Transporter służący do przewozu zwierząt wciśnięty pod fotel w samolocie to coraz częstszy widok. I nie powinien dziwić, bo wiele linii lotniczych dopuszcza w swoich regulaminach zabranie na pokład czworonożnych pupili. Ale przepisy dotyczące podniebnych wojaży futrzastych pasażerów są bardzo rygorystyczne i — co istotne — mogą różnić się w zależności od przewoźnika.
Miauczenie w chmurach
I tak Polskie Linie Lotnicze Lot pozwalają na przewożenie zwierząt albo w specjalnym pojemniku, który zabieramy ze sobą na pokład jak walizkę kabinową, albo w luku bagażowym pod pokładem. W tej pierwszej formie mogą podróżować jedynie psy, koty oraz… fretki. I to do masy 8 kg. Wszystkie większe zwierzęta, a także reprezentanci innych gatunków, muszą trafić „pod podłogę” — w tej formie można przewieźć ozdobne rybki, gady, płazy, ptaki, a nawet dzikie zwierzęta z ogrodów zoologicznych.
Przewoźnik jasno też określa, jak pokładowy transporter powinien wyglądać. Z jednej strony musi on mieścić się w limicie dopuszczonych gabarytów, z drugiej zapewniać komfort samemu zwierzęciu — pies lub kot muszą mieć swobodę ruchu, móc w nim stanąć, obrócić się i położyć, a żadna część jego ciała nie może wystawać poza obrys pojemnika.
To nie wszystko. Linia lotnicza wymaga przedstawienia odpowiednich dokumentów, aby przewiezienie zwierzaka w ogóle było możliwe. Na liście są m.in. aktualna książeczka szczepień, wydawany przez weterynarza paszport z opisem maści, rasy i płci zwierzęcia oraz wszczepiony podskórnie mikroczip.
Podróż z czworonogiem
Foto: iStock
Ważne jest, żeby wszystkie te elementy sprawdzić, zanim zaplanujemy podróż samolotem. Okazuje się bowiem, że niektórzy przewoźnicy, jak np. popularne w naszym kraju Wizz Air i Ryanair, w ogóle nie wpuszczają na pokłady swoich maszyn zwierząt, z wyjątkiem psów przewodników.
Inną problematyczną kwestią są też przepisy wjazdowe obowiązujące w różnych krajach, szczególnie tych spoza Unii Europejskiej. I tak do Wielkiej Brytanii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich zwierzęta można wwozić jedynie w luku bagażowym, do Kanady niewpuszczane są fretki, a w Japonii, w sytuacji braku wszystkich wymaganych dokumentów, naszemu pupilowi grozi 180-dniowa (!) kwarantanna na lotnisku. Z kolei na popularną wśród Polaków Islandię w ogóle nie można wwozić żadnych zwierząt.
Wilki morskie do kajuty
Podróż z czworonożnym członkiem rodziny możliwa jest także promem. Na statek można zabrać — podobnie jak w przypadku przelotu w kabinie odrzutowca — psy, koty lub fretki. Potrzebny będzie dokładnie ten sam zestaw dokumentów.
Zasady panujące na pokładach promów różnią się w zależności od armatora. Stena Line, realizująca m.in. kursy między Gdynią a szwedzką Karlskroną, dopuszcza transport zwierząt tylko na pokładach tych statków, które wyposażone są w kabiny przyjazne czworonogom. Jeśli te będą już zarezerwowane, wzięcie w podróż zwierzęcia będzie niemożliwe. Co istotne, armator zaznacza też, gdzie psy mogą się poruszać — wolno im chodzić po pokładzie otwartym (w kagańcu i na smyczy), natomiast nie mają prawa znaleźć się w innych publicznych przestrzeniach. Koty — poza „zwierzęcą” kabiną — muszą zawsze przebywać w klatce lub transporterze.
