-
Władze gminy Bukowsko poinformowały o kolejnym incydencie z niedźwiedziem i złożyły wniosek o odstrzał zwierzęcia, podczas gdy policja określiła to jako zwykłe zdarzenie.
-
W incydencie w Morochowie niedźwiedź miał zbliżyć się do rolników budujących ogrodzenie, co według gminy wskazuje na utratę naturalnego lęku przez zwierzę.
-
Policja zaznaczyła, że nie doszło do bezpośredniego ataku, a rolnicy uciekli do pojazdów i poinformowali odpowiednie służby.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Władze gminy Bukowsko na Podkarpaciu, gdzie kilka dni temu doszło do ataku niedźwiedzia, w którym zginęła 58-letnia kobieta, poinformowały o kolejnych incydentach z udziałem drapieżnika.
Lokalne władze twierdzą, że zwierzę tym razem miało „zaatakować” dwóch rolników. Według relacji do incydentu doszło jednak we wtorek w sąsiedniej gminie Zagórz.
„Atak” niedźwiedzia w Bieszczadach. Gmina Bukowsko opublikowała broszurę
„W miejscowości Morochów, zaledwie 10 km od miejsca tragicznego ataku w Płonnej, zaatakowani przez niedźwiedzia zostali rolnicy budujący ogrodzenie dla bydła” – przekazały władze gminy Bukowsko.
„W Morochowie drapieżnik zaatakował rolników budujących ogrodzenie, mimo że słyszał ich głosy i hałas prac. Oznacza to, że tradycyjne metody 'dstraszania dźwiękiem’ przestały działać. Drapieżnik zatracił naturalny lęk i może traktować hałas jako sygnał obecności celu” – czytamy w oświadczeniu.
Opis niebezpiecznej sytuacji pojawił się w broszurze, w której lokalne władze napisały, jak zachować się w przypadku spotkania niebezpiecznego zwierzęcia. Ale to nie wszystko. Gmina złożyła bowiem wniosek o odstrzał osobnika, który zbliżył się do rolników.
„Z ubolewaniem stwierdzam, że do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej reakcji ze strony Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Zadajemy głośne pytanie decydentom w Warszawie: ile jeszcze incydentów musi się wydarzyć, aby nasze wnioski i realne zagrożenie życia mieszkańców zostały potraktowane priorytetowo” – czytamy w poście zamieszczonym w mediach społecznościowych.
Pod postem zaroiło się od krytycznych komentarzy. Internauci zwrócili lokalnym urzędnikom uwagę, że sama „obecność” niedźwiedzia nie jest „atakiem”, a taki incydent nie powinien być pretekstem do zabijania tego chronionego prawem zwierzęcia.
Morochów. Nieoficjalnie: Nie doszło do bezpośredniego ataku niedźwiedzia na ludzi
Interia zapytała o sprawę policjanta, dobrze znającego kulisy zajścia w miejscowości Morochów.
– Nie mogę powiedzieć, że doszło do bezpośredniego ataku na ludzi. Zwierzę zauważyło rolników, zaczęło się do nich zbliżać, a oni uciekli. To wszystko. Czy można to traktować jako „napaść” niedźwiedzia na człowieka? Niech każdy odpowie sobie sam – powiedział nam nieoficjalnie funkcjonariusz, proszący o zachowanie anonimowości.
Nasz portal otrzymał oficjalne stanowisko sanockiej policji w tej sprawie. Warto podkreślić, że w oświadczeniu mundurowi poinformowali o „zdarzeniu”, a nie o „ataku”.
„Wczoraj otrzymaliśmy zgłoszenie o zdarzeniu z udziałem niedźwiedzia. Osoby pracujące na pastwisku w Morochowie zauważyły niedźwiedzia. Zwierzę zaczęło się przemieszczać w ich kierunku. Mężczyźni zachowali się wzorowo – uciekli do pojazdów i odjechali, a następnie zawiadomili właściwe dla takiego incydentu służby. Policjanci po pewnym czasie pojawili się na miejscu, ale niedźwiedź prawdopodobnie oddalił się do kompleksu leśnego” – przekazała st. asp. Anna Oleniacz, oficer prasowy KPP Sanok.














