić ma jeszcze na liście powołanych Bartłomieja Bołądzia, czyli wicemistrza olimpijskiego (2024). Choć siatkarz początkowo nie mógł dobrze wkomponować się w zespół z Zawiercia, w końcówce sezonu jest ważną postacią w układance Aluronu CMC Warty, pod okiem trenera Michała Winiarskiego.
Do tego są jeszcze młodsi i nieco mniej doświadczeni – Bartosz Gomułka z PGE Projektu Warszawa i Aliaksei Nasevich z Energi Trefla Gdańsk oraz zupełny „żółtodziób” w seniorskim gronie kadrowiczów, czyli Wojciech Gajek. Ten ostatni funkcjonował na co dzień w Stanach Zjednoczonych, a od nowego sezonu (tj. 2026/27) ma wybrać kierunek francuski. Czyli dokładnie ten, w którym tak dobrze odnalazł się Dulski.
Czy Grbić koniec końców postawi na najbardziej doświadczonych – czyli Sasaka i Bołądzia? Wydaje się to bardzo prawdopodobne. Chociaż…
– Wiem, że oczywiście jeśli mogę liczyć na wszystkich, których chcę, mogę mieć jeszcze mocniejszy zespół. Ale czasami nie wygra tylko ten, kto ma najlepszą drużynę – zauważył Grbić, opowiadając o zmianach, które dotykają polski zespół.
Nieobecność Kurka, to paradoksalnie, najlepszy moment dla „młodych-gniewnych”. Celowe cudzysłowie, bo metryka nie świadczy w większości przypadków o statusie debiutanta od A do Z (może poza Gajkiem), ale szanse na granie w dwójce atakujących seniorskiej kadry Polski, to duża rzecz.
Dlatego też to może być prawdziwa rewolucja, również w świadomości kibicowskiej. Kadra bez Kurka, słynnego szefa gangu „Łysego”, będzie inna. Ale życie nie lubi próżni i można odnieść wrażenie, że będziemy świadkami ważnych momentów – również w perspektywie przyszłości drużyny narodowej.
Nikola Grbić gwarantem medali kadry Polski? Statystyka nie kłamie!
Serbski trener pracuje w reprezentacji Polski od początku 2022 roku. W przypadku Grbicia można śmiało przyznać, że czego nie dotknie się szkoleniowiec, zamienia w medal. Statystyka wskazuje jednoznacznie – w każdej z najważniejszych imprez (tj. igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i Europy, Liga Narodów) Polacy pod batutą obecnego selekcjonera, stawali na podium.
Poczynając od rzeczonego 2022 rok: srebro MŚ i brąz VNL. Następnie rok 2023, zdecydowanie najbardziej udany dla Polaków – dwa złota, ME i Ligi Narodów. W 2024 roku za to brąz VNL i srebro w turnieju olimpijskim. Poprzedni sezon? Złoto VNL i brązowe medale MŚ.
Trudno się zatem dziwić, że Polacy są liderem rankingu światowego FIVB. Tę pozycję Polska piastuje zresztą, z małymi przerwami, od wielu lat. Pierwsza dłuższa dominacja w tym zestawieniu po biało-czerwonej stronie trwała od czerwca 2022 roku. Po lekkich perturbacjach w 2025 roku, kiedy na moment Polacy spadli na pozycję wicelidera, wszystko wróciło jednak „do normy” w lipcu ubiegłego roku.
Nie jest zatem niespodzianką, że niezależnie od składu osobowego reprezentacji Polski, ta jest wskazywana w każdym możliwym miejscu, jako jeden z faworytów do gry o najcenniejsze laury. To nie tylko zasługa trenera Grbicia, ale z pewnością konsekwentnie budowana pozycja, właściwie od momentu wicemistrzostwa świata z… 2006 roku.