Z kolei Unity Line, armator obsługujący połączenia z Gdańska i Świnoujścia do trzech różnych szwedzkich portów, dopuszcza przewóz zwierząt nawet bez wykupienia specjalnej kabiny, lecz jedynie podczas rejsów dziennych. Na nocne kursy konieczne jest zarezerwowanie kabiny, wyposażonej w legowisko oraz położonej blisko otwartego pokładu, na którym na czworonogi czeka „psia toaleta”, czyli rodzaj specjalnej kuwety wypełnionej piaskiem i kamieniami. Oczywiście, podobnie jak w przypadku Steny Line, zwierzęta nie mogą wchodzić z właścicielami do restauracji, barów ani sklepów.
Pies, który jeździł koleją
A co jeśli zamarzy nam się podróż pociągiem? Nic prostszego. Narodowy przewoźnik, czyli PKP Intercity, dość liberalnie podchodzi do kwestii transportu zwierząt. Jeśli nasz pupil mieści się w standardowym transporterze, który można umieścić na zwykłej półce bagażowej, kolejarze nie wymagają dla takiego pasażera nawet biletu. Ten potrzebny będzie tylko dla większych zwierząt, niemieszczących się w kontenerkach. A i w tym przypadku koszt przejazdu specjalnie nie wydrenuje kieszeni właściciela — niezależnie, czy jedziemy jedynie z Warszawy do Łodzi, czy aż z Gdańska do Zakopanego, koszt będzie dokładnie taki sam i wyniesie 15,20 zł.
Oczywiście w tym przypadku należy trzymać psa cały czas na smyczy i musi on mieć założony kaganiec. Potrzebne będą również aktualne zaświadczenie o szczepieniu czworonoga przeciwko wściekliźnie i… zgoda współpasażerów jadących w tym samym przedziale. Jeśli któryś z pasażerów nie będzie życzył sobie obecności zwierzęcia, obsługa pociągu zobligowana jest do znalezienia nowego miejsca dla psa i jego właściciela. Zwierząt nie można przewozić jedynie w kuszetkach i wagonach sypialnych, a także zabierać do części gastronomicznej.
Autem tak, ale…
Statystycznie najczęściej jednak zabieramy psy i koty w podróż własnym samochodem. Ale także w tym przypadku nie wystarczy posadzić zwierzaka na tylnej kanapie i o nim zapomnieć. Powinniśmy zapewnić bezpieczeństwo zarówno jemu, jak i sobie, pamiętając o kilku ważnych regułach. — Pies nie może poruszać się swobodnie po aucie, ponieważ w razie gwałtownego hamowania lub kolizji staje się niekontrolowanym „ładunkiem”, stanowiącym zagrożenie zarówno dla siebie, jak i pasażerów — zwraca uwagę w rozmowie z „Newsweekiem” Alicja Górka, dyrektor komunikacji Grupy Renault w Europie Środkowo-Wschodniej, prywatnie opiekunka 3,5-kilogramowej maltanki. — Podstawą jest odpowiednie zabezpieczenie, transporter przymocowany pasami bezpieczeństwa, klatka montowana w bagażniku lub certyfikowana uprząż samochodowa mocowana do pasów, ale nigdy obroża. W ostatnim czasie poszerza się oferta transporterów mocowanych do systemu ISOFIX, ale są one dosyć kosztowne — opowiada Alicja Górka.
— Jeśli pies podróżuje na tylnej kanapie, warto, aby miał zapewnione stabilne podłoże, matę lub koc, które ograniczą ślizganie się. Równie ważny jest komfort, to znaczy płynna jazda bez gwałtownych manewrów, temperatura nieprzekraczająca 20 st. C, dostęp do świeżego powietrza i coś znajomego, np. ulubiona zabawka. W dłuższej trasie kluczowe są regularne postoje co około dwie godziny, które pozwalają psu się nawodnić i rozprostować łapy, a kierowcy zachować koncentrację — podsumowuje Górka.