Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej uderzają w inicjatorów majowego referendum. Właśnie złożyli pismo do Komisarza Wyborczego w Krakowie. Domagają się natychmiastowego prześwietlenia „milionowych wydatków” na kampanię referendalną, która ich zdaniem jest nietransparetna i budzi wątpliwości.
„Kto finansuje akcję referendalną”
– Publicznie pytamy, kto finansuje akcję referendalną w Krakowie. Ustawa o referendum lokalnym mówi wyraźnie, że finansowanie wszelkiej działalności jest jawne, a inicjator referendum ma informować o wydatkach – mówi poseł Dominik Jaśkowiec.
– Takiej informacji nie ma, a widzimy, że skala kampanii referendalnej pokazuje, jak duże pieniądze w nią zainwestowano. I tutaj pojawiają się pytania: skąd pochodzą pieniądze, jaka jest ich wysokość, czy komuś opłaca się finansowanie akcji referendalnej, czy oczekuje czegoś w zamian i czy pod płaszczykiem akcji obywatelskiej, nie jest realizowany jakiś projekt polityczny – dodaje parlamentarzysta.
– Każda kampania rządzi się swoimi prawami i musi się opierać na faktach, a nie na dezinformacji – mówi posłanka Aleksadnra Kot. I dodaje, że od pewnego czasu pojawiają się w przestrzeni publicznej materiały wprowadzające mieszkańców w błąd.
Posłanka Dorota Marek idzie krok dalej i zwraca uwagę na aferę Zondakrypto i przepływy pieniędzy „do różnych fundacji”. I zadaje pytanie, czy aby czasem przelewy nie były wykonane w tym samym momencie, kiedy rozpoczęła się kampania referendalna.
„Wynajmowani i opłacani 'wolontariusze’, którzy nie mieli nic wspólnego z mieszkańcami Krakowa, ogromne środki na kampanię prowadzoną w Internecie, najem płatnych słupów ogłoszeniowych, druk gazetek, ulotek, ich kolportowanie przez wynajęte firmy – to wszystko oznacza zaangażowanie w proces referendalny znacznych środków finansowych, w naszej ocenie mogącychsięgać kwoty nawet kilku milionów złotych” – piszą w piśmie skierowanym do Komisarza Wyborczego w Krakowie.
Pod listem podpisało się siedmiu parlamentarzystów. Prócz Jaśkowca swój podpis złożyli Aleksandra Kot, Dorota Marek, Katarzyna Matusik-Lipiec, Monika Piątkowska, Jerzy Meysztowicz oraz Robert Wardzała.
„Skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy”
To nie pierwszy raz, kiedy kwestia finansowania referendum pojawia się w przestrzeni publicznej. Gdy pod koniec stycznia zarejestrowano komitet referendalny, prezydent Miszalski przekonywał, że sami Krakowianie nazywają tę inicjatywę „politycznym referendum nienawiści”.
Sugerował, że za akcją stoją wyłącznie „przegrani ostatnich wyborów” oraz środowiska skrajnej prawicy, dla których referendum ma być jedynie polityczną „dogrywką”. „Nie mogą pogodzić się z przegraną, o moim odwołaniu mówili jeszcze przed zaprzysiężeniem” – pisał prezydent.
Podczas konferencji prasowej poszedł o krok dalej i zadał retoryczne pytanie: „Skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy, a może miliony złotych na kampanię hejtu, którą obserwujemy? Kto to finansuje?”.
„Otwarcie mówimy o finansowaniu”
– Sam apel ma charakter insynuacyjny i ma wytworzyć aurę niepewności, a my przecież działamy na podstawie prawa – odpowiada Jan Hoffman, inicjator referendum w Krakowie.
– Działamy na podstawie prawa. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej, która rządzi w Polsce, pytają, czemu nie ujawniamy wydatków. My otwarcie mówimy o finansowaniu, mimo że na tym etapie nie musimy, bo zgodnie z przepisami prawa sprawozdanie finansowe składa się po zakończonej kampanii – tłumaczy Hoffman.
Dodaje, że we wsparcie włączyło się stowarzyszenie „Kraków dla Mieszkańców”. Jego liderem jest Łukasz Gibała, który w ostatnich wyborach samorządowych przegrał w drugiej turze z Aleksandrem Miszalskim różnicą 5,4 tys. głosów.
– Wspierają nas w kampanii plakatowo. Nie widzę w tym nic złego. Mam natomiast poważne zastrzeżenia do tego, że prezydent Miszalski wykorzystuje w kampanii referendalnej „Ławkę Dialogu”, której koszt organizacji ponoszony jest z publicznych pieniędzy, a tego ustawa akurat zabrania – konkluduje Hoffman.
Referendum w Krakowie odbędzie się 24 maja.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]













